
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia lękowe, związki i relacje
- Czy to uzaleznienie...
Czy to uzaleznienie emocjonalne od partnera? Lek przed byciem niepotrzebna w zwiazku
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Ciąg myśli typu „On poradzi sobie beze mnie” → „nie jestem mu potrzebna” → „nie jestem ważna” → „może ja kocham bardziej” → „jestem uzależniona” są nieadekwatne do sytuacji. Pojawił się w Tobie lęk przed wyjściem z pewnego schematu, w którym jesteś od kilku miesięcy. Nie ma w tym nic złego, ale nie pozwól sobie na to, aby takie myśli zagościły na dłużej. Dlaczego uważasz że nie jesteś mu potrzebna? Przyjrzyj się temu co myślisz i jak to odczuwasz. To są ważne sygnały. Przy okazji porozmawiaj z nim o tym. Może niech się odniesie do tego. Powiedz mu co czujesz i sama się przekonasz, że to tylko Twoje myśli, które nie zawsze muszą być prawdziwe.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za kontakt z nami.Myślę, że warto rozdzielić „jest mi potrzebny” od „jestem od niego zależna”. To, że chłopak potrafi funkcjonować sam, nie oznacza, że jest Pani dla niego mniej ważna. Ludzie różnią się potrzebą bliskości i sposobem przeżywania rozłąki.Zwraca jednak uwagę, że jego obecność stała się centrum Pani życia i że trudno być samej. Warto stopniowo budować również własną przestrzeń tj. relacje, zainteresowania, plany i czas tylko dla siebie. Nie po to, żeby mniej kochać partnera, ale żeby związek był częścią Pani życia, a nie całym życiem.
Można dziś np.potraktować tę noc u taty jako mały krok w stronę odzyskiwania własnej samodzielności.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Maja Zarzycka
Dzień dobry,
słyszę, że niepokoi Panią sytuacja głebokiej zależności od obecności partnera. Warto zastanowić się, co dokładnie pojawia się w Pani emocjach, kiedy partnera nie ma obok - czy jest to przede wszystkim lęk, poczucie pustki, samotność, obawa przed odrzuceniem czy przekonanie, że bez niego nie jest Pani w stanie dobrze funkcjonować. To ważne, ponieważ sama potrzeba bliskości z partnerem nie jest czymś niepokojącym. Trudność zaczyna się wtedy, gdy jego obecność staje się warunkiem Pani spokoju, poczucia bezpieczeństwa czy własnej wartości.
Pozdrawiam,
Maja Zarzycka
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Lęk przed byciem „niepotrzebną” często wynika z pomylenia samodzielności partnera z brakiem miłości — jego zaradność nie oznacza, że Pani nie potrzebuje, lecz że wybiera Panią do życia z dojrzałej chęci, a nie z przymusu. Zamiast widzieć w tym swoją słabość, proszę potraktować tę rozłąkę jako pierwszy bezpieczny krok do budowania własnej niezależności, w której partner staje się ważnym, ale nie jedynym punktem odniesienia. Zdrowa relacja opiera się na dwóch osobnych, pełnych światach, które świadomie decydują się istnieć obok siebie, a nie na wzajemnym uzależnieniu.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Wiktoria Woldan
dzien dobry,
Mam poczucie, że ta jedna noc osobno uruchomiła w tobie coś znacznie większego niż zwykłą tęsknotę. Jakby tak po prostu nagle pojawiło się bardzo bolesne pytanie: „czy jestem dla niego tak samo ważna, jak on jest dla mnie?”. To musi być trudne uczucie, gdy ktoś jest dla nas tak ważny, a jednocześnie pojawia się myśl: „a co, jeśli beze mnie też wszystko będzie u niego w porządku?”. Chciałabym jednak zwrócić uwagę, że fakt, iż Twój partner potrafi funkcjonować samodzielnie, nie oznacza, że jesteś dla niego mniej ważna. Miłość nie mierzy się stopniem zależności od drugiej osoby. Mam też poczucie, że bardzo tęsknisz za tym, by być dla samej siebie równie ważna, jak on jest dla Ciebie. I właśnie temu uczuciu warto przyjrzeć się z największą czułością.
pozdrawiam Cie!
psycholog Wiktoria
Ida Bednarek
W relacjach jest miejsce na zależność i niezależność. To naturalne, że osoba, którą kochamy staje się dla nas bardzo ważna.
Inaczej też się przywiązujemy do ukochanych. Niektórzy umieją w bezpieczny sposób być blisko, ale też dbać o swoją autonomię. Czyli mieć części życia, ktore nie łącze z partnerem/partnerką. Takie, które buduje z innymi czy takie, które są tylko moje. Dla innych jest to trudniejsze, bo autonomię drugiej osoby mogą utożsamić z odrzuceniem.
Miłość szczególnie na początku trudno poddawać racjonalizacji. Szczególnie jeśli jesteśmy osobami, które dużo i silnie czują. W zależności jakiej miłości doświadczyliśmy wczesnjej w dzieciństwie czy poprzednich relacjach - to takie potrzeby, zasoby i lęki wnosimy w swoje późniejsze związki.
Nad emocjami nie mamy kontroli, ale mamy wpływ na to co zrobimy np, ze swoim lękiem przed porzuceniem, który opisujesz w poście. Nie ma nic złego w tym co czujesz. Jednak jeśli lęk w relacjach jest czymś co się powtarza to warto przyjrzeć się Twoimi wcześniejszym doświadczeniom. Prawdopodobnie ktoś kiedyś swoim zachowaniem sprawił, ze zwątpiłaś w to, że jesteś wartościową osobą, ktorą się kocha. To bardzo raniące i może być przyczyną Twoich lęków w związkach.
Poprzez rozmawianie i doświadczenie swoich emocji, myśli i wrażeń możesz jednak zmienić postrzeganie samej siebie i tym samym czuć się pewniej w relacjach. Może warto skonsultować sie ze specjalistą, by bliżej przyjrzeć się czy Twoje problemy są bardziej powierzchowne czy wymagają głębszej pracy.
Z tego ci opisujesz zachowanie Twojego partnera nie świadczy, że jestes „dodatkiem”, a bardziej, że ufa Tobie i stabilności waszej relacji. To znaczy, ze nawet jak nie ma Ciebie obok to ma świadomość waszej miłości :)
Oczywiscie są to tylko moje refleksje i wiedza na podstaie tego co napisałaś
Pozdrawiam ciepło,Ida Bednarek Certyfikowana Psychoterapeutka, Psycholożka, Diagnostka
Jagoda Jek
Sama rozłąka na jedną noc nie mówi nic o tym, komu bardziej zależy. Może natomiast uruchamiać w Tobie dużo większy lęk: „co jeśli ja potrzebuję go bardziej, niż on potrzebuje mnie?”. I chyba właśnie ten lęk jest tutaj najtrudniejszy.
To, że Twój chłopak potrafi zostać sam, iść do pracy i normalnie funkcjonować, nie oznacza, że jesteś dla niego tylko dodatkiem. W zdrowej relacji można bardzo kochać drugą osobę, a jednocześnie mieć własne życie, obowiązki i poczucie, że poradzę sobie także wtedy, gdy partnera chwilowo obok mnie nie ma.
Jednocześnie warto przyjrzeć się temu, co sama zauważyłaś: że on stał się centrum Twojego życia. Nie chodzi o to, żebyś przestała go potrzebować czy kochać. Dobrze byłoby jednak, żeby obok związku było też miejsce na Ciebie – Twoje zainteresowania, relacje, plany, odpoczynek i poczucie własnej wartości.
Ta noc może być małym ćwiczeniem. Nie sprawdzaj, czy on tęskni bardziej lub mniej, nie analizuj każdej wiadomości. Spróbuj zauważyć swoje emocje: „Tęsknię. Jest mi trudno. Boję się, że nie jestem potrzebna. Ale mogę przeżyć ten wieczór i noc sama”. To, że pojawia się lęk, nie oznacza, że musisz za nim podążać.
I nie musisz dążyć do tego, żeby chłopak stał się dla Ciebie tylko „miłym dodatkiem”. Można bardzo potrzebować bliskości i jednocześnie potrafić funkcjonować samodzielnie. Właśnie znalezienie tej równowagi może być dla Ciebie ważniejsze niż porównywanie, kto potrzebuje kogo bardziej.
Jeśli poczucie, że bez niego nie potrafisz funkcjonować, pojawia się częściej, warto omówić to z psychologiem – można nad tym spokojnie pracować.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka
Kamila Grobelna
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, nie musi oznaczać, że z Panią jest coś „nie tak” ani że jest Pani uzależniona od partnera. W bliskiej relacji naturalne jest, że jego obecność daje Pani poczucie bezpieczeństwa, a rozłąka może uruchamiać lęk.
Warto jednak zwrócić uwagę na zdanie, że partner jest „centrum Pani życia”, podczas gdy chciałaby Pani, żeby był jego ważną częścią, ale nie całym światem. To może być dobry kierunek do pracy – nie chodzi o to, żeby przestał być Pani potrzebny, ale żeby obok związku miała Pani również własne życie, relacje, zainteresowania i poczucie sprawczości.
To, że partner potrafi dobrze funkcjonować podczas Pani nieobecności, nie oznacza, że Pani jest dla niego mniej ważna. Bycie potrzebnym nie jest tym samym co bycie kochanym. Zdrowa relacja może opierać się na bliskości i jednocześnie pozostawiać przestrzeń na samodzielność obojga.
Dzisiejsza noc może być więc okazją, żeby sprawdzić, jak Pani sobie poradzi bez partnera, zamiast traktować ją jako dowód na to, że jest Pani dla niego „tylko dodatkiem”. Jeśli takie lęki często się pojawiają i trudno Pani funkcjonować bez partnera, warto przyjrzeć się temu bliżej z psychologiem lub psychoterapeutą.
Pozdrawiam, psycholog Kamila Grobelna
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Wskazuje to na silne emocjonalne oparcie się na partnerze i lęk przed byciem bez niego. Warto stopniowo budować własną przestrzeń, spędzać czas osobno, wracać do swoich zainteresowań i relacji oraz obserwować emocje, które wtedy się pojawiają. Bliskość w związku nie musi oznaczać, że druga osoba staje się centrum naszego życia. Sam fakt, że Pani zauważa ten schemat, jest dobrym punktem wyjścia do pracy nad nim.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Aktualnie jestem w wieku 30+. Mój problem ciągnie się za mną odkąd poszedłem do szkoły jako dziecko, do zerówki. Od samego początku moich kontaktów z rówieśnikami byłem przez nich odrzucany. Nie w formie agresji, ale w formie pomijania. Po prostu sobie byłem, ale nikt kompletnie się mną nie interesował. Jakieś tam powierzchowne relacje się pojawiały, ale nigdy nie było to takie prawdziwe zainteresowanie w stylu: chcemy, abyś się z nami bawił i nam na tym zależy, chcemy, abyś był w naszej grupie i nam na tym zależy. Ten problem ciągnął się przez całą podstawówkę i gimnazjum. W liceum przerodził się on w typowe prześladowanie i bullying. Paradoksalnie, pomimo że powodowało to u mnie dużo więcej cierpienia, to było to bardziej dla mnie zrozumiałe, bo było to jasne i otwarte atakowanie mnie. Potem przyszły studia i wszystko wróciło do tego pomijania mnie, niewidzenia. W czasach studiów, zmęczony już tym, że nie miałem nigdy normalnych relacji, zacząłem sam aktywnie zabiegać o to, aby mieć jakichś znajomych i takie typowe życie studenckie jak każdy na studiach. Kosztowało mnie to dużo wysiłku i napięcia: kombinowania, przysiadania się celowo do kogoś na wykładach, celowego wymyślania, o czym by tu zagadać, aby nawiązała się jakaś relacja. Nie było tu ani trochę naturalności, ani spontaniczności. Wszystko zaplanowane, wymyślane, aby podtrzymać rozmowę, co też było dla mnie mega męczące. Coś tam udało się ulepić i jakieś relacje stworzyć z pewną grupą, ale właśnie – jakieś relacje, a nie fajne, prawdziwe, normalne relacje, jakie ludzie mają. Oczywiście gdybym nie zabiegał o utrzymanie się w tej grupie, to wypadłbym z niej, bo nikomu nie zależało na tym, abym z nimi był. To wszystko miało też swój skutek w relacjach z dziewczynami, a dokładniej w ich braku. Mną nigdy żadne dziewczyny się nie interesowały. Kompletnie. Byłem dla nich jak powietrze. Oczywiście jakieś powierzchowne relacje na gruncie koleżeńskim, tzw. przy okazji, się zdarzały, ale nigdy nie było nic więcej. Nawet kiedy ja inicjowałem jakieś relacje, to niby coś było powierzchownego, ale gdybym ja nie zabiegał o tę relację, w sensie starał się ją utrzymać i odpuścił, to druga strona nie wykazywała żadnej chęci kontynuowania – na zasadzie: „zależy mi na relacji z tobą, chcę z tobą być i ja też się o ciebie jakoś postaram”. Oczywiście nie muszę wspominać, że ma to swoje pewne skutki w postaci braku pewnych doświadczeń co aktualnie jest dla mnie tez powodem do wstydu na tyle dużego aby nawet o tym wprost tu nie pisać. Całe życie byłem i jestem dobrym człowiekiem. Od dziecka w żaden sposób nikogo nie krzywdziłem. Zawsze byłem otwarty na innych i w mojej obecności każdy mógł czuć się swobodnie. Kilka razy nawet zdarzyło się, że ktoś powiedział mi, że jestem inny niż wszyscy – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kilka osób było np. zaskoczonych, że traktuje ich uczciwie, a co było dla mnie normą. Uczciwie, że nie przekazuje nikomu co powiedziano mi w tajemnicy, uczciwie, że nie staram się nikogo wykorzystać. Zawsze mnie to trochę dziwiło, że innych to dziwi. Ale mimo to nikt nigdy nie był zainteresowany żadną bliższą relacją, nikt niczego nie kontynuował. Szlag mnie trafia i zawsze trafiał, kiedy czytałem o tym, jakich facetów szukają dziewczyny. Niby pasuje idealnie, a jednak każda zawsze omijała i omija mnie szerokim łukiem. Bardzo ciężko opisać tutaj całe moje życie i jak to wyglądało w różnych kontekstach, ale można to sprowadzić do jednego, chyba najtrafniejszego mianownika – „Nikomu na mnie nigdy nie zależało i nie zależy.” Nikomu nigdy nie zależało i nie zależy na tym, abym był jego znajomym. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego kolegą. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego przyjacielem. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego chłopakiem. Od 2009 roku interesuję się intensywnie samorozwojem i psychologią. Trafiłem na tematykę samorozwoju i psychologii właśnie z tego powodu – pewnego dnia, kompletnie nie rozumiejąc, o co chodzi, po prostu zacząłem szukać w Google porad, jak znaleźć dziewczynę. Tak wpadłem na samorozwój i psychologię. Od tamtego czasu poznałem siebie na wylot (można by napisać księgę, jakie narzędzia i sposoby pracy nad sobą poznałem i opanowałem do perfekcji) – tak mi się wydaje, ale z drugiej strony mój główny problem w życiu nadal istnieje i zaczyna we mnie wzmagać się coraz większa złość z tego powodu, bo kompletnie nie rozumiem, co się dzieje...

