Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy to przyjazn czy cos wiecej? Niejasna relacja z mezczyzna, lek przed bliskoscia i sprzeczne sygnaly

Treść wrażliwa
Cześć, mam pytanie nie wiem czy to ja czegoś nie rozumiem, czy coś jest nie tak jak powinno być. Chodzi o faceta. Bo o cóż by innego mogło chodzić. Znamy się blisko cztery lata. Było fajnie na początku. Rozmowy aż po świt oczywiście na telefonie. Rozumieliśmy się praktycznie bez słów. Później stało się bardziej blisko. Gdy ja miałam słabszy czas w życiu. To rzucał wszystko by być przy mnie. To znaczyć zaczęło bardzo wiele. Później ja byłam i wciąż jestem zawsze gdy mnie potrzebuje. Nie ważne śmierć Mamy, Jego choroba. I każda ważna rzecz. Ja wiem, że dla mnie to coś więcej niż przyjaźń lecz czy dla Niego? Ostatnio spotykamy się często bardzo często. I powiedział mi, że mi ufa, jestem ważna, nigdy tego co ja Mu daje nie miał. I że zajmuje bardzo ważne miejsce w Jego życiu. I nigdy tak jak ze mną nie miał. Powiedział, że żadna inna nie zajmie mojego miejsca w Jego życiu i inne Go nie interesują. Choć wiem, że bliskość, dotyk są dla Niego bardzo trudnym tematem i unika kontaktu fizycznego z kimkolwiek to potrafi przytulić się do mnie, złapać za rękę i jak mówi uwielbia spędzać ze mną czas. Lecz ja nie wiem co mam myśleć bo była sytuacja w której zarzucił mi, że Nasza relacja według Niego nie wyjdzie nigdy poza platoniczne relacje bo ja nie chcę Go i On nigdy nie spełni moich oczekiwań, a ja mogę mieć każdego a Jego nie chcę. Bardzo to mnie zabolało i powiedziałam Mu o tym. Nigdy nie dałam dowodu na to by był niewystarczający i że nie chcę Go. Mówię Mu, że każdy inny jest tłem dla Niego, że jest przystojny i że chcę tylko spędzać czas z Nim. Inicjuje różne sytuacje. Gdy się spotkaliśmy znów zadałam Mu pytanie dlaczego uciekasz jak oparzony gdy Cię dotykam, a później masz pretensje, że nie chcę Cię. Mówię, że bardzo tęsknię. Niby On też tęskni. Tak mówi. A jeśli chodzi o kontakt fizyczny ze mną to boi się swojej siły, że zrobi mi krzywdę. A gdy ja mówię, że chcę z Nim czas spędzić lub organizuję wyjazdy wspólne...to zawsze mówi nie. Gdy się spytałam kim jestem dla Niego to usłyszałam "jesteś bardzo ważna i życie bez Ciebie jest nie do zniesienia. Ale nie umie mi tego okazać i docenić mnie tak jak ja na to zasługuję. I że w uczuciach nie jest dobry, i to wszystko jest skomplikowane." Wiem, że są codzienne problemy i chcę je dzielić z Nim. Chcę by się dzielił każdą dobrą, czy złą rzeczą ze mną. To On buduje mur. Tak ja to czuję oczywiście. Milczy, ewentualnie mówi wszystko jest ok. A później mówi, że nikt Go nie zauważa. Jest sam i że nikt Go nie pokocha. Nie ważne czy ja mówię, że sam na świecie nie jest i mi ogromnie zależy. Nie wiem może to ja nie umiem docenić tego co On mi daje. Może chcę więcej a nie powinnam. Nie umiem odgadnąć tego. Dzięki za odpowiedź. Pozdrawiam.
Agnieszka Rek

Agnieszka Rek

Dzień dobry,

Z Pani wiadomości bije ogromne zaangażowanie i troska, jakie wkłada Pani w tę relację od niemal czterech lat. Chcę jednak, żeby usłyszała Pani to bardzo wyraźnie: Pani pragnienie bliskości fizycznej, przewidywalności i jasności nie jest niczym wygórowanym. To podstawowe potrzeby w relacji dwojga dorosłych ludzi.

To, co opisuje Pani w zachowaniu tego mężczyzny, to bardzo trudny dla partnera mechanizm przyciągania i odpychania: Z jednej strony słyszy Pani deklaracje, że jest Pani najważniejsza i „życie bez Pani jest nie do zniesienia”.

Z drugiej - każda próba realnego zbliżenia (dotyk, czułość, wyjazd) spotyka się z murem, lękiem, ucieczką i zrzucaniem na Panią poczucia winy („to ty mnie nie chcesz”). Kiedy ktoś zmaga się z głębokim lękiem przed bliskością i zaniżonym poczuciem wartości, często odpycha osobę, która daje mu miłość, bo po prostu nie potrafi jej przyjąć. Niestety, w takich układach druga strona bardzo szybko wchodzi w rolę ratowniczki - tłumaczy, wybacza, jest na każde zawołanie, a na końcu… sama zaczyna wątpić we własny rozsądek (tak jak Pani pod koniec wiadomości: „może to ja nie umiem docenić”, „może chcę za dużo”). 

 

Warto zadać sobie kilka ważnych pytań, zamiast szukać winy w sobie:

1. Jakie koszty emocjonalne ponosi Pani każdego dnia, żyjąc w relacji, w której trzeba zgadywać swoje miejsce i prosić się o zwykły dotyk?

2. Czy słowa o tym, jak bardzo jest Pani ważna, przekładają się na realne poczucie bezpieczeństwa w Pani ciele i sercu?

3. Czy miłość i wsparcie, które mu Pani daje, są w stanie uleczyć jego wewnętrzne blokady bez jego własnej pracy nad sobą?

 

Nikt nie jest w stanie własnym poświęceniem rozwiązać problemów drugiego człowieka z bliskością. Zasługuje Pani na relację, w której nie musi Pani udowadniać, że kocha, i w której bliskość nie jest powodem do ucieczki.

 

Pozdrawiam ciepło,

mgr Agnieszka Rek

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Zachowanie partnera – pełne sprzecznych sygnałów, lęku przed bliskością i przerzucania na Panią odpowiedzialności za rzekomy brak akceptacji – wskazuje na jego własne trudności emocjonalne. Choć deklaruje, że jest Pani dla niego najważniejsza, wycofanie, unikanie kontaktu fizycznego i budowanie muru skutecznie uniemożliwiają stworzenie dojrzałej, bezpiecznej relacji. Warto jasno postawić własne granice i nazwać swoje potrzeby, ponieważ stałe dopasowywanie się do jego lęków doprowadzi Panią jedynie do poczucia emocjonalnego wyczerpania i samotności.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Z tego opisu nie da się jednoznacznie stwierdzić, co dokładnie czuje ten mężczyzna. Jego słowa sugerują, że jesteś dla niego bardzo ważną osobą, ale niekoniecznie oznaczają gotowość do związku romantycznego. Warto oddzielić jego uczucia od tego, jaką relację faktycznie jest gotowy z Tobą budować.

Widać natomiast pewną niespójność: z jednej strony mówi, że jesteś dla niego wyjątkowa, tęskni, ufa Ci i dopuszcza Cię do bliskości, a z drugiej unika dotyku, odrzuca propozycje wspólnego spędzania czasu i mówi, że Wasza relacja pozostanie platoniczna. To może mieć różne przyczyny, których z zewnątrz nie da się rozstrzygnąć.

Nie próbowałabym więc dalej odgadywać, „czy on mnie chce”, analizując każdy gest. Bardziej pomocne byłoby zapytać wprost: „Jakiej relacji ze mną chcesz? Czy widzisz możliwość związku romantycznego, czy chcesz, żebyśmy pozostali przyjaciółmi?” I potraktować jego odpowiedź poważnie, nawet jeśli jego zachowanie będzie czasem wysyłało mieszane sygnały.

Jednocześnie warto zastanowić się nad sobą: czy relacja, w której nie wiesz, na czym stoisz i ciągle czekasz na większą bliskość, jest dla Ciebie wystarczająca? To, że on ma trudność z okazywaniem uczuć, może być prawdą, ale nie oznacza, że Twoje potrzeby bliskości są wygórowane.

Nie sądzę też, żebyś musiała „zasługiwać” na więcej cierpliwością czy jeszcze większym dawaniem od siebie. Masz prawo chcieć relacji, w której druga osoba nie tylko mówi, że jesteś ważna, ale również jest gotowa budować z Tobą taką relację, jakiej oboje chcecie.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Opisana sytuacja tutaj wskazuje na lękowy styl przywiązania kiedy osoba z jednej strony bardzo pragnie uczuć, ale z drugiej strony bardzo się tego obawia. Przy dążeniu do intymności układ nerwowy takiej osoby odbiera jako potencjalne zagrożenie i zwyczajnie się wycofuje. Dla takich osób nawet dotyk nie jest komfortowy. Zarzuty jakie padają z jego strony są dobiciem jego własnych projekcji lękowych. I tutaj pojawia się pytanie, czy jest Pani gotowa na taki związek i czy ograniczenia pacjenta są dla Pani do zaakceptowania na dłużej? Może Pani także pomóc przyjacielowi stosując małe zmiany. Po pierwsze należy nazwać głośno to, co Pai czuje bez oceniania i wyrzutów, a następnie postawić granice. Nie może Pani wchodzić w rolę pocieszycielki i matki, ale może zaproponować małe kroki jak krótki dotyk, który będzie oswajaniem przez partnera. Ważna sprawa. Nie może Pani dawać z siebie więcej niż jest w stanie dać. Ma Pani prawo czuć się bezpiecznie, szczęśliwa i bezpieczna. Podsumowując jestem daleki od radzenia porzucenia partnera, ale zalecam wspólną pracę nad tym co jest teraz i wierzę że wszystko się ułoży. Partner także powinien udać się na własną terapię. Wszystkiego dobrego.

Marta Listwan tel. 604432102

Marta Listwan tel. 604432102

Myślę, że przede wszystkim nie musi Pani zastanawiać się, czy chce Pani za dużo. To, czego Pani potrzebuje, jest zupełnie zrozumiałe. Chce Pani bliskości, wzajemności, jasności i poczucia, że ta relacja zmierza w jakimś kierunku.

Z tego, co Pani opisuje, on rzeczywiście jest z Panią bardzo związany. Ufa Pani, potrzebuje Pani, mówi o Pani jako o kimś wyjątkowym, szuka Pani obecności i pozwala sobie na bliskość, której podobno unika z innymi osobami. To są ważne sygnały. Jednocześnie jego zachowanie pokazuje, że z jakiegoś powodu nie potrafi albo nie chce wejść w relację, której Pani potrzebuje. Odmawia wspólnych wyjazdów, wycofuje się z kontaktu fizycznego, buduje dystans, a jednocześnie mówi, że jest samotny i nikt go nie pokocha.

I tutaj może być najważniejsza rzecz. Nie musi Pani rozwiązać zagadki, co on naprawdę czuje. Być może sam ma trudność z rozpoznaniem i wyrażaniem swoich uczuć. Być może boi się bliskości, odrzucenia albo odpowiedzialności związanej z relacją. Być może jego uczucia są głębokie, ale nie mają dla niego charakteru romantycznego. Tego nie da się wiarygodnie wywnioskować wyłącznie z jego zachowania.

Można natomiast spojrzeć na to, co ta relacja daje Pani teraz. Jeśli Pani potrzebuje czegoś więcej niż przyjaźni, a on nie jest gotowy tego zaoferować, to nawet bardzo silna więź może z czasem stać się dla Pani źródłem cierpienia.

Nie sądzę też, żeby rozwiązaniem było jeszcze mocniejsze przekonywanie go, że jest wystarczający, atrakcyjny i że Pani go chce. Pani już mu to powiedziała. On zna Pani uczucia. Teraz odpowiedzialność za jasne określenie swoich potrzeb i możliwości leży również po jego stronie.

Może Pani powiedzieć mu spokojnie, czego Pani potrzebuje i zapytać, czy on rzeczywiście chce budować z Panią relację partnerską, czy chce pozostać w bliskiej, ale platonicznej relacji. I warto potraktować jego odpowiedź poważnie, nawet jeśli będzie dla Pani trudna.

Bo czasem najbardziej bolesne nie jest to, że ktoś nic do nas nie czuje. Najbardziej boli utknięcie pomiędzy bliskością a niedostępnością, kiedy dostajemy wystarczająco dużo, żeby mieć nadzieję, ale za mało, żeby czuć się bezpiecznie i pewnie.

I jeszcze jedno. Proszę nie umniejszać swoim potrzebom. To, że on daje Pani bardzo dużo w ramach swojej możliwości, nie oznacza automatycznie, że Pani musi uznać to za wystarczające. Można jednocześnie bardzo kogoś kochać, doceniać jego obecność i potrzebować od tej relacji czegoś więcej.
Mocno trzymam kciuki- Marta Listwan

Marta Górecka

Marta Górecka

Dzień dobry, myślę, że warto zadbać o swoje potrzeby i odpowiedzieć na pytanie jak Pani chciałaby żeby ta relacja wyglądała i zadać to samo pytanie mężczyźnie o którym Pani pisze. Proszę postawić granice i zadbać o swój komfort psychiczny. Jeżeli usłyszy Pani, że nie ma gotowości do bliskości fizycznej to będzie dla Pani wyraźny komunikat, że jest to przyjaźń, wtedy warto się zastanowić nad tym i odpowiedź sobie na pytanie. Po czym poznam, że ta relacja jest przyjaźnią a nie związkiem romantycznym i czy jestem gotowa na przyjaźń? Łączę pozdrowienia, Marta Górecka

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Mam wrażenie, że największym źródłem Pani cierpienia nie jest nawet pytanie „czy on mnie kocha?”, tylko to, że od kilku lat pozostaje Pani w relacji, której właściwie nie da się jednoznacznie nazwać. Jest bliskość, zaufanie, tęsknota, ważne słowa i gesty, ale kiedy Pani próbuje zrobić krok w stronę większej bliskości, pojawia się wycofanie.

Może Pani mieć poczucie, że ciągle próbuje Pani odczytać człowieka z jego zachowania, zamiast po prostu wiedzieć, czego on chce.Możliwe, że on rzeczywiście ma do Pani bardzo silne uczucia. Możliwe też, że są to uczucia, które sam przeżywa jako przyjaźń, przywiązanie czy wyjątkową więź. Tego z zewnątrz nie da się rozstrzygnąć. Jego lęk przed dotykiem również może mieć wiele przyczyn i nie musi oznaczać ani braku uczuć, ani ukrytej miłości.

Jest natomiast coś, co wydaje mi się ważniejsze od znalezienia odpowiedzi za niego: Pani wie, czego sama Pani chce. Nie wygląda na to, żeby wystarczała Pani relacja platoniczna, w której jest Pani bardzo blisko, ale jednocześnie nie może Pani naprawdę zbliżyć się do niego.Moim zdaniem zamiast kolejny raz pytać go, dlaczego ucieka przed dotykiem, można postawić sprawę spokojniej i bardziej konkretnie: „Ja czuję do Ciebie coś więcej niż przyjaźń. Nie chcę Cię do niczego zmuszać, ale potrzebuję wiedzieć, czy Ty widzisz między nami możliwość takiej relacji. Jeśli nie, muszę zastanowić się, czy potrafię pozostać tak blisko, nie raniąc przy tym siebie.”

To nie jest ultimatum. To jest uznanie własnych potrzeb.Proszę uważać, żeby jego samotność i trudności nie sprawiły, że zacznie Pani pełnić przede wszystkim funkcję osoby, która go podtrzymuje, podczas gdy własne potrzeby będą odkładane na później. Można kogoś bardzo kochać, być dla niego ważną osobą i jednocześnie potrzebować od tej relacji czegoś więcej.Nie musi Pani teraz rozstrzygać, co jest „naprawdę” w jego głowie. Warto raczej sprawdzić, czy to, co on realnie jest gotów Pani dać, jest tym, w czym Pani potrafi być szczęśliwa.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Dzień dobry,

Z opisu wynika, że od dłuższego czasu funkcjonuje Pani w relacji, w której doświadcza Pani sprzecznych komunikatów. Z jednej strony pojawiają się deklaracje bliskości i ważności, z drugiej unikanie zaangażowania, dystans emocjonalny lub wycofywanie się w momentach, gdy relacja wymaga realnej obecności. Taka nieprzewidywalność często prowadzi do narastającego napięcia, niepewności i ciągłego poszukiwania odpowiedzi na pytanie: „co jeszcze mogę zrobić?”.Warto pamiętać, że potrzeba bliskości, czułości, wspólnego spędzania czasu czy jasności co do przyszłości relacji nie jest wygórowanym oczekiwaniem. Są to naturalne potrzeby emocjonalne większości osób. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna strona coraz częściej rezygnuje z własnych potrzeb, próbując dostosować się do ograniczeń partnera.

Z perspektywy psychologicznej warto zastanowić się nie tylko nad tym, dlaczego partner zachowuje się w określony sposób, ale również nad tym, jak długo jest Pani gotowa funkcjonować w relacji, która nie daje poczucia bezpieczeństwa i wzajemności. Miłość nie powinna wymagać ciągłego udowadniania swojej wartości ani życia w niepewności.

Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria – psycholog.


Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Ta relacja jest dla Was obojga bardzo ważna ale jednocześnie daje Pani dużo niepewności. On mówi o tęsknocie i Pani znaczeniu w jego życiu, a równocześnie wycofuje się, gdy pojawia się większa bliskość czy wspólne plany.

Nie musi Pani jednak odgadywać, co dokładnie czuje. Warto spojrzeć również na jego zachowanie i zastanowić się czy w tej relacji otrzymuje Pani tyle bliskości, wzajemności i zaangażowania, ile sama potrzebuje.

Dobrym rozwiązaniem byłaby spokojna rozmowa o tym, czym ta relacja jest dla każdego z Was i czego oboje od niej oczekujecie. Ma Pani prawo potrzebować jasności i nie oznacza to, że oczekuje Pani zbyt wiele.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


Zobacz podobne

Po nagłym rozstaniu, gdzie wspólnie stworzyliśmy dom i musiałam się wyprowadzić, nie potrafię poradzić sobie z myślą, że muszę zacząć żyć od nowa.
Dzień dobry ! Piszę w nietypowej może sprawie . Rozstałam sie z partnerem po 5 latach bycia razem, w tym 2 lata zaręczyn ,wyremontowaliśmy dom, w którym mieszkaliśmy razem rok ,wszystko co w nim jest wybraliśmy razem od okien po meble ,mieliśmy kota, którego musiałam zostawić . On ze mną zerwał z dnia na dzień twierdząc, że i tak nic z tego nie wyjdzie i nie będziemy razem szczęśliwi ,kłóciliśmy się często ,głównie przez jego mamę (jest jedynakiem ) mieszkała obok nas i lubiła się wtrącać, a ja nie ukrywałam niechęci do tego faktu ,nie ufałam mu za bardzo, bo wiele razy zawiódł moje zaufanie. Jednak bardzo go kochałam, był moją pierwszą największą miłością i nie mogę poradzić sobie z tym , jak człowiek, którego kochałam tak mocno i tyle razem stworzyliśmy dla naszej przyszłości, mógł tak prawie z dnia na dzień porzucić to wszystko ,z jednej strony rozumiem, że postąpił tak, bo się dużo kłóciliśmy, ale ja nigdy z niego bym nie zrezygnowała chyba, żeby mnie zdradził, ale starałabym się naprawić naszą relację do końca, a on nawet nie chciał dać nam ostatniej szansy, tylko zaczął mnie unikać ,nie odbierał telefonów i nie odpisywał ,mówił, że mam spać na kanapie, bo nie chce razem, oddalił się ode mnie tak mocno, że musiałam się wyprowadzić z powrotem do rodziców . Jest mi ciężko zrozumieć, że to jest już naprawdę koniec , zastanawiam się czy on naprawdę mnie kochał i mu zależało, skoro tak zrobił . Było wiele zgrzytów między nami, ale nigdy nie porzuciłabym go , nigdy. Chciałabym żyć już dalej i nie rozmyślać o tym, ale nie mam pojęcia jak mam to zrobić i jak sobie poradzić z tym całym bólem, który w sobie noszę ,wiedząc, że to co zbudowaliśmy razem dla naszej przyszłości już nie wróci i muszę zacząć od nowa . Proszę o poradę .
Przekraczane są moje granice przez rodzica i część rodziny, jakbym był niewystarczający. Uczę się, pracuję, dbam i wiem, że mogę odpoczywać.
Za miesiąc kończę 25 urodziny, mieszkam nadal z rodzicem w starszym wieku, ponieważ mieszkanie ma zostać dla mnie oraz nie płacę za rachunki, lecz pilnuje terminów, dokonuje przelewów, zajmuje się zapotrzebowaniem w domu (gdy nie ma wody, to idę itp.). Wszystko pięknie i ładnie, lecz zaczynają mi przeszkadzać komentarze rodzica, np. wczoraj pracowałem przez 12 godzin, wróciłem późno, dzisiaj miałem wolniejszy dzień, ponieważ miałem tylko jednego klienta (godzina pracy) to odpoczywałem, podstawowe obowiązki wywiązałem, jedynie zapomniałem o tym, że umówioną mam wizytę u fizjoterapeuty wraz z tym rodzicem (2 wizyty pod rząd, umówione ponad miesiąc temu) przypomniałem sobie dopiero, gdy specjalista odwołał wizytę, nie przypomniał (miał do tego prawo, chociaż jestem przyzwyczajony, że specjaliści dzień wcześniej wysyłają chociaż przypomnienie). Po tej mojej gafie powiedziałem rodzicowi i dopiero się rozpoczęło. Ja się lenie, nic nie robię, tyle do roboty a ja nic, skończy mi „kawalerkę“ (była w pokoju moja dziewczyna po pracy) i nie powiem, rodzic wyprowadził mnie z równowagi, bo po studiach próbuje rozwinąć skrzydła, nie wychodzi mi jeszcze na tyle, aby pójść na swoje, ale działam. Ta sytuacja jest jedną z wielu. Ostatnio były reprymendy, że jak moja dziewczyna do nas przychodzi po pracy, to idzie się położyć i chce abym z nią poleżał (ostatnio jest tego więcej, bo też ma więcej stresu [dowiedziała się o guzie w mózgu, studia, praca]) wywiązała się z tego rozmowa, że „ta dziewczyna“ rodzicowi się nie podoba, bo siedzisz w pokoju, nic nie robisz etc. Po wytłumaczeniu sytuacji, nie nastąpiło jakiekolwiek zrozumienie rodzica. Podkreślę, że ja zawsze wolałem spędzać wolniejszy czas, tym bardziej, gdy jest zimno, w swoim pokoju, bo czuję się komfortowo i po poznaniu dziewczyny nic się nie zmieniło, tylko przed poznaniem dziewczyny to nie przeszkadzało (nie przeszkadza, gdy nie ma dziewczyny a odpoczywam w pokoju albo uczę się, bo dalej się dokształcam). Są ciągle docinki, dzisiaj padła z ust taka: „zamiast leżeć, powinieneś ogarnąć przy garażu“ (jest przestrzeń przy garażu, przez który wcześniej weszły koty i nasmrodziły). Mam już powoli tego dosyć, bo są przekraczane moje granice, ostatnio pomimo tego, że sam sobie przygotowuje ubrania to ten rodzic zaczął przygotowywać dla mnie ubrania, bo tak powinienem się ubierać. Zamykam swój pokój, bo gdy był otwarty to wchodzono do niego, rozwalano i nie sprzątano, bo to mój pokój. Np. gdy moja starsza siostra przyjeżdża z dziećmi to tam są zapraszane dzieci, bawią się, delikatnie porysowały mi ścianę, pobrudziły pościel, przeglądały moje rzeczy i gdy znajdowały słodycze to zjadały (nie częstowały się). Po napomnieniu jest bagatelizowanie albo stawianie mnie w gorszym świetle, bo zakazuje, a Oni nie szanują moich próśb, żeby tak nie robili albo chociaż pytali się czy tak mogą (wejść, skorzystać z mojego telewizora/sprzętu). Nie wiem co robić, na ten moment nie zarabiam tyle, aby wynająć coś, poduszki finansowej też za dużej nie mam, a praca na ten moment też nie jest pewna, bo to początki. Jakby ktoś mógł coś podpowiedzieć.
Dlaczego mój przyjaciel udaje rozmowy telefoniczne co 10 minut? Czy to oznaka problemów psychicznych?

Dzień dobry, 

mój przyjaciel lat 52 (znamy się od szkoły podstawowej) dziwnie się zachowuje. Odwiedza mnie np. w pracy lub w domu, rozmawiamy długo, zawsze mamy temat do rozmów, rozmawia też z moimi współpracownikami, z rodziną. Niby wszystko ok, ale zauważyłem, że ma nastawiony w telefonie budzik. 

Kiedy melodyjka zaczyna grać, bierze do ręki telefon i udaje, że rozmawia z kontrahentem. I tak co 10 minut. 

Odkryłem to niedawno, kiedy przez przypadek znalazłem się za jego plecami i zobaczyłem ekran telefonu. 

Nie za bardzo wiem, czy powinienem zareagować i porozmawiać z nim o tym? Czy to może być jakieś poważne zaburzenie psychiczne? 

Pozdrawiam - Maciej

Wstyd, że nie mam prawa jazdy w wieku 23 lat – poczucie niezaradności i lęk przed związkami
Czuję wstyd że nie mam prawa jazdy wiem że dla kobiet już jestem skreślony. Do tej pory boję się jeździć mknęły 4 lata i dalej nke mogę się przełamać i obawiam się że nigdy to się nie stanie. Wiem że jako mężczyzna jest to po prostu oznaka niezaradności. Czuje tylko ogromnym wstyd że mając 23 lata jestem po prostu zwykłym nieudacznikiem miezkajcym z rodzicami pracujący w tej samej pracy od 4 lat. A te prawo jazdy tylko mnie najbardziej zmartwiło szczególnie że dla kobiet jest to bardzo ważne więc o związkach mogę zapomnieć bo żadna kobieta i tak mnie nie zechce.
Nagłe rozstanie, chciałabym to odbudować, jednak partner uważa, że jest mu aktualnie lepiej.
Partner podjął decyzję o rozstaniu miesiąc temu. Byliśmy razem 4 lata i przez pół roku, mieszkaliśmy razem. Rozstanie było nagłe, bardzo źle to znoszę, musiałam się wyprowadzić i wrócić do rodziców. Z mojej strony dostrzegłam wiele problemów, których wcześniej nie zauważyłam. Poszłam na terapię indywidualną. Staram się pracować nad sobą, jednak nadal chciałabym spróbować z nim zacząć od nowa i bardzo mi na nim zależy. On również chodzi na terapię od kilku lat. Daję mu przestrzeń, o którą prosił, jednak martwi mnie jego podejście. Stwierdził, że chce pójść na terapię dla par, ale nie potrafił dokładnie sprecyzować jaki ma w tym cel. Jego perspektywa : Nie mogę obiecać ci, że chce zacząć od nowa. Nie chce się deklarować, robić ci nadziei. Chcę zobaczyć co przyniesie przyszłość. Nie mam do ciebie zaufania, ty się zbyt szybko zmieniłaś i nie oznacza to, że wszystko się zmieniło. Nie wierzę w to. Czuję presję z twojej strony. Nie przeżywamy tak samo rozstania, nie czujemy tak samo. Nie wiem jak będzie, czy kogoś poznamy, co tak naprawdę się stanie, nic nie jestem w stanie zagwarantować. Nie jestem niczego pewny. Myślę o sobie i swoim szczęściu, to jest priorytet. (Widzę, że chciałby być pewny decyzji, ale nie jest wstanie powiedzieć mi tego) Mogę spróbować zacząć od nowa - czuję, że wymusiłam na nim te słowa, mówił, że na niego naciskam (widziałam w nim dużo emocji). Potwierdził, że czuje nadal do mnie żal i nie pogodził się z kilkoma sytuacjami, zwłaszcza pierwszą kłótnią w styczniu, kiedy zareagowałam nie tak, jak tego oczekiwał, kiedy powiedział o swoich odczuciach, a ja zareagowałam agresją i manipulacją. Powiedział, że będzie z nim ta sytuacja do końca życia. Nie ma już naszych zdjęć w mieszkaniu. Zrobił czystkę. Pozbierał najdrobniejsze rzeczy i mi oddał. Planuje oddać kolejne. Usunął się z grupy rodzinnej. Ma zabrać ostatnie rzeczy, które są u mnie. Nie pisze, bo uważa, że nadal brak kontaktu jest mu potrzebny i tak jest lepiej. Powiedział, że odkąd się rozstaliśmy, czuje się lepiej, bo nie obciążają go moje problemy i może skupić się na sobie, że oczyścił głowę. Mówił, że nasza najbliższa przyszłość się różni. Czy to ma szansę się udać z jego podejściem i żalem? Czy jestem w stanie odbudować jego i swoje zaufanie po tym wszystkim? Czy jest możliwe, żeby nie czuł, że robię coś wbrew niemu, żeby zrozumiał, że zależy mi na nim i nie chce go krzywdzić. Staram się, bo wcześniej tego nie robiłam i chcę to naprawić. Moja perspektywa : Od kilku tygodni jest mi ciężko skupić się, mało jem i kiepsko śpię, przeżywam to co się dzieje między nami. Chciałabym, żeby dał mi szansę. Czuję niesprawiedliwość z tego powodu, że po tylu wspólnych latach, kiedy w końcu nastąpił przełom z mojej strony, on się wycofał. Nie myśli już o nas, tylko o sobie i tym, jak jemu będzie najwygodniej. Podjął decyzję o rozstaniu ostatecznym. Czuję, że zostałam z tym co się stało i rozstaniem sama, tak jak on wcześniej był sam, bo ja go nie słuchałam. Tracę nadzieję.. Mimo że czuję, że jestem teraz gotowa do zmian i bardzo tego chcę, bo wiele rzeczy z mojej strony nie było ok i to zauważyłam. Z jego strony nie widzę takiej refleksji. W większości rzeczy, o których mu mówiłam, czułam, że nadal wracał do tego, że wszystkie jego negatywne zachowania były winą moją i mojego zachowania. Nie widzi w sobie szczerze winy i rzeczy, nad którymi też powinien pracować. Skupił się na sobie i nie wraca do tego, co było. Aktualna sytuacja po rozstaniu dużo pokazuje. Nie wiem co myśleć. Czy dalsze próby i starania swoim kosztem mają sens? Czy terapia par coś da? Umiemy ze sobą rozmawiać, bez emocji z szacunkiem. Jednak nie wiem co o tym myśleć.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!