📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach
Odkrycie, że dziecko się kaleczy, wywołuje szok, poczucie winy i bezradność. Wyjaśniamy, jaką funkcję pełni autoagresja, jak reagować w pierwszych godzinach oraz jak realnie wsparcie rodzica przekłada się na skuteczność terapii.

Samookaleczanie u nastolatków rzadko bywa próbą samobójczą albo próbą zwrócenia na siebie uwagi, choć rodzice zwykle odczytują je właśnie tak i reagują złością lub paniką. Dla wielu młodych osób to strategia radzenia sobie z emocjami, które w danej chwili wydają się nie do wytrzymania. W okresie dojrzewania wstyd, poczucie odrzucenia czy wewnętrzna pustka uderzają z ogromną siłą, a umiejętność ich wyciszania dopiero się kształtuje. Dorosły ma za sobą lata ćwiczeń i wie z doświadczenia, że najgorsza fala minie. Potrafi do kogoś zadzwonić, wyjść z domu, odłożyć trudną rozmowę na jutro. Nastolatek dopiero zbiera takie doświadczenia i w szczycie napięcia sięga po to, co przynosi ulgę natychmiast.
Ulga rzeczywiście przychodzi szybko, bo organizm reaguje na ból wyrzutem substancji, które na moment uspokajają. Jedni opisują to jako wyciszenie, inni odwrotnie, jako powrót czucia po okresie odrętwienia i emocjonalnego odcięcia (dysocjacji). Warto też wiedzieć, że autoagresja nie zawsze wygląda jak widoczne ślady na przedramionach. Bywa ukryta i przybiera różne formy, od drapania skóry, przez uderzanie się, po wyrywanie włosów (trichotillomanię) albo karanie siebie odmawianiem jedzenia. Często dochodzi do tego trudność z nazwaniem tego, co się przeżywa, którą specjaliści określają jako aleksytymię. Nastolatek nie powie wprost, że ma dosyć i nie daje rady, bo brakuje mu na to słów. Zamiast mówić, działa.
Zrozumienie tego mechanizmu zmienia perspektywę rodzica. Zamiast myśleć, że dziecko robi coś na złość albo dla efektu, łatwiej zobaczyć, że nie zna jeszcze zdrowszego sposobu radzenia sobie z napięciem. Taka zmiana spojrzenia niczego nie usprawiedliwia po stronie rodzica i nie zwalnia z działania. Pokazuje jednak, dlaczego kara zwykle pogarsza sytuację. Krzyk, zabranie telefonu za cięcie, wyrzuty i kontrolowanie każdego ruchu pogłębiają wstyd oraz poczucie osamotnienia. Dziecko potrzebuje wtedy bezpieczeństwa, żeby w ogóle zdecydować się poprosić o pomoc.
Pierwsza rozmowa po odkryciu samookaleczania ma ogromne znaczenie dla tego, czy nastolatek otworzy się w przyszłości, czy zacznie ukrywać problem jeszcze staranniej. Najważniejszy jest spokojny głos i rezygnacja z pytań w rodzaju "jak mogłeś mi to zrobić", bo przenoszą one uwagę na emocje rodzica zamiast na to, czego potrzebuje dziecko. Znacznie lepiej działa proste, otwarte zdanie: "widzę, że bardzo cierpisz w środku, chcę zrozumieć, co się dzieje", a potem pytanie "co się z tobą działo tuż przed tym?". Taka rozmowa nie musi od razu przynieść rozwiązań. Jej celem jest pokazanie, że dom jest miejscem, w którym można mówić o trudnych sprawach bez kary i oceny.
W codziennym wsparciu pomaga wspólne ułożenie planu bezpieczeństwa, czyli listy konkretnych kroków na moment, w którym napięcie zaczyna narastać. Może się na niej znaleźć telefon do wcześniej ustalonej osoby i technika uziemiająca 5-4-3-2-1 (nazwanie pięciu rzeczy, które widać, czterech, które słychać, i tak dalej), albo krótki, intensywny ruch, na przykład dwadzieścia pompek czy szybkie wejście po schodach.
Warto też nauczyć się razem oddechu pudełkowego: wdech na cztery sekundy, zatrzymanie powietrza na cztery, wydech na cztery i ponowne zatrzymanie na cztery.
Pomaga również ograniczenie dostępu do przedmiotów, po które nastolatek sięga, ale zawsze w porozumieniu z nim, bo decyzja narzucona jednostronnie bywa odbierana jako kontrola zamiast troski.
Rodzic powinien zwrócić uwagę na sygnały ostrzegawcze, które często są subtelne. Należą do nich długie rękawy noszone nawet w upalne dni, unikanie basenu i przebierania się przy innych, nagłe wycofanie się z relacji, zmiana stylu ubierania w stronę zakrywania ciała oraz coraz częstsze plastry i bandaże tłumaczone upadkami. Ważne jest też zainteresowanie tym, co dziecko ogląda w mediach społecznościowych, ponieważ część grup i treści normalizuje autoagresję albo wprost do niej zachęca. Rozmowa o tym powinna obejść się bez oskarżeń, ale z jasno postawioną granicą dotyczącą bezpieczeństwa online.
Domowe wsparcie przy samookaleczaniu jest niezbędne, ale rzadko wystarcza samo w sobie. Zwykle oznacza, że warto sięgnąć po pomoc specjalisty, najlepiej psychologa\psychoterapeuty z doświadczeniem w pracy z młodzieżą i zachowaniami autoagresywnymi.
Za najlepiej przebadaną metodę w tym obszarze uchodzi terapia dialektyczno-behawioralna (DBT), stworzona z myślą o osobach przeżywających emocje bardzo intensywnie. Uczy ona konkretnych umiejętności w czterech obszarach: uważności (bycia tu i teraz bez oceniania), tolerancji dyskomfortu (jak przetrwać kryzys emocjonalny bez sięgania po autoagresję), regulacji emocji (jak rozpoznawać i wyciszać silne stany) oraz efektywności interpersonalnej (jak mówić o swoich potrzebach i stawiać granice). W wersji dla nastolatków ważną częścią jest praca z rodziną. Rodzice uczą się tych samych umiejętności równolegle z dzieckiem, co wyraźnie poprawia efekty.
Obok DBT stosuje się psychoterapię poznawczo-behawioralną (CBT), która pomaga wychwycić myśli pojawiające się tuż przed epizodem autoagresji, na przykład "jestem do niczego, zasługuję na ból". Pracuje się nad nimi przez restrukturyzację poznawczą, czyli świadome sprawdzanie, czy dana myśl opisuje fakt, czy tylko własną interpretację, i szukanie bardziej wyważonych sposobów myślenia.
Kiedy samookaleczanie ma korzenie w trudnym doświadczeniu, takim jak przemoc, strata czy silne odrzucenie, pomocne bywają EMDR i brainspotting. Obie metody pomagają przetworzyć wspomnienia, które wciąż mocno pobudzają ciało i układ nerwowy.
Terapia schematów przydaje się z kolei wtedy, gdy autoagresja wyrasta z głęboko zakorzenionych przekonań o sobie, ukształtowanych jeszcze w dzieciństwie.
Rola rodzica nie kończy się na przywiezieniu dziecka do gabinetu. Psycholog zwykle zaprasza rodziców na sesje rodzinne, tłumaczy mechanizmy, pokazuje, jak reagować w kryzysie i jak nie wzmacniać zachowania przez skupianie na nim całej uwagi. Specjalista pomaga też ocenić poziom ryzyka i zdecydować, czy wystarczy terapia ambulatoryjna, czy sytuacja wymaga intensywniejszego wsparcia, na przykład oddziału dziennego lub leczenia szpitalnego. Dotyczy to zwłaszcza momentów, w których autoagresja się nasila albo pojawiają się myśli samobójcze. Konsultacja psychiatry dziecięcego bywa potrzebna, gdy w tle występuje depresja, zaburzenia lękowe czy zaburzenia odżywiania, które często towarzyszą samookaleczaniu i wymagają własnego leczenia.
Jednocześnie rodzic nie dowie się, co dokładnie dzieje się w gabinecie, i tak ma to działać. Nastolatek potrzebuje przestrzeni, w której powie rzeczy niewygodne, wstydliwe albo dotyczące samego domu, bez obawy, że wrócą one do niego przy kolacji. Psycholog pracuje w ramach tajemnicy zawodowej i sam zna jej granice. Informacje o poważnym zagrożeniu zdrowia lub życia przekaże rodzicom, zwykle uprzedzając o tym dziecko, i to on ocenia, kiedy taka sytuacja zachodzi. Codzienna treść sesji pozostaje jednak między nim a nastolatkiem. Wypytywanie po powrocie, o czym rozmawialiście, przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Dziecko zaczyna filtrować to, co mówi psychologowi, żeby uniknąć niewygodnych pytań w domu, a wtedy traci sens sama terapia. Zamiast dopytywać, lepiej zostawić otwarte drzwi zdaniem w rodzaju "jestem obok, gdybyś chciał czymś się podzielić", i uszanować, że dziecko z tego nie skorzysta. Wszystkie pytania o przebieg leczenia warto kierować bezpośrednio do psychologa na sesji rodzinnej lub konsultacji dla rodziców.
Warto też, żeby rodzic wiedział, że terapia nie przebiega prostą linią w górę. Nawroty zdarzają się nawet w trakcie leczenia i nie oznaczają porażki. Pokazują raczej, że nowe umiejętności potrzebują jeszcze czasu i praktyki. Do tego postępy bywają początkowo niewidoczne z perspektywy domu, bo pierwsze zmiany dzieją się w tym, jak nastolatek myśli o sobie, i dopiero później przekładają się na zachowanie. Brak szybkich efektów nie jest powodem, żeby naciskać na dziecko albo zmieniać psychologa po dwóch spotkaniach. Cierpliwość, obecność bez oceniania i dbanie o własną równowagę, choćby przez terapię rodzica albo grupę wsparcia, znaczą w tym procesie tyle samo, co praca nastolatka z psychologiem.
Przedstawiamy wyselekcjonowaną grupę doświadczonych psychologów i psychoterapeutów, którzy specjalizują się w pracy z osobami zmagającymi się z samookaleczeniami. W swojej praktyce stosują sprawdzone metody terapeutyczne, pomagając pacjentom zrozumieć przyczyny tych zachowań, radzić sobie z emocjami oraz wypracować zdrowsze strategie regulacji napięcia.
Zrozumienie to pierwszy krok do poprawy. Przeczytaj inne, powiązane, merytoryczne artykuły które przygotowaliśmy dla Was wspólnie z naszymi Specjalistami_tkami.
Najtrudniejsze to zacząć szukać. Gratulujemy! Sprawdź naszego Bloga, a także Forum Psychologiczne! Znajdziesz tam merytoryczne artykuły, odpowiedzi Specjalistów_ek, praktyczne przykłady i wskazówki oraz wiele inspiracji.






Chciałam się więcej dowiedzieć na temat moich zachowań, które zaraz opiszę. Nie wiem czy coś ze mną nie tak i czy powinnam cokolwiek zmieniać w sobie. Od 3 lat zdarzało mi się CZASEM pociąć, gdy byłam zła. 12 grudnia 2023 roku po prostu się pocięłam (piszę to 15 lutego 2024 roku). Mówię "po prostu", bo naprawdę nie miałam do tego powodu (nikt mnie nie namawiał). Nie było mi źle, czułam się neutralnie, więc naprawdę do końca nie rozumiem swoich działań. Od tamtego dnia tnę się 2-4 razy w tygodniu. Nie robię tego dla atencji, specjalnie wybieram niewidoczne miejsca. Robię to tak po prostu lub dla uczucia wyluzowania, choć nie mam żadnych problemów. Ten widok jest zwyczajnie satysfakcjonujący. Mam nadzieję, że teraz każdy kto to czyta rozumie, że nie mam mocniejszych powodów do cięcia się. Mimo to nie mogłabym tak po prostu przestać, bo po pierwsze nie chcę, a po drugie raczej nie dałabym rady. Druga sprawa. Powiem wprost, podniecił mnie fakt, że pewien chłopak masturbował się do zdjęć moich ran zrobionych żyletką (od razu mówię, że on nie jest dla mnie kimś bliskim. Przez dwa dni utrzymywałam z nim kontakt w internecie i to tyle z naszej "znajomości"). Ta sama osoba także robiła sobie dobrze do moich zwyczajnych zdjęć, ale to akurat dla mnie jest bardziej odpychające niż podniecające. Oprócz tego wyobrażam sobie pocięcie się na oczach dwóch chłopaków, jeden z nich mi się podoba, drugi to mój znajomy. Ten scenariusz sprawia, że staję się pobudzona i podekscytowana. Czy to jakiś fetysz czy już zaburzenie? Od wcześniej wspomnianej sytuacji zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Jak dawno temu przekroczyłam granicę normalności? Z czego to wynika? Czy tak powinno być? Nie jest łatwo mi o tym mówić, chciałabym siebie zrozumieć. Nie wiem czy to coś ma do rzeczy, ale nie mam żadnych traum. Mama zawsze była przy mnie obecna fizycznie i psychicznie, to naprawdę wspaniała kobieta! Mam tatę, ale moja więź z nim jest słaba. Widzę go jakoś 4 dni w miesiącu (tak jest od 8 lat i szczerze to nie mam z tym problemu). Oprócz tego jestem nastolatką.
Mam problem ze sobą. Nie potrafie na siebie patrzeć w lustrze, czuje wielkie obrzydzenie do siebie. Bez makijażu mój wygląd mnie zawstydza. Za każdym razem kiedy ktoś mi robie zdjęcie z ukrycia, wychodzę beznadziejnie. Całokształt sie przekłada na moje życie. Rozpoczęłam samookaleczanie sie kilka miesięcy temu i nie mogę od tego uciec. Ciężko mi przez to uczęszczać do szkoły. Moja mama próbuje ze mną rozmawiać, ale czuję, że każda rozmowa z nią prowadzi donikąd. Czuje, że na nią nie zasługuję, bo nie daje sobie pomóc. Czuję, że nie zasługuję na jakiekolwiek zaspokajanie potrzeb. Za każdym razem wracam do domu to odrazu płaczę. Kiedyś zostałam obmacana przez takiego chłopaka i najgorsze jest to, że nie winie go, a siebie. Obwiniam sie bardzo dużo razy za rzeczy, za które nie powinnam sie obwiniać. Czy dam jakoś rade sama z tego wyjść?
TW. Samookaleczanie Mam duży problem. Miałam pogadać z moją mamą o samookaleczaniu wczoraj i przy tym miała pomoc mi siostra. Niestety jak wróciłam ze szkoły mama dostała wyniki badań, które nie wyszły najlepiej, bo ma podejrzenie szpiczaka. Nie wiem teraz, czy rzeczywiście powinnam o tym pogadać. Moje rany są płytkie i nie powinna przez to się zamartwiać, ale nie jestem pewna, bo ostatnio robię to coraz częściej. Nie wiem, ile mam poczekać z tą rozmową, bo wiem, że moja mama to bardzo przeżywa.
TW samookaleczanie Mam 22 lata i przepraszam, że tak długo się rozpiszę, ale nie daję rady. Od dziecka byłam typem aspołecznym, nie lubię spotykać się z ludźmi, ani z nimi rozmawiać. Nigdy nie mam tematów na rozmowy, nawet jeśli ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ta relacja bardzo szybko się kończyła, gdyż w pewnym momencie się izolowałam. Przez ten brak potrzebny socjalizacji, zawsze czułam się nieludzko. Dziwnie, inaczej. Jestem bardzo brzydka i głupia. Przez słowo głupia mam na myśli, że jestem osobą zapominalską, wszystko wypada mi z rąk, wykonuje niezręczne ruchy przy ludziach. Bardzo dużo gestykuluję i szybko mówię. Moja prokastrynacja jest na tak wysokim poziomie, ze obecnie mam pięć warunków na studiach. Nie zdałam roku. Wielokrotnie zapominałam dat rejestracji albo gubiłam się we wszystkim. Mówię szybko i nerwowo, czego bardzo się wstydzę. Mam wrażenie, że wszystko, co wychodzi spod mojej ręki, jest złe, gorsze, żenujące. W ciągu dnia doświadczam wahań nastrojów, czasem mam motywację, ale czasem mam wręcz ochotę rzucić się pod metro, którym codziennie dojeżdżam na uczelnię. Okaleczam się żyletką, lubię, gdy rany są dość głębokie, gdy krawędzie rozsuwają się na boki. Dużo płaczę, w miejscach publicznych, na zaliczeniach, wszędzie, czasem nawet bez powodu. Mam wrażenie, że emocje mnie przytłaczają, że jestem dziecinna, głupia niedojrzała. Nie mam marzeń, cały dzień czekam do nocy, żeby spać, jednak ten sen często nie przychodzi. Chodziłam do psychiatry, ale on nie rozmawiał ze mną. W gabinecie głównie płakałam roztrzęsiona, a on przepisywał mi leki. Od kilku miesięcy biorę Dulsevię 60 mg raz dziennie, spamilan 10 mg trzy razy dziennie, estazolam 2 mg tymczasowo na sen (bardzo pomagał, ale już się skonczył) i medikinet CR 20 mg. Medikinet sprawia, że przez jakiś czas czuję motywacje, ale po paru godzinach znowu przychodzi stan otępieniq, beznadziei i złości. Nie potrafię radzić sobie z emocjami, płaczę, okaleczam się, uderzam w drzwi, wewnętrznie krzyczę. Dotychczas miałam jednego ,,przyjaciela" ale izolowałam się i olewałam tę znajomość. Gdy on powoli się odsunął, poczułam ogromną zazdrość i duże emocje, które targają moje wnętrze, tak jakby rozrywały każdą część mięsa, z którego jestem utworzona. Nie tęsknie za człowiekiem, lecz za uwagą. Czuję się tak obrzydliwie, jakbym nie pasowała do świata. Nie chcę być częścią życia społecznego. Nienawidzę przebywania w tłumach i nie umiem prowadzić rozmów z ludźmi. Z drugiej strony brak mi poczucia przynależności, tak jakbym nie istniała. Po kilku minutach miłej rozmowy ze znajomym lub nieznajomym muszę wyjść gdzieś, trząść rękami i głową, oraz mówić do siebie, by uregulować emocje. Psychiatra skierował mnie do psychologa z epizodem depresyjnym i zaburzeniami adaptacyjnymi z lękiem społecznym, ale on praktycznie ze mną nie rozmawia. Polecał mi również diagnozę pod kątem spektrum autyzmu, ale to dużo kosztuje i nie wiem, czy się opłaca. Nie wiem, nawet co mi jest. Coraz bardziej męczy mnie bycie człowiekiem. Uciekam w fikcję, ale moje ciało daje mi znać, że życie istnieje. Boję się cierpienia. Czasem brałam kilka tabletek więcej, niż powinnam, żeby sprawdzić swoją granicę. Zdarzyło się, że przecięłam swoją skórę tak, że krwawiła cały dzień bez przerwy. Kładłam się spać z krwawiącą raną, myśląc, że może umrę przez sen. Wykańcza mnie bycie mną, leki nie pomagają. Czy jest sposób, aby sprawdzić, co jest ze mną nie tak? Czemu nie czuję się jak człowiek? Czy można jednocześnie być aspołecznym, ale empatycznym? Nie mam zaburzeń schizoidalnych, ponieważ odczuwam emocje i troskę. Nie przywiązuję się jednak do ludzi. Mój świat to niestabilna pustka. Czy jestem zepsuta?
Jak wyjść i poradzić sobie z samookaleczaniem? Mam 14 lat i tkwię w tym już od 3 lat, nie wiem jak z tego wyjść.
Witam. Mam problem z samookaleczaniem, uzależniłam się i w trudnych chwilach zawsze sięgam po nóż, nie umiem sobie radzić z emocjami. Nie mogę jednak powiedzieć o tym rodzicom, ponieważ już kiedyś (w 1 klasie liceum) zauważyli rany na rękach i się zdenerwowali. Zapisali mnie do psychologa, ale psychoterapia nie była pomocna, a wiem, że koszta były dość duże i nie chciałabym, aby kolejny raz musieli je ponosić... Tnę się teraz w innych miejscach, dlatego tego nie widzą. Wiem, że potrzebuję pomocy, ale nie mogę o nią poprosić. Mam teraz ponad 17 lat, za ok. pół roku będę pełnoletnia. Nie wiem czy spróbować przeczekać ten okres i liczyć jeszcze na jakąkolwiek pomoc, na własną rękę, (jeśli dożyję oczywiście) czy jest inne wyjście...

Wychodząc naprzeciw potrzebom osób zmagających się z samookaleczeniami, specjaliści oferują darmowe konsultacje. Kwestie finansowe mogą stanowić istotną barierę w podjęciu decyzji o rozpoczęciu terapii, dlatego chcemy ułatwić ten pierwszy, często najtrudniejszy krok.
Kiedy warto?
Gdy zauważasz u siebie lub bliskiej osoby ślady samookaleczeń lub podejrzewasz takie zachowania.
Kiedy odczuwasz silne napięcie emocjonalne i masz trudności z radzeniem sobie z nim w zdrowy sposób.
Jeśli doświadczasz intensywnych, trudnych do opanowania emocji i myśli o samookaleczeniu.
Gdy masz trudności z wyrażaniem swoich uczuć i potrzeb w inny sposób niż poprzez samookaleczenia.
Potrzebujesz bezpłatnej pomocy?
Sprawdź dostępnych specjalistów i umów się na bezpłatną pierwszą konsultację już dziś – zrób ten ważny krok w kierunku lepszego zdrowia.
Zobacz, którzy specjaliści udostępniają bezpłatne konsultacje psychologiczne i łatwo umów pierwszą wizytę.
