Małgorzata Kardasz

Kto weźmie ranę, czyli co jeśli kocham kogoś „po drugiej stronie barykady”

8 MIN

Ostatnie wydarzenia w Polsce mogą budzić wiele emocji, ale także zamęt w myślach. Czy w protestach chodzi tylko o aborcję? Czy może jeszcze o relację państwo-kościół? Czy o niezgodę na nieudolność polskiego rządu? Aborcja na żądanie czy powrót do starego porządku? Kto (i czy) ma prawo strajkować i jak? Za czymś czy przeciwko komuś?

Media społecznościowe wydają się nie przynosić odpowiedzi. Zalewa je lawina strachu, gniewu, pogardy. Wiele osób  wydaje się wykazywać postawą mam jedyną właściwą odpowiedź na wszystko, co się dzieje w kraju

Zauważenie, że ja i osoba, którą kocham, różnimy się w ważnych kwestiach, zawsze może być trudnym doświadczeniem. Obecnie emocje dodatkowo może eskalować fakt, że wiele z nas czuje, że znajduje się w sytuacji kryzysowej i musi zawalczyć o swoje bezpieczeństwo. Ten artykuł nie przyniesie jednej, ostatecznej odpowiedzi. Ma natomiast służyć jako przyczynek do refleksji nad tym, jak postrzegamy nasze relacje oraz służyć jako inspiracja do zadbania o siebie (w relacji). Zaznaczam także, że nie jest to tekst o tym, jak prowadzić kampanię na Facebooku, czy jak się zachowywać w sytuacjach bardziej formalnych (np. właśnie podczas protestów z osobami, które także w nich uczestniczą, ale nie są nam bliskie). To artykuł, który ma pomóc w rozmowie z bliską nam osobą, jeśli takiej rozmowy chcemy.

Na potrzeby tego tekstu wybrałam dwie główne trudności, które mogą się teraz pojawiać w relacjach: niezgoda co do stanowiska w sprawie aborcji oraz niezgoda o to, jak o swoje postulaty zabiegać. Przyjęłam także, że w relacji nie dochodzi do przemocy, ponieważ w tego typu relacjach występują inne mechanizmy działania i sugestie tutaj przytoczone mogą się okazać nieskuteczne, a wręcz szkodliwe.

 

Masz krew na rękach może rzucić każda ze stron, czyli o różnych postawach wobec aborcji

Dla części z nas fakt, że bliska osoba podziela nasze najbardziej podstawowe wartości, może okazać się niezbędnym warunkiem do tego, by czuć się w relacji bezpiecznie i chcieć ją dalej rozwijać. Niezgodność postaw wobec aborcji może kwestionować to, co myśleliśmy o drugiej osobie, burzyć zaufanie wobec niej. Znajdujemy się w emocjonalnym tyglu związanym z tym zagadnieniem i może być nam trudniej zrozumieć motywacje osoby o stanowisku odmiennym od naszego. 

Dla niektórych z nas prawo do tzw. aborcji na życzenie może być tak bardzo podstawowe, związane z prawem do autonomii, godności osobistej i bezpieczeństwa, że nie ma przestrzeni na dyskusje na ten temat. Dla innych z nas brak jasnej wiedzy na temat tego, gdzie rozpoczyna się człowiek, utrudnia jakiekolwiek pójście na kompromis w swojej postawie (co oczywiście nie oznacza automatycznie zabrania innym prawa wyboru w tragicznych okolicznościach). Warto mieć jednak świadomość tego, że chęć zerwania relacji z powodu różnic zdań w tym zakresie niesie za sobą także utratę innych, być może wartościowych aspektów tej relacji.  

To są chyba kluczowe pytania: czy wartości, które niesie za sobą dostęp do aborcji (lub jego zakaz) są tak bardzo podstawowe, że trudno mi być blisko z osobą, która inaczej to postrzega? Czy mimo trudu chce kontynuować relację, czy nie mam na ten moment na to przestrzeni? Jeśli jednak decyduję się na kontynuację znajomości, to czy fakt, że nie rozmawiamy o tak kluczowych dla nas kwestiach, jest dla mnie do przyjęcia? 

Idę w to

Jeśli jednak zrozumienie bliskiej osoby także w tym aspekcie jest dla nas ważne, zachęcam, by rozmowa (czy rozmowy) odbyła się w możliwie jak najspokojniejszych okolicznościach. Być może chcecie dać sobie zgodę na to, by na ten moment każde z Was działało tak, jak uważa to za słuszne, a spróbujecie się lepiej zrozumieć, gdy emocje (także społeczne) opadną? Czy jesteście w stanie okazać sobie wyrozumiałość i założyć, że bliska osoba kieruje się swoim rozumieniem dobra? Jest to ogromnym wysiłek emocjonalny, nie zachęcam więc do próby spoglądania w ten sposób na każdego oponenta. Tym bardziej takiego, który używa przemocy. 

Warto się przyjrzeć co oznacza dla nas różnica zdań w tym temacie. Czy jest to akt przeciwko mojemu bezpieczeństwu i zdrowiu? Czy u podłoża mojej niezgody na poszerzenie prawa do aborcji nie leży lęk religijny, więc obawiam się o bliską mi osobę oraz to, w jaki sposób zostanę „rozliczony_a” za brak oponowania wobec bardziej liberalnemu prawu? Czy obecna sytuacja jest dla mnie trudna, ponieważ czuję, że kolejny raz ktoś odbiera mi prawo do samostanowienia? Jak historia mojego życia wpłynęła na to, co czuję, kiedy mówi się o tym temacie?

Bliski, ale inny

Zdarza się, że postawa drugiej osoby nas rozczarowuje, ponieważ burzy w pewien sposób jej obraz, który nosiliśmy w sobie. Kwestionujemy wtedy nie tylko jej postawę wobec aborcji, ale całość przekonań na jej temat. 

No bo jak połączyć opiekuńczość z krwawą interwencją lekarską? Z drugiej strony: jak połączyć opiekuńczość z przymknięciem oczu na realia kobiet w Polsce, które jeśli rodzą niepełnosprawne dzieci, nie mają żadnego wsparcia?  

Zbyt szybkie wyciąganie wniosków na podstawie jednej opinii może nie pokazywać nam całokształtu bliskiej osoby. Dlatego w rozmowie o naszych różnicach zachęcam do przedstawienia swoich motywacji i wartości. Może się okazać, że postawa bliskiej nam osoby wcale nie jest tak daleka od tego, jak ją postrzegliśmy do tej pory.

Bańka informacyjna to nasz prawdziwy wróg

Jeśli chcemy rozmawiać o naszych różnicach, dobrze jest mieć świadomość tego, jak to, kim jesteśmy, kształtuje naszą postawę wobec aborcji. Warto pamiętać także o nieprzepuszczalności baniek informacyjnych. Do niektórych z nas docierają jedynie przekazy o tzw. syndromach poaborcyjnych, a nie słyszą o tym, że niechciana ciąża może skutkować syndromem stresu pourazowego. Naprawdę istnieją osoby, które nie mają świadomości dotyczących tego, jak niebezpiecznymi metodami są podejmowane aborcje, kiedy państwo nie przyznaje do nich prawa. Z drugiej strony, możemy nie zauważać wspierających, nieprzemocowych pro-liferskich inicjatyw dla kobiet, które chcą urodzić. 

Zasoby relacji

Rozmowa o tak kluczowych różnicach może być ogromnym wyzwaniem. Warto rozważyć, czy umiemy się komunikować w tak delikatnych kwestiach, czy wcześniej nam to wychodziło? Czy jesteśmy gotowi na to, że mimo tego, że bliska osoba usłyszy o tym, co jest dla nas ważne, może nie zmienić zdania?  

Ale jak?

Jedną z bardziej znanych metod komunikacyjnych jest porozumienie bez przemocy (NVC). To metoda, która ma na celu pomóc nam opowiedzieć o swoich przeżyciach, zadbać o swoje potrzeby i  przedstawić je w taki sposób, by osoba dialogująca z nami nie została przez nas zaatakowana, czy obarczona odpowiedzialnością za to, za co my tak naprawdę jesteśmy odpowiedzialni: nasze przeżycia. Prowadzone są specjalne kursy z porozumienia bez przemocy. Jeśli chcesz sprawdzić, czy to coś dla Ciebie, polecam zacząć od strony https://www.empathicway.pl/, na której znajdziesz także darmowe zasoby, by móc przybliżyć sobie tę metodę, a także wypróbować ją w swoich relacjach. 

Tym, co zawsze sprzyja porozumieniu, jest aktywne słuchanie. Narzędzie to wydaje się być niepozorne, jednak znacząco zmienia przebieg konwersacji. Polega ono na wyzbyciu się założeń wobec tego, co druga strona chce nam powiedzieć i próbie dotarcia do tego, co rzeczywiście jest nam przekazywane. Kiedy uważnie słuchamy, unikamy sformułowań: „bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”, „z Tobą to już tak jest”. Staramy więc nie odwoływać się do przeszłości (a w szczególności do naszych założeń wobec przeszłości), a skupiać się na tym, co przekazywane nam jest teraz. 

Jak więc aktywnie słuchać? Najbardziej podstawowym narzędziem aktywnego słuchania jest parafraza, czyli powtórzenie wypowiedzi rozmówcy własnymi słowami. Daje nam to szansę upewnić się, czy zrozumieliśmy komunikat zgodnie z intencjami rozmówcy. Z kolei rozmówcy daje zapewnienie, że jego perspektywa została zauważona. Na początek taki styl komunikacji może wydawać się nienaturalny. Wraz z czasem jednak wypowiedzi typu: “Z tego co mówisz, słyszę, że zależy ci na…”, “Czyli ważne jest dla ciebie…”, “Usłyszałam, że” wchodzą w krew i łatwiej jest je stosować.

Kto weźmie ranę, czyli trudno mi z Twoimi emocjami

Być może jest to nadmierne uogólnienie, ale pokuszę się o stwierdzenie, że każda z osób, dla której ten temat jest ważny, odczuwa w związku z nim jakiś ból. Ból ciała, o którym każdy może się wypowiedzieć, i o którym decydowano (nieraz przemocą) od najmłodszych lat. Ból związany z wychowaniem religijnym opartym na lęku. Ból, gdy całe życie jest oceniane na podstawie jednego „za” lub „przeciw”. 

Nam samym może być trudno zaakceptować to, że cierpimy, że się boimy, że emocje nagle przybrały na intensywności. Możemy postrzegać to jako słabość. Osiem gwiazdek w dwóch słowach może być dla nas do zaakceptowania, ale personalne ataki na Kaję Godek już nie. 

Możemy rozumieć przyczynę złości drugiej osoby, powód, dla którego wybiera takie, a nie inne formy ekspresji i wciąż czuć się z nią niekomfortowo, czy wręcz jej nie akceptować.

Możemy poprosić bliską osobę, by wyrażała siebie w łagodniejszy sposób, nie mamy jednak gwarancji, że nasza prośba zostanie wysłuchana. W takich momentach warto pamiętać, że to, na co przede wszystkim mamy wpływ to nasze samopoczucie. Możemy sięgać po sprawdzone sposoby na ukojenie własnych emocji. Być może relacje z daną osobą ułatwi nam, gdy nie będziemy czytać treści jej transparentów lub wpisów na mediach społecznościowych? Być może ograniczenie konsumpcji informacji na temat aborcji do 15-20 minut dziennie sprawi, że łatwiej nam będzie funkcjonować, ale nie będziemy czuli, że nie trzymamy ręki na pulsie? Jeżeli rozmawiamy i rozmowa staje się zbyt intensywna, zawsze możemy ją przerwać i powrócić do niej, gdy będziemy gotowi. 

Więc jesteś, czyli o tym, że relacja to nie aktywizm

To naturalne, że możemy pragnąć, by bliska nam osoba podzielała nasze zdanie w ważnych dla nas tematach. Mamy prawo odejść, jeśli tak się nie dzieje. Mamy prawo zostać. Jeśli zostajemy, warto dobrze określić swoje granice: być może nie widzisz w tej relacji przestrzeni na rozmowę o danym temacie? Być może potrzebujesz o nim rozmawiać? 

Przede wszystkim zachęcam jednak do przyglądania się bliskiej osobie poprzez pryzmat jej życia i relacji z nami. Czy to, co robi na co dzień, rzeczywiście daje nam podstawy do tego, by oskarżać ją o okrucieństwo? Jakie przekonania mam na jej temat? Czy nasza relacja jest na tyle bezpieczna, by obie osoby mogły podzielić się swoim doświadczeniem i perspektywą? Jeśli nie, to czego nam brakuje, by mogło się to wydarzyć?  

Czy mam gotowość zaakceptować fakt, że na ten moment (a być może na zawsze) bliska mi osoba nie zmieni zdania w sprawie aborcji? Że rozmowa na ten temat może sprawić, że bliska nam osoba np. złagodzi ton swojej wypowiedzi lub poszerzy swoją perspektywę, ale nie stanie w pełni „po naszej stronie”? Czy mimo to zauważę w niej kogoś, z kim warto było rozpoczynać i pogłębiać relacje?

Bibliografia:

Małgorzata Kardasz

Psycholożka, pracuje głównie z młodzieżą. Studiuje seksuologię kliniczną. Aktualnie zaangażowana w 2 międzynarodowe projekty dot. aktywności obywatelskiej i praw człowieka. Na Instagramie jako @unbridled_over_barren_fields