Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy to uzaleznienie emocjonalne od partnera? Lek przed byciem niepotrzebna w zwiazku

Dzisiaj pojechałam do taty z rodziną w domu został tylko mój chłopak bo miał dziś pracę na 13 i jutro to samo, na początku miałam przyjechać swoim autem żeby wrócić do niego na noc ale de fakto przyjechałabym tylko na noc i po 13 byłabym sama w domu więc zostaje u taty na noc i czuję się dziwnie trochę ciężko bo jest to chyba pierwsza noc od 3 msc gdzie nie będę spala obok niego ale tu chyba nie chodzi o sen tylko że on sobie da rade po pracy i przed pracą sam że ja mu nie jestem potrzebna że ja jestem miłym akcentem do jego życia a on jest moim centrum życia i chyba boje się być nie potrzebna dla niego i chyba defakto tak jest, gdzie ja bez niego nie potrafie jakby żyć a on bez ze mnie owszem Co też mnie przygniata bo czemu ja nie potrafię normlanie zdrowo funkcjonować tylko "uzależniłam" się od niego Też bym chciała żeby jakby nie było mi potrzebny do życia ale był moim miłym dodatkiem tak jak ja dla niego, jemu świat się nie zawalala kiedy mnie nie ma
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Ciąg myśli typu „On poradzi sobie beze mnie” → „nie jestem mu potrzebna” → „nie jestem ważna” → „może ja kocham bardziej” → „jestem uzależniona” są nieadekwatne do sytuacji. Pojawił się w Tobie lęk przed wyjściem z pewnego schematu, w którym jesteś od kilku miesięcy. Nie ma w tym nic złego, ale nie pozwól sobie na to, aby takie myśli zagościły na dłużej. Dlaczego uważasz że nie jesteś mu potrzebna? Przyjrzyj się temu co myślisz i jak to odczuwasz. To są ważne sygnały. Przy okazji porozmawiaj z nim o tym. Może niech się odniesie do tego. Powiedz mu co czujesz i sama się przekonasz, że to tylko Twoje myśli, które nie zawsze muszą być prawdziwe. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za kontakt z nami.Myślę, że warto rozdzielić „jest mi potrzebny” od „jestem od niego zależna”. To, że chłopak potrafi funkcjonować sam, nie oznacza, że jest Pani dla niego mniej ważna. Ludzie różnią się potrzebą bliskości i sposobem przeżywania rozłąki.Zwraca jednak uwagę, że jego obecność stała się centrum Pani życia i że trudno być samej. Warto stopniowo budować również własną przestrzeń tj. relacje, zainteresowania, plany i czas tylko dla siebie. Nie po to, żeby mniej kochać partnera, ale żeby związek był częścią Pani życia, a nie całym życiem.

Można dziś np.potraktować tę noc u taty jako mały krok w stronę odzyskiwania własnej samodzielności.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

Maja Zarzycka

Maja Zarzycka

Dzień dobry, 
słyszę, że niepokoi Panią sytuacja głebokiej zależności od obecności partnera.  Warto zastanowić się, co dokładnie pojawia się w Pani emocjach, kiedy partnera nie ma obok - czy jest to przede wszystkim lęk, poczucie pustki, samotność, obawa przed odrzuceniem czy przekonanie, że bez niego nie jest Pani w stanie dobrze funkcjonować. To ważne, ponieważ sama potrzeba bliskości z partnerem nie jest czymś niepokojącym. Trudność zaczyna się wtedy, gdy jego obecność staje się warunkiem Pani spokoju, poczucia bezpieczeństwa czy własnej wartości. 
Pozdrawiam,
Maja Zarzycka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Lęk przed byciem „niepotrzebną” często wynika z pomylenia samodzielności partnera z brakiem miłości — jego zaradność nie oznacza, że Pani nie potrzebuje, lecz że wybiera Panią do życia z dojrzałej chęci, a nie z przymusu. Zamiast widzieć w tym swoją słabość, proszę potraktować tę rozłąkę jako pierwszy bezpieczny krok do budowania własnej niezależności, w której partner staje się ważnym, ale nie jedynym punktem odniesienia. Zdrowa relacja opiera się na dwóch osobnych, pełnych światach, które świadomie decydują się istnieć obok siebie, a nie na wzajemnym uzależnieniu.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

dzien dobry, 


Mam poczucie, że ta jedna noc osobno uruchomiła w tobie coś znacznie większego niż zwykłą tęsknotę. Jakby tak po prostu nagle pojawiło się bardzo bolesne pytanie: „czy jestem dla niego tak samo ważna, jak on jest dla mnie?”. To musi być trudne uczucie, gdy ktoś jest dla nas tak ważny, a jednocześnie pojawia się myśl: „a co, jeśli beze mnie też wszystko będzie u niego w porządku?”. Chciałabym jednak zwrócić uwagę, że fakt, iż Twój partner potrafi funkcjonować samodzielnie, nie oznacza, że jesteś dla niego mniej ważna. Miłość nie mierzy się stopniem zależności od drugiej osoby. Mam też poczucie, że bardzo tęsknisz za tym, by być dla samej siebie równie ważna, jak on jest dla Ciebie. I właśnie temu uczuciu warto przyjrzeć się z największą czułością.




pozdrawiam Cie!


psycholog Wiktoria


Ida Bednarek

Ida Bednarek

Cześć,
W relacjach jest miejsce na zależność i niezależność. To naturalne, że osoba, którą kochamy staje się dla nas bardzo ważna. 
Inaczej też się przywiązujemy do ukochanych. Niektórzy umieją w bezpieczny sposób być blisko, ale też dbać o swoją autonomię. Czyli mieć części życia, ktore nie łącze z partnerem/partnerką. Takie, które buduje z innymi czy takie, które są tylko moje. Dla innych jest to trudniejsze, bo autonomię drugiej osoby mogą utożsamić z odrzuceniem. 
Miłość szczególnie na początku trudno poddawać racjonalizacji. Szczególnie jeśli jesteśmy osobami, które dużo i silnie czują. W zależności jakiej miłości doświadczyliśmy wczesnjej w dzieciństwie czy poprzednich relacjach - to takie potrzeby, zasoby i lęki wnosimy w swoje późniejsze związki. 
Nad emocjami nie mamy kontroli, ale mamy wpływ na to co zrobimy np, ze swoim lękiem przed porzuceniem, który opisujesz w poście. Nie ma nic złego w tym co czujesz. Jednak jeśli lęk w relacjach jest czymś co się powtarza to warto przyjrzeć się Twoimi wcześniejszym doświadczeniom. Prawdopodobnie ktoś kiedyś swoim zachowaniem sprawił, ze zwątpiłaś w to, że jesteś wartościową osobą, ktorą się kocha. To bardzo raniące i może być przyczyną Twoich lęków w związkach.
Poprzez rozmawianie i doświadczenie swoich emocji, myśli i wrażeń możesz jednak zmienić postrzeganie samej siebie i tym samym czuć się pewniej w relacjach. Może warto skonsultować sie ze specjalistą, by bliżej przyjrzeć się czy Twoje problemy są bardziej powierzchowne czy wymagają głębszej pracy. 
Z tego ci opisujesz zachowanie Twojego partnera nie świadczy, że jestes „dodatkiem”, a bardziej, że ufa Tobie i stabilności waszej relacji. To znaczy, ze nawet jak nie ma Ciebie obok to ma świadomość waszej miłości :) 
Oczywiscie są to tylko moje refleksje i wiedza na podstaie tego co napisałaś
Pozdrawiam ciepło,Ida Bednarek Certyfikowana Psychoterapeutka, Psycholożka, Diagnostka 
Jagoda Jek

Jagoda Jek

Sama rozłąka na jedną noc nie mówi nic o tym, komu bardziej zależy. Może natomiast uruchamiać w Tobie dużo większy lęk: „co jeśli ja potrzebuję go bardziej, niż on potrzebuje mnie?”. I chyba właśnie ten lęk jest tutaj najtrudniejszy.

To, że Twój chłopak potrafi zostać sam, iść do pracy i normalnie funkcjonować, nie oznacza, że jesteś dla niego tylko dodatkiem. W zdrowej relacji można bardzo kochać drugą osobę, a jednocześnie mieć własne życie, obowiązki i poczucie, że poradzę sobie także wtedy, gdy partnera chwilowo obok mnie nie ma.

Jednocześnie warto przyjrzeć się temu, co sama zauważyłaś: że on stał się centrum Twojego życia. Nie chodzi o to, żebyś przestała go potrzebować czy kochać. Dobrze byłoby jednak, żeby obok związku było też miejsce na Ciebie – Twoje zainteresowania, relacje, plany, odpoczynek i poczucie własnej wartości.

Ta noc może być małym ćwiczeniem. Nie sprawdzaj, czy on tęskni bardziej lub mniej, nie analizuj każdej wiadomości. Spróbuj zauważyć swoje emocje: „Tęsknię. Jest mi trudno. Boję się, że nie jestem potrzebna. Ale mogę przeżyć ten wieczór i noc sama”. To, że pojawia się lęk, nie oznacza, że musisz za nim podążać.

I nie musisz dążyć do tego, żeby chłopak stał się dla Ciebie tylko „miłym dodatkiem”. Można bardzo potrzebować bliskości i jednocześnie potrafić funkcjonować samodzielnie. Właśnie znalezienie tej równowagi może być dla Ciebie ważniejsze niż porównywanie, kto potrzebuje kogo bardziej.

Jeśli poczucie, że bez niego nie potrafisz funkcjonować, pojawia się częściej, warto omówić to z psychologiem – można nad tym spokojnie pracować.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Kamila Grobelna

Kamila Grobelna

Dzień dobry,

 

To, co Pani opisuje, nie musi oznaczać, że z Panią jest coś „nie tak” ani że jest Pani uzależniona od partnera.                 W bliskiej relacji naturalne jest, że jego obecność daje Pani poczucie bezpieczeństwa, a rozłąka może uruchamiać lęk.

Warto jednak zwrócić uwagę na zdanie, że partner jest „centrum Pani życia”, podczas gdy chciałaby Pani, żeby był jego ważną częścią, ale nie całym światem. To może być dobry kierunek do pracy – nie chodzi o to, żeby przestał być Pani potrzebny, ale żeby obok związku miała Pani również własne życie, relacje, zainteresowania i poczucie sprawczości.

 

To, że partner potrafi dobrze funkcjonować podczas Pani nieobecności, nie oznacza, że Pani jest dla niego mniej ważna. Bycie potrzebnym nie jest tym samym co bycie kochanym. Zdrowa relacja może opierać się na bliskości i jednocześnie pozostawiać przestrzeń na samodzielność obojga.

 

Dzisiejsza noc może być więc okazją, żeby sprawdzić, jak Pani sobie poradzi bez partnera, zamiast traktować ją jako dowód na to, że jest Pani dla niego „tylko dodatkiem”. Jeśli takie lęki często się pojawiają i trudno Pani funkcjonować bez partnera, warto przyjrzeć się temu bliżej z psychologiem lub psychoterapeutą.

 

Pozdrawiam, psycholog Kamila Grobelna

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Wskazuje to na silne emocjonalne oparcie się na partnerze i lęk przed byciem bez niego. Warto stopniowo budować własną przestrzeń, spędzać czas osobno, wracać do swoich zainteresowań i relacji oraz obserwować emocje, które wtedy się pojawiają. Bliskość w związku nie musi oznaczać, że druga osoba staje się centrum naszego życia. Sam fakt, że Pani zauważa ten schemat, jest dobrym punktem wyjścia do pracy nad nim.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Nadmiernie potrzebuję relacji romantycznej, jest to dla mnie trudność - jak sobie pomóc?
Od dłuższego czasu, co chwilę chcę z kimś chodzić. Łapię się każdej możliwej okazji, jeśli tylko facet okaże mi jakiekolwiek zainteresowanie, które wskazywałoby na to, że również szuka partnerki, od razu zaczynam szybko dążyć do związku i po tygodniu znajomości jesteśmy parą na kilkanaście dni. Kilka miesięcy później historia się powtarza. Jak się tego pozbyć? To uciążliwe. Żadnego z tych mężczyzn nie kocham, nawet nie zawsze patrzę na wygląd. Proszę o pomoc.
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień.
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień. Odkąd pamiętam, jestem osobą niezwykle ambitną. Zawsze zależało mi na nauce, ale także często angażowałam się w wiele innych aktywności poza szkołą, takie jak śpiewania, nauka języków obcych, sport, podróże. Mój własny rozwój i aktywne działanie od zawsze sprawiało mi dużą satysfakcję, mimo że środowisko, w którym się otaczałam, nie dostarczało mi w tym odpowiedniego wsparcia. Nie mieliśmy tych samych priorytetów w życiu, ani podobnych pasji, nad czym bardzo ubolewałam, bo często ukrywałam moje problemy, pomysły, marzenia, sukcesy. Nie chciałam się z nikim dzielić tym wszystkim. Miałam wrażenie, że to nieskromne, że tak nie wypada, a poza tym oni mają inne zainteresowania i pasję, więc nie do końca się zrozumiemy. Z czasem niektóre relacje same się zakończyły, niektóre nadal utrzymywałam, ale nie czułam, że się w nich rozwijam, że mogę dzielić z kimś wspólne pasje, czy aktywnie spędzać czas. Za każdym razem, gdy chciałam zrobić coś ciekawego np. wyjechać w góry na weekend, wyjść na miasto, koncert usłyszałam słowa "super pomysł, jedziemy", po czym, gdy przychodziło co do czego, pojawiało się mnóstwo wymówek. W ostatnim czasie sporo w moim życiu się wydarzyło, szczególnie w trakcie pandemii. Byłam w klasie maturalnej, gdzie zajęcia były prowadzone zdalnie. Od gimnazjum i później przez okres liceum pasjonowały mnie języki obce, marzyłam o wymianie językowej (jednak moja szkoła nie oferowała takiej możliwości), pomyślałam więc o studiach za granicą, to było moje marzenie. W klasie maturalnej zaczęłam wszystko planować, dowiedziałam się wszystkich możliwych informacji na ten temat, rozmawiałam z mnóstwem osób. Byłam przekonana, że jest to do zrealizowania, ale brakowało mi tego wsparcia od ludzi obok, którzy nie potrafili mnie zrozumieć. Po maturze, która niestety nie poszła mi tak, jak chciałam, od razu poszłam do pracy na czas wakacji. Stwierdziłam, że wezmę sobie rok przerwy między studiami, aby móc lepiej się przygotować formalnie i zgromadzić oszczędności, które pomógłby mi w dalszej realizacji planu. W tamtym czasie straciłam kontakt z większością moich znajomych. Zostałam z tym wszystkim sama. Moi rodzice starali się wesprzeć mnie w moich planach, jednak czułam, że nie wierzą w ich realizacje. Sądzili, że to bardzo wymagający pomysł. Nie chciałam już obarczać innych moimi wymysłami, zaczęłam sama przygotowywać się do egzaminu językowego niezbędnego na studia, szukać lokum i tak dalej. Miałam wtedy jeszcze kontakt z jedną koleżanką ze szkoły średniej, mówiłam jej o moich planach, ale nie czułam, że do końca się rozumiemy. Zmieniłam pracę, gdzie środowisko było zupełnie różne, ludzi dużo ode mnie starszych, ustatkowanych, mających własne rodziny, stałą pracę i tak dalej. W tym miejscu trudno mi było znaleźć kogoś, z kim mogłabym nawiązać wspólny język. Mimo to, poza pracą próbowałam jeszcze szukać wsparcia w internecie i też nadal kontynuowałam przygotowania do egzaminu. Z czasem jednak straciłam wiarę, że mi się uda. Patrzyłam tylko, jak inni układają sobie życie na studiach, jak nawiązują nowe znajomości i jak ciekawie spędzają czas. Było mi przykro, byłam zła na siebie, że postawiłam tak wysoko, że wpadłam na pomysł nie do zrealizowania. Nie miałam się do kogo zwrócić, nie czułam, że ktokolwiek mnie rozumie, nie wiedziałam już co robić. Rodzina zbuntowała się przeciwko mnie, że popełniłam duży błąd, nie idąc na studia po liceum. Z biegiem czasu wybiłam sobie z głowy pomysł związany ze studiami za granicą. Przekonałam się, że jednak to chyba nie dla mnie, nie jestem w stanie zarobić tyle pieniędzy, mieszkać tak daleko od domu. Pomyślałam, że przecież uczelnie w Polsce oferują dużo ciekawych możliwości związanych z wymianami studenckimi typu Erasmus+. W czasie przerwy przemyślałam wszystko, zastanowiłam się poważnie nad tym, czego tak naprawdę chciałabym się uczyć, co w zasadzie najbardziej mnie interesuje. Wcześniej myślałam o psychologii po angielsku (właśnie za granicą). Jednak stwierdziłam, że przecież mogę studiować w Polsce i wyjechać na wymianę. Wzięłam się więc do działania i zaczęłam przygotowywać się ponownie do matury. W czasie mojego gap year z racji tego, że pracowałam, bardzo chciałam zacząć podróżować (w tani sposób). Pomyślałam, że później nie będę miała już tak wiele czasu. Jednak nie mogłam liczyć na moich znajomych. Informowałam ich zawsze dużo wcześniej, żeby mogli mieć możliwość zgromadzenia oszczędności. Uznawali zazwyczaj pomysł za świetny, jednak, gdy już przychodziło co do czego, to chętnych brakowało. Strasznie mnie to drażniło, że nie miałam z kim wykorzystać tego wolnego czasu w ciekawy sposób. Udało mi się poprawić maturę w maju, miałam jeszcze sporo wolnego czasu, więc stwierdziłam, że sama zacznę podróżować. Początkowo bardzo się bałam i stresowałam, ale pokonałam swój lęk, ostatecznie udało mi się odwiedzić trzy kraje. Może i niewiele, ale cieszę się, że przestałam czekać na innych i zaczęłam działać samodzielnie. W wakacje otrzymałam wyniki z uczelni, bardzo chciałam dostać się na studia dzienne (podobała mi się wizja mieszkania w akademiku i ogólnie życia studenckiego), ale dostałam się tylko na zaoczne. Tak też zrobiłam, stwierdziłam, że spróbuję. W końcu psychologia jest czymś, z czym chcę wiązać przyszłość, a poza tym będę mogła zdobywać doświadczenie w pracy. Od października łączyłam pracę ze studiami, byłam bardzo zafascynowana i z przyjemnością przykładałam się do nauki. Pod koniec roku straciłam pracę i przez dwa miesiące siedziałam w domu. Miałam wtedy sporo czasu na przygotowywania się do zaliczeń i egzaminów, jednocześnie też próbowałam znaleźć nową pracę, gdyż czułam, że moim rodzicom może to trochę przeszkadzać. Zresztą często pytali mnie, czy udało mi się już coś znaleźć itp. Nikt jednak się nie odzywał. Zastanawiałam się, czy nie znaleźć sobie może pracy związanej już z moim zawodem lub może podjąć jakiś staż. Sama już nie wiem, co mam robić, czego ja właściwie chcę. Boję się, że przez to nie będę już miała czasu na inne aktywności poza studiami. Chciałabym też jak najlepiej wykorzystać ten czas na studiach, poznać nowych ludzi, mieć czas na wyjścia itp. Z drugiej strony boję się, że faktycznie, jeśli nie zacznę działać w tym kierunku, to faktycznie będę żałować, że nie zaczęłam już zdobywać doświadczenia. Wszystkie osoby, które poznałam na studiach, studiowały wcześniej dziennie i miały też okazje skorzystania jeszcze z "życia studenckiego" i dobrze wspominają ten okres. Ja czuje się źle, że nie miałam szansy spróbować. Z jednak strony chciałabym studiować dziennie, chciałabym tego doświadczyć, ale teraz to nie wiem, czy uda mi się zmienić tryb i czy w ogóle mam szansę, czy to ma sens. Z drugiej strony fajnie jest zdobywać doświadczenie, pracować i mieć czas na inne rzeczy. Jeśli chodzi o relację, staram się być jak najbardziej otwarta na nowe znajomości. Nadal jestem bardzo ambitna i chciałabym realizować mnóstwo moich pomysłów, poznałam już kilka osób, jednak nie trafiłam jeszcze na osobę podobną do mnie. Cały czas czekam, że pojawi się ktoś, komu będę mogła się zwierzyć, kto zawsze będzie obok, z kim będę mogła wyjść na miasto, kto będzie chciał podróżować tak jak ja i przede wszystkim mnie zrozumie. Chciałabym podjąć terapię, czy konsultację psychologiczną, z kimś, kto pomógłby mi przepracować i przeanalizować wszystkie wydarzenia, które prawdopodobnie wpłynęły na mój stan, ale także to jak wygląda moje życie. Czuję, że posiadam mnóstwo schematów i przekonań, które blokują mnie przed osiągnięciem poczucia satysfakcji w życiu i budowaniu wartościowych relacji. Moja historia jest dosyć długa (i tak wiele wątków pominęłam) i z pewnością trudno jest wyczytać z niej, jaką naprawdę jestem osobą. Chciałabym jednak, aby ktoś zechciał wesprzeć mnie w tym, co przeżywam i pomógł odnaleźć mi właściwy kierunek w życiu.
Czy to normalne, że czuję się jakbym narzucał się innym i był problemem?
Ciągle uważam że się wszystkim narzucam, że jestem problemem. Czy to jest naturalne?
Uzależnienie męża od pornografii a wpływ na małżeństwo i samoocenę
Dzień dobry. Mój mąż jest uzależniony od pornografii od wielu wielu lat.Bedąc w ciąży nie chciał się ze mną kochać...wolał to załatwiać w pojedynkę przed ekranem telefonu.Próbował oczywiście zrzucić na mnie winę, że się nim nie interesuję, że zbyt zajęłam sie dziećmi...wg.mnie zawsze był nadmiernie zainteresowany innymi kobietami ale dałam się zmanipulować, teraz wiem, ze to nazywa się gaslighting. Dwa lata temu problem naprawdę stał się poważny (oczywiście tylko ja tak uważałam)i doszło do tego, że podczas obiadu z jego rodzicami w restauracji potrafił się odwrócić na krześle żeby przyjrzeć się kobiecie, która wpadła mu w oko. Oczywiście nadal mną manipulował, na tyle skutecznie, ze mając namacalne dowody przestałam wierzyć we własne osądy. Kazałam mu iśc na terapię- wrócił po trzech spotkaniach i stwierdził, że psycholog stwierdziła, że wszystko ok i to nie problem, że ogląda porno kilka razy w tygodniu (oczywiście teraz wiem, że kłamał.Porno i masturbacja było codziennie.Domyślam się, że powiedział co chciał) Pękłam gdy na spotkaniu z koleżankami jedna z nich powiedział mi, że ktoś widział go z inną kobieta (żadnych szczegółów tylko ktoś coś), miałam już zresztą prędzej swoje podejrzenia- szukał jakichś obrazków typu "Miłego dnia", "jesteś moim aniołem" itd.- nie dostałam żadnej takiej wiadomości... Po powrocie zrobiłam awanturę i zagroziłam rozwodem.Przyznał się, że ma problem z porno i że pójdzie na terapię. Chodził regularnie i niby było lepiej, aż przyszedł raport o wykrytych zagrożeniach w internecie i oczywiście były to strony porno... , leczył się dalej. Sama tez poszłam na terapię.Co jakiś czas znajdowałam w historii, że wyszukiwał bieliznę erotyczną...teraz wyszukiwał filmiki(nie porno) z obrazkami kobiet wyglądających jak gwiazdy porno. Oczywiście zawsze znajduje wytłumaczenie a ja coraz bardziej gasnę. Mam problem z akceptacja własnego wyglądu, porównuje się z tym kobietami, nie chce z nim wychodzić bo wiem, że znów będzie "polował". Obecnie nie chodzę na terapię.Nie wiem już co robić i czy w ogóle ma sens ratować to małżeństwo, gdy co chwilę przekracza granice i nie robi sobie nic z tego, że mnie to rani. Czy jest sens to dłużej ciągnąć?
Mąż ma depresję. Zachowuje się tak, jakbym ja i dzieci byli ciężarem, ale koledzy są już super.

Mój mąż ma depresję. Gdy chcę, żeby spędził czas ze mną i dziećmi, nie ma siły. Niezwykle rzadko spędza czas z dziećmi sam. Głównie to ja zajmuje się opieką i zabieram je gdzieś popołudniami czy w weekendy. Co jakiś czas mój mąż ma ochotę pojechać do kolegów, wyjechać gdzieś w kolegami. Ostatnio popłynął w kilkudniowy rejs, teraz wysłał mi informację o jakimś obozie dla mężczyzn. Po raz kolejny zwróciłam mu uwagę, że czuję jakby nie miał dla nas sił, a kiedy jakieś się pojawiają, jego priorytetem są jego własne potrzeby. Mówi wtedy, że nie rozumiem jego depresji i nie akceptuje jego choroby. Ale nielogicznym dla mnie jest, że nie ma siły dla nas, ale na coś z innymi ludźmi już tak. Jakbyśmy byli ciężarem. Jest to dla mnie bardzo przykre. 

Czy to naprawdę tak wygląda, czy może to tylko wymówka? Ostatnio zdenerwowałam się i powiedziałam mu wprost, żeby nie zdziwił się kiedyś jak dzieciaki podrosną i będą dzwonić i przyjeżdżać do mamy, a my będziemy tylko współlokatorami. Znów usłyszałam, że nic nie rozumiem.

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.