Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy to uzaleznienie emocjonalne od partnera? Lek przed byciem niepotrzebna w zwiazku

Dzisiaj pojechałam do taty z rodziną w domu został tylko mój chłopak bo miał dziś pracę na 13 i jutro to samo, na początku miałam przyjechać swoim autem żeby wrócić do niego na noc ale de fakto przyjechałabym tylko na noc i po 13 byłabym sama w domu więc zostaje u taty na noc i czuję się dziwnie trochę ciężko bo jest to chyba pierwsza noc od 3 msc gdzie nie będę spala obok niego ale tu chyba nie chodzi o sen tylko że on sobie da rade po pracy i przed pracą sam że ja mu nie jestem potrzebna że ja jestem miłym akcentem do jego życia a on jest moim centrum życia i chyba boje się być nie potrzebna dla niego i chyba defakto tak jest, gdzie ja bez niego nie potrafie jakby żyć a on bez ze mnie owszem Co też mnie przygniata bo czemu ja nie potrafię normlanie zdrowo funkcjonować tylko "uzależniłam" się od niego Też bym chciała żeby jakby nie było mi potrzebny do życia ale był moim miłym dodatkiem tak jak ja dla niego, jemu świat się nie zawalala kiedy mnie nie ma
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Ciąg myśli typu „On poradzi sobie beze mnie” → „nie jestem mu potrzebna” → „nie jestem ważna” → „może ja kocham bardziej” → „jestem uzależniona” są nieadekwatne do sytuacji. Pojawił się w Tobie lęk przed wyjściem z pewnego schematu, w którym jesteś od kilku miesięcy. Nie ma w tym nic złego, ale nie pozwól sobie na to, aby takie myśli zagościły na dłużej. Dlaczego uważasz że nie jesteś mu potrzebna? Przyjrzyj się temu co myślisz i jak to odczuwasz. To są ważne sygnały. Przy okazji porozmawiaj z nim o tym. Może niech się odniesie do tego. Powiedz mu co czujesz i sama się przekonasz, że to tylko Twoje myśli, które nie zawsze muszą być prawdziwe. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za kontakt z nami.Myślę, że warto rozdzielić „jest mi potrzebny” od „jestem od niego zależna”. To, że chłopak potrafi funkcjonować sam, nie oznacza, że jest Pani dla niego mniej ważna. Ludzie różnią się potrzebą bliskości i sposobem przeżywania rozłąki.Zwraca jednak uwagę, że jego obecność stała się centrum Pani życia i że trudno być samej. Warto stopniowo budować również własną przestrzeń tj. relacje, zainteresowania, plany i czas tylko dla siebie. Nie po to, żeby mniej kochać partnera, ale żeby związek był częścią Pani życia, a nie całym życiem.

Można dziś np.potraktować tę noc u taty jako mały krok w stronę odzyskiwania własnej samodzielności.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

Maja Zarzycka

Maja Zarzycka

Dzień dobry, 
słyszę, że niepokoi Panią sytuacja głebokiej zależności od obecności partnera.  Warto zastanowić się, co dokładnie pojawia się w Pani emocjach, kiedy partnera nie ma obok - czy jest to przede wszystkim lęk, poczucie pustki, samotność, obawa przed odrzuceniem czy przekonanie, że bez niego nie jest Pani w stanie dobrze funkcjonować. To ważne, ponieważ sama potrzeba bliskości z partnerem nie jest czymś niepokojącym. Trudność zaczyna się wtedy, gdy jego obecność staje się warunkiem Pani spokoju, poczucia bezpieczeństwa czy własnej wartości. 
Pozdrawiam,
Maja Zarzycka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Lęk przed byciem „niepotrzebną” często wynika z pomylenia samodzielności partnera z brakiem miłości — jego zaradność nie oznacza, że Pani nie potrzebuje, lecz że wybiera Panią do życia z dojrzałej chęci, a nie z przymusu. Zamiast widzieć w tym swoją słabość, proszę potraktować tę rozłąkę jako pierwszy bezpieczny krok do budowania własnej niezależności, w której partner staje się ważnym, ale nie jedynym punktem odniesienia. Zdrowa relacja opiera się na dwóch osobnych, pełnych światach, które świadomie decydują się istnieć obok siebie, a nie na wzajemnym uzależnieniu.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

dzien dobry, 


Mam poczucie, że ta jedna noc osobno uruchomiła w tobie coś znacznie większego niż zwykłą tęsknotę. Jakby tak po prostu nagle pojawiło się bardzo bolesne pytanie: „czy jestem dla niego tak samo ważna, jak on jest dla mnie?”. To musi być trudne uczucie, gdy ktoś jest dla nas tak ważny, a jednocześnie pojawia się myśl: „a co, jeśli beze mnie też wszystko będzie u niego w porządku?”. Chciałabym jednak zwrócić uwagę, że fakt, iż Twój partner potrafi funkcjonować samodzielnie, nie oznacza, że jesteś dla niego mniej ważna. Miłość nie mierzy się stopniem zależności od drugiej osoby. Mam też poczucie, że bardzo tęsknisz za tym, by być dla samej siebie równie ważna, jak on jest dla Ciebie. I właśnie temu uczuciu warto przyjrzeć się z największą czułością.




pozdrawiam Cie!


psycholog Wiktoria


Ida Bednarek

Ida Bednarek

Cześć,
W relacjach jest miejsce na zależność i niezależność. To naturalne, że osoba, którą kochamy staje się dla nas bardzo ważna. 
Inaczej też się przywiązujemy do ukochanych. Niektórzy umieją w bezpieczny sposób być blisko, ale też dbać o swoją autonomię. Czyli mieć części życia, ktore nie łącze z partnerem/partnerką. Takie, które buduje z innymi czy takie, które są tylko moje. Dla innych jest to trudniejsze, bo autonomię drugiej osoby mogą utożsamić z odrzuceniem. 
Miłość szczególnie na początku trudno poddawać racjonalizacji. Szczególnie jeśli jesteśmy osobami, które dużo i silnie czują. W zależności jakiej miłości doświadczyliśmy wczesnjej w dzieciństwie czy poprzednich relacjach - to takie potrzeby, zasoby i lęki wnosimy w swoje późniejsze związki. 
Nad emocjami nie mamy kontroli, ale mamy wpływ na to co zrobimy np, ze swoim lękiem przed porzuceniem, który opisujesz w poście. Nie ma nic złego w tym co czujesz. Jednak jeśli lęk w relacjach jest czymś co się powtarza to warto przyjrzeć się Twoimi wcześniejszym doświadczeniom. Prawdopodobnie ktoś kiedyś swoim zachowaniem sprawił, ze zwątpiłaś w to, że jesteś wartościową osobą, ktorą się kocha. To bardzo raniące i może być przyczyną Twoich lęków w związkach.
Poprzez rozmawianie i doświadczenie swoich emocji, myśli i wrażeń możesz jednak zmienić postrzeganie samej siebie i tym samym czuć się pewniej w relacjach. Może warto skonsultować sie ze specjalistą, by bliżej przyjrzeć się czy Twoje problemy są bardziej powierzchowne czy wymagają głębszej pracy. 
Z tego ci opisujesz zachowanie Twojego partnera nie świadczy, że jestes „dodatkiem”, a bardziej, że ufa Tobie i stabilności waszej relacji. To znaczy, ze nawet jak nie ma Ciebie obok to ma świadomość waszej miłości :) 
Oczywiscie są to tylko moje refleksje i wiedza na podstaie tego co napisałaś
Pozdrawiam ciepło,Ida Bednarek Certyfikowana Psychoterapeutka, Psycholożka, Diagnostka 
Jagoda Jek

Jagoda Jek

Sama rozłąka na jedną noc nie mówi nic o tym, komu bardziej zależy. Może natomiast uruchamiać w Tobie dużo większy lęk: „co jeśli ja potrzebuję go bardziej, niż on potrzebuje mnie?”. I chyba właśnie ten lęk jest tutaj najtrudniejszy.

To, że Twój chłopak potrafi zostać sam, iść do pracy i normalnie funkcjonować, nie oznacza, że jesteś dla niego tylko dodatkiem. W zdrowej relacji można bardzo kochać drugą osobę, a jednocześnie mieć własne życie, obowiązki i poczucie, że poradzę sobie także wtedy, gdy partnera chwilowo obok mnie nie ma.

Jednocześnie warto przyjrzeć się temu, co sama zauważyłaś: że on stał się centrum Twojego życia. Nie chodzi o to, żebyś przestała go potrzebować czy kochać. Dobrze byłoby jednak, żeby obok związku było też miejsce na Ciebie – Twoje zainteresowania, relacje, plany, odpoczynek i poczucie własnej wartości.

Ta noc może być małym ćwiczeniem. Nie sprawdzaj, czy on tęskni bardziej lub mniej, nie analizuj każdej wiadomości. Spróbuj zauważyć swoje emocje: „Tęsknię. Jest mi trudno. Boję się, że nie jestem potrzebna. Ale mogę przeżyć ten wieczór i noc sama”. To, że pojawia się lęk, nie oznacza, że musisz za nim podążać.

I nie musisz dążyć do tego, żeby chłopak stał się dla Ciebie tylko „miłym dodatkiem”. Można bardzo potrzebować bliskości i jednocześnie potrafić funkcjonować samodzielnie. Właśnie znalezienie tej równowagi może być dla Ciebie ważniejsze niż porównywanie, kto potrzebuje kogo bardziej.

Jeśli poczucie, że bez niego nie potrafisz funkcjonować, pojawia się częściej, warto omówić to z psychologiem – można nad tym spokojnie pracować.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Kamila Grobelna

Kamila Grobelna

Dzień dobry,

 

To, co Pani opisuje, nie musi oznaczać, że z Panią jest coś „nie tak” ani że jest Pani uzależniona od partnera.                 W bliskiej relacji naturalne jest, że jego obecność daje Pani poczucie bezpieczeństwa, a rozłąka może uruchamiać lęk.

Warto jednak zwrócić uwagę na zdanie, że partner jest „centrum Pani życia”, podczas gdy chciałaby Pani, żeby był jego ważną częścią, ale nie całym światem. To może być dobry kierunek do pracy – nie chodzi o to, żeby przestał być Pani potrzebny, ale żeby obok związku miała Pani również własne życie, relacje, zainteresowania i poczucie sprawczości.

 

To, że partner potrafi dobrze funkcjonować podczas Pani nieobecności, nie oznacza, że Pani jest dla niego mniej ważna. Bycie potrzebnym nie jest tym samym co bycie kochanym. Zdrowa relacja może opierać się na bliskości i jednocześnie pozostawiać przestrzeń na samodzielność obojga.

 

Dzisiejsza noc może być więc okazją, żeby sprawdzić, jak Pani sobie poradzi bez partnera, zamiast traktować ją jako dowód na to, że jest Pani dla niego „tylko dodatkiem”. Jeśli takie lęki często się pojawiają i trudno Pani funkcjonować bez partnera, warto przyjrzeć się temu bliżej z psychologiem lub psychoterapeutą.

 

Pozdrawiam, psycholog Kamila Grobelna

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Wskazuje to na silne emocjonalne oparcie się na partnerze i lęk przed byciem bez niego. Warto stopniowo budować własną przestrzeń, spędzać czas osobno, wracać do swoich zainteresowań i relacji oraz obserwować emocje, które wtedy się pojawiają. Bliskość w związku nie musi oznaczać, że druga osoba staje się centrum naszego życia. Sam fakt, że Pani zauważa ten schemat, jest dobrym punktem wyjścia do pracy nad nim.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Czy mogę zrobić coś, by partner uwierzył w ratunek dla naszej relacji? Czy lepiej się rozstać?
Dzień dobry. Rozstałam sie z partnerem po 2 letnim związku, po 2 miesiącach zaczęliśmy się znów spotykać i znów weszliśmy w relacje (znów razem mieszkamy). Gdy rozmawiamy o sprawach typu zakup psa, on wyraża kiedy, że może za miesiąc albo o wspólnym spędzeniu sylwestra to też odpowiada gdzie. Natomiast, gdy zadaje pytania odnośnie nas, czyli czy chce ze mną być? Czemu nie pokazuje mi tak dużo uczuć i czy wciąż patrzymy tylko na siebie, jako coś stałego to odpowiada, że „nie wie, musi to przemyśleć, potrzebuje czasu, że chce zobaczyć moją zmianę, że nie będę taka, jaka byłam przed rozstaniem i ze musi zobaczyć, że się zmieniłam wiec mam mu dać czas, i że podejmie decyzje”. A jednocześnie mówi „jeśli przestaniesz się starać i udowadniać to ja też przestanę i już” jakby mu zupełnie nie zależało, nie wiem co mam o tym myśleć? Jest szansa na uratowanie tej relacji? Czy ja naprawdę jestem w stanie zrobić coś, by pomoc partnerowi uwierzyć znów w nas? I wejść w ten związek na 100%? I czy on faktycznie przetrwa czy lepiej spróbować odejść?
Zostałem odrzucony przez kogoś, kogo nadal kocham. Przez to odrzucenie czuję wrogość i złość
Dzień dobry. Zostałem odrzucony przez kogoś, kogo nadal kocham. Przez to odrzucenie czuję wrogość i złość oraz niesprawiedliwość do otaczającego mnie świata oraz ludzi. Chciałbym, żeby było tak, jak przed zakochaniem - byłem wtedy spokojny, miły do ludzi i lubiłem ludzi oraz świat/swoje życie. W jaki sposób powrócić do tego, co było przed nieszczęśliwym zakochaniem? Dziękuję za każdą sugestię.
Witam, piszę ze skomplikowaną sprawą. Nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić może ktoś pomoże to jakoś sensownie i logicznie rozwiązać...
Witam, piszę ze skomplikowaną sprawą. Nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić może ktoś pomoże to jakoś sensownie i logicznie rozwiązać... A więc może zacznę tak, nadszedł grudzień i pewnego dnia podczas kłótni (wtedy jeszcze moja narzeczona) zaczęła mnie namawiać, żebym pojechał do siebie do domu na jakiś czas, żebyśmy od siebie odpoczęli, bo sporo w ostatnim czasie się kłóciliśmy (generalnie te kłótnie były praktycznie w 95% spowodowane przez moje nieodpowiednie i nieodpowiedzialnie zachowania, wtedy tego jeszcze nie rozumiałem). I generalnie ona wyszła następnego dnia do pracy i długo nie wracała i nie odbierała ode mnie i po jakimś czasie w końcu zaczęła pisać, że już nie chce ze mną być, że mam się spakować, że przez to, jak się zachowałem i co robiłem, to ona straciła do mnie zaufanie i przez to też już do mnie nie czuje, że wyczerpałem ją psychicznie i ma już tego dość. Byliśmy ze sobą 6.5 roku. Więc ogólnie jak przyszła w końcu domu to błagałem ją, żeby mi dała ostatnią szansę, że teraz serio się ogarnę totalnie i że nie pożałuje tego. Uzgodniłem z nią, że pojadę do siebie na tydzień i nie będę się z nią kontaktować i potem może wrócę, to zobaczymy i po 6 dniach dzwoni do mnie, że mam nie wracać, że ona mi odeśle rzeczy i wgl... Dobra ja i tak pojechałem, mimo że miałem 450 km do miejsca, gdzie mieszkaliśmy razem. Czekałem na nią. Znów z nią rozmawiałem, błagałem ją, przepraszałem i wgl, ale to nic nie dało. Ona była totalnie bez jakichkolwiek uczuć do mnie po 6.5 latach czułem jakbym gadał z jakąś totalnie inną osobą, którą jakbym pierwszy raz widział na oczy, to był totalnie ktoś inny. Ale podczas rozmowy powiedziała, że teraz nie chcę ze mną być, ale za jakiś czas no na przykład za pół roku nie wyklucza, że może, ale też nie może wykluczyć, że kogoś innego nie znajdzie. Ogólnie robiła już teraz wszystko, aby żebym jej dał spokój i sobie poszedł (generalnie rozumiem, że tak chciała, bo wiem, co robiłem źle i wgl i każdy by tak zrobił). Ale jest tego wszystkiego inny problem. Mianowicie jak ona tego pierwszego dnia nie odbierała, ja zadzwoniłem do swojego (wtedy jeszcze przyjaciela), żeby się wygadać, bo zawsze sporo gadaliśmy na różne swoje prywatne sprawy. Ja zawsze na niego mogłem liczyć.. i generalnie do momentu aż jeszcze nie widziałem, że ona nie da mi tej szansy, to miałem z nim kontakt. Pytał co tam, jak się trzymam i wgl.. A gdy już się dowiedział, że nie mieszkam z nią i że nie mam z nią kontaktu i generalnie wszystko mu powiedziałem, jak wyglądało między nami, to przestał do mnie dzwonić, pisać (mówię, pewnie ma znowu jakieś problemy zdrowotne, bo miał i ma dalej spore albo ma dużo roboty i po prostu któregoś dnia się odezwie). Choć miałem już od tego dnia, kiedy ostatni raz z nim gadałem przeczucia, że on coś knuję, bo słuchał tylko, co ja mówię i jakby zbierał informacje, które może wykorzystać przeciwko mnie... (ale nie no mówię jak przyjaciel, nie zrobiłby mi takiej rzeczy). Jak się potem okazało, dowiedziałem się 31 grudnia, że moja była ma chłopaka, bo napisałem jej życzenia noworoczne itp, a ona mi odpisała i napisała, że jest szczęśliwa z obecnym chłopakiem... ja odpisałem jej : to pozdrów****** I ona napisała, dlaczego o nim piszę, a ja to, że kto niby inny, a ona, że ktoś inny jej sprawa i ja napisałem to powodzenia i po prostu odpuściłem (generalnie jeszcze wtedy nie byłem ciągle pewnym czy to na pewno on, ale coś w moim organizmie cały czas mówiło, że to on, ale nie potrafiłem w to uwierzyć). I generalnie sprawa wygląda tak, że moja była narzeczona, z którą byłem 6.5roku aktualnie jest z moim byłem przyjacielem, ale nie to jest w tym wszystkim najgorsze. Ja wiem o tym człowieku bardzo dużo i wiem, że on od zawsze miał problem, żeby jakąś kobietę spotkać, bo każda jedna go zlewała, a on potrafił każdego wysłuchiwać był takim "psychologiem" zawsze dobra rada. Ludzi do niego ciągnęło, a on zbierał tylko informacje i wykorzystywał je w odpowiednim momencie. Wiele osób mi kazało na niego uważać, ale ja mówiłem, że zawsze na niego mogę liczyć i zawsze to broniłem i mówiłem, że ludzie przesadzają. I problem jest taki, że ja wiem, że jeśli on by do niej nie zaczął gadać ani pisać jakbym ja mu nie powiedział o swoich problemach to byśmy z moją była byli z powrotem razem, bo generalnie strasznie ją kochałem (ale miałem swoje problemy trochę natury psychicznej, które teraz ogarnąłem i jestem totalnie innym człowiekiem, ale na zdecydowanie plus) i nie chciałem jej teraz nic utrudniać i robiłem wszystko, jak chciała... Ale no ogólnie dowiedziałem się tak z 2 tyg., że miała problemy też psychicznie i prawdopodobnie chodziła od jakoś listopada po kryjomu do psychologa i sobie nie radziła z tym wszystkim, ale nic nie dała po sobie poznać, że chce się rozstać czy coś była cały czas taka sama (ale generalnie ja też mogłem wtedy tego nie zauważać) i ogólnie to ona za czasów dziecka miała bardzo duże problemy zdrowotne. Cudem jest, że wgl żyje i jest teraz zdrowa. No i sprawa wygląda tak, że po prostu ten były przyjaciel zaczął do niej pisać i wspierać ją a ona była zrozpaczona po rozstaniu i była dla niego bardzo łatwą zdobyczą, bo wiedział wszystko o mnie, a ona nie widziała, że on wie, więc zaczął jej mówić to, co chciała usłyszeć, bo on potrafi bardzo dobrze manipulować ludźmi (nie jedna osoba mnie przed tym ostrzegała) i po prostu ona poczuła w końcu, że ktoś ją wspiera i rozumie i potrafi zrobić to, co ona chce... Generalnie nie powinno mnie to już interesować, bo to jej życie jej sprawa, ale nie potrafię się pogodzić z tym, że sam jego na nią wręcz nasłałem (bo pamiętam, jak w rozmowie przez telefon mówiłem mu, że bym nie chciał, żeby ktoś teraz kto zna też mnie i tę sytuację nie zaczął jej wspierać, bo to ich połączy, on na to nic nie odpowiedział, bo już coś planował), ale kto by się spodziewał, że były przyjaciel może tak wykorzystać sytuację. I nie potrafię sobie poradzić z myślą, że wiem, że on ją zmanipulował i ja o tym wszystkim wiem, co i jak się stało, a nie mogę z tym nic zrobić, bo ona nie wysłucha mnie teraz, bo liczy się tylko on, bo mówi jej co chce, bo teraz razem na mnie cisną i on robi wszystko lepiej teraz niż ja, bo wie, co robiłem źle, więc oczywiście, że w jej oczach jest dużo lepszy, a wiem, że ten człowiek jest strasznie fałszywy i może ją skrzywdzić. Ja cały czas próbuje się oszukiwać, że jej teraz nienawidzę, że już nie chciałbym z nią być, a tak naprawdę cały czas ją strasznie kocham i chciałbym z nią mieć kiedykolwiek jeszcze jakiś kontakt, bo jest dla mnie najważniejsza osoba na świecie... Myślę, że z czasem bym jej to wszystko jakoś wybaczył i stworzyłbym z nią to wszystko, co razem planowaliśmy... Co ja mam z tym wszystkim zrobić, bo ona nie wysłucha tego, że to wszystko było zaplanowane i wgl, że on ją manipuluje. Generalnie ja wiem, że na 110% nie mieli nic wspólnego, bo spędzaliśmy ze sobą każdą, chwilę pracowaliśmy razem i wgl więc na pewno wcześniej się nie spotykali ani nie pisali, tylko dopiero w momencie aż ja jemu powiedziałem, że z nią nie jestem (a on generalnie do każdej laski zarywał, ale miałem go za przyjaciela). Wiem generalnie jestem sam sobie winny, bo o problemach w związku nie mówi się byle jakim ludziom, tylko idzie ewentualnie do psychologa lub rozmawia z rodziną, a nie... Generalnie nie wiem, co ja mam z tym wszystkim zrobić, bo wiem, że nigdy o niej nie zapomnę, a nie potrafię żyć ze świadomością, że ktoś wykorzystał moją naiwność i manipuluje i może skrzywdzić osobę, która cały czas kocham, a ja nie mogę nic z tym zrobić... Jak radzicie rozwiązać tę sytuację najlepiej, żeby to naprawić lub w jakiś sposób ostrzec.
Dlaczego czuję się pomijany w relacjach i jak to wpływa na moje życie?

Aktualnie jestem w wieku 30+. Mój problem ciągnie się za mną odkąd poszedłem do szkoły jako dziecko, do zerówki. Od samego początku moich kontaktów z rówieśnikami byłem przez nich odrzucany. Nie w formie agresji, ale w formie pomijania. Po prostu sobie byłem, ale nikt kompletnie się mną nie interesował. Jakieś tam powierzchowne relacje się pojawiały, ale nigdy nie było to takie prawdziwe zainteresowanie w stylu: chcemy, abyś się z nami bawił i nam na tym zależy, chcemy, abyś był w naszej grupie i nam na tym zależy. Ten problem ciągnął się przez całą podstawówkę i gimnazjum. W liceum przerodził się on w typowe prześladowanie i bullying. Paradoksalnie, pomimo że powodowało to u mnie dużo więcej cierpienia, to było to bardziej dla mnie zrozumiałe, bo było to jasne i otwarte atakowanie mnie. Potem przyszły studia i wszystko wróciło do tego pomijania mnie, niewidzenia. W czasach studiów, zmęczony już tym, że nie miałem nigdy normalnych relacji, zacząłem sam aktywnie zabiegać o to, aby mieć jakichś znajomych i takie typowe życie studenckie jak każdy na studiach. Kosztowało mnie to dużo wysiłku i napięcia: kombinowania, przysiadania się celowo do kogoś na wykładach, celowego wymyślania, o czym by tu zagadać, aby nawiązała się jakaś relacja. Nie było tu ani trochę naturalności, ani spontaniczności. Wszystko zaplanowane, wymyślane, aby podtrzymać rozmowę, co też było dla mnie mega męczące. Coś tam udało się ulepić i jakieś relacje stworzyć z pewną grupą, ale właśnie – jakieś relacje, a nie fajne, prawdziwe, normalne relacje, jakie ludzie mają. Oczywiście gdybym nie zabiegał o utrzymanie się w tej grupie, to wypadłbym z niej, bo nikomu nie zależało na tym, abym z nimi był. To wszystko miało też swój skutek w relacjach z dziewczynami, a dokładniej w ich braku. Mną nigdy żadne dziewczyny się nie interesowały. Kompletnie. Byłem dla nich jak powietrze. Oczywiście jakieś powierzchowne relacje na gruncie koleżeńskim, tzw. przy okazji, się zdarzały, ale nigdy nie było nic więcej. Nawet kiedy ja inicjowałem jakieś relacje, to niby coś było powierzchownego, ale gdybym ja nie zabiegał o tę relację, w sensie starał się ją utrzymać i odpuścił, to druga strona nie wykazywała żadnej chęci kontynuowania – na zasadzie: „zależy mi na relacji z tobą, chcę z tobą być i ja też się o ciebie jakoś postaram”. Oczywiście nie muszę wspominać, że ma to swoje pewne skutki w postaci braku pewnych doświadczeń co aktualnie jest dla mnie tez powodem do wstydu na tyle dużego aby nawet o tym wprost tu nie pisać. Całe życie byłem i jestem dobrym człowiekiem. Od dziecka w żaden sposób nikogo nie krzywdziłem. Zawsze byłem otwarty na innych i w mojej obecności każdy mógł czuć się swobodnie. Kilka razy nawet zdarzyło się, że ktoś powiedział mi, że jestem inny niż wszyscy – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kilka osób było np. zaskoczonych, że traktuje ich uczciwie, a co było dla mnie normą. Uczciwie, że nie przekazuje nikomu co powiedziano mi w tajemnicy, uczciwie, że nie staram się nikogo wykorzystać. Zawsze mnie to trochę dziwiło, że innych to dziwi. Ale mimo to nikt nigdy nie był zainteresowany żadną bliższą relacją, nikt niczego nie kontynuował. Szlag mnie trafia i zawsze trafiał, kiedy czytałem o tym, jakich facetów szukają dziewczyny. Niby pasuje idealnie, a jednak każda zawsze omijała i omija mnie szerokim łukiem. Bardzo ciężko opisać tutaj całe moje życie i jak to wyglądało w różnych kontekstach, ale można to sprowadzić do jednego, chyba najtrafniejszego mianownika – „Nikomu na mnie nigdy nie zależało i nie zależy.” Nikomu nigdy nie zależało i nie zależy na tym, abym był jego znajomym. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego kolegą. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego przyjacielem. Nikomu nie zależało i nie zależy, abym był jego chłopakiem. Od 2009 roku interesuję się intensywnie samorozwojem i psychologią. Trafiłem na tematykę samorozwoju i psychologii właśnie z tego powodu – pewnego dnia, kompletnie nie rozumiejąc, o co chodzi, po prostu zacząłem szukać w Google porad, jak znaleźć dziewczynę. Tak wpadłem na samorozwój i psychologię. Od tamtego czasu poznałem siebie na wylot (można by napisać księgę, jakie narzędzia i sposoby pracy nad sobą poznałem i opanowałem do perfekcji) – tak mi się wydaje, ale z drugiej strony mój główny problem w życiu nadal istnieje i zaczyna we mnie wzmagać się coraz większa złość z tego powodu, bo kompletnie nie rozumiem, co się dzieje...

Czy ponowny związek z tą samą osobą po spokojnym rozstaniu ma sens?
Czy ponowny związek z tą samą osobą po spokojnym rozstaniu ma sens i szanse, czy zamartwianie się płacz problemy ze snem przez to rozstanie są normalne, czy obawa przed ułożeniem sobie na nowo życia bez tej osoby są normalne, czy myśli że na świecie bez mnie było by lepiej są normalne w takim przypadku
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!