
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, rozwój i praca
- Zazdrość o kuzyna,...
Zazdrość o kuzyna, niska samoocena i nieśmiałość - jak poradzić sobie z porównywaniem się i brakiem motywacji?
Bożena Nagórska
Damianie, to, co przeżywasz, to bolesne porównywanie się i syndrom utraconych szans, które rodzą frustrację oraz odbierają motywację do działania. Poczucie, że inni mają łatwiej, a Ty musisz o wszystko walczyć, prowadzi do rezygnacji i tzw. wyuczonej bezradności. Budujące jest, że od tygodnia chodzisz do psychologa, bo to bezpieczna przestrzeń, w której przepracujesz te trudne emocje i z całą pewnością odzyskasz wiarę we własną, unikalną drogę.
Powodzenia!
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kamila Grobelna
Dzień dobry,
Damianie, z tego, co opisujesz, trudno byłoby na podstawie samego wpisu powiedzieć, że „dolega Ci” konkretne zaburzenie czy postawić jakąś diagnozę. Tym bardziej że jesteś dopiero od tygodnia w kontakcie z psychologiem. Warto dać sobie trochę czasu i porozmawiać z nim dokładnie o tym, co tutaj opisałeś.
Mam wrażenie, że dużą rolę odgrywa u Ciebie porównywanie się z innymi i związane z tym poczucie, że jesteś gorszy albo że Twoje życie jest mniej wartościowe. Twój kuzyn stał się dla Ciebie pewnego rodzaju punktem odniesienia. Patrzysz na jego życie i widzisz rzeczy, których sam chciałbyś doświadczać: pewność siebie, znajomości, podróże, zainteresowania, umiejętności. Nic dziwnego, że może pojawiać się zazdrość czy żal.
Warto jednak zauważyć, że porównujesz swoje życie oglądane od środka z życiem drugiej osoby oglądanym z zewnątrz. Widzisz to, co posiada i czym się wyróżnia, ale nie wiesz, z jakimi trudnościami czy problemami sam się mierzy. To nie oznacza, że Twoje odczucia są nieprawdziwe, ale może trochę zmienić sposób patrzenia na tę sytuację.
Zwróciłabym szczególną uwagę na fragment, w którym piszesz, że nie widzisz sensu w uczeniu się języków czy staraniu się, skoro kuzyn i tak zawsze będzie lepszy. To może sugerować, że jego osiągnięcia zaczęły być dla Ciebie miarą własnej wartości. A wtedy niezależnie od tego, co sam osiągniesz, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał coś więcej i porównanie będzie kończyło się poczuciem przegranej.
Być może pomocne byłoby zastanowienie się, czego właściwie zazdrościsz kuzynowi. Nie tylko „jego życia”, ale konkretnie: czy chodzi o większą niezależność, kontakty z ludźmi, pewność siebie, możliwość podróżowania, rozwijanie zainteresowań, czy może o poczucie, że jest ciekawą i wartościową osobą? To są rzeczy, nad którymi można stopniowo pracować we własnym życiu.
Masz dopiero 17 lat i to, jak wygląda Twoje życie obecnie, naprawdę nie oznacza, że tak będzie wyglądała Twoja przyszłość. Małe miasto, niewielka liczba znajomych czy nieśmiałość nie są cechami, które muszą pozostać z Tobą na zawsze.
Myślę, że warto też powiedzieć psychologowi o tej zazdrości i porównywaniu się dokładnie w taki sposób, jak napisałeś tutaj. To może być bardzo ważny temat do wspólnej pracy. Nie chodzi o to, żeby przekonać Cię, że „nie masz powodów do narzekania”, tylko żeby lepiej zrozumieć, skąd bierze się to poczucie, że Twoje życie jest gorsze i co można z nim zrobić.
I jeszcze jedno – nie musisz się wstydzić tego, że czujesz zazdrość. Sama emocja nie czyni z człowieka złej osoby. Ważniejsze jest to, co z nią robimy.
Pozdrawiam, psycholog Kamila Grobelna
Jagoda Jek
Damian, z tego, co opisujesz, nie wynika automatycznie, że „coś jest z Tobą nie tak”. Zazdrość, porównywanie się z innymi czy żal dotyczący tego, że ktoś ma życie, którego sam chciałbyś doświadczyć, są ludzkimi emocjami. Problemem może być dopiero to, jak bardzo zaczynają wpływać na Twoje funkcjonowanie i odbierać Ci motywację.
Mam wrażenie, że szczególnie mocno porównujesz swoje życie z wyobrażeniem życia kuzyna. Widzisz jego talenty, pewność siebie, podróże czy relacje, a jednocześnie patrzysz na siebie przez pryzmat tego, czego jeszcze nie masz. Taki sposób porównywania jest bardzo obciążający, bo stawia Cię w sytuacji, w której z góry jesteś „gorszy”. Tymczasem fakt, że ktoś jest w czymś dobry albo ma inne możliwości, nie oznacza, że Twoje życie jest mniej wartościowe.
Ważne jest też to, co napisałeś o nauce języków i rezygnowaniu ze starań, bo „kuzyn i tak będzie lepszy”. Warto spróbować odwrócić pytanie: nie „czy będę lepszy od niego?”, tylko „czy ja chcę umieć języki, grać na instrumencie, poznawać ludzi albo rozwijać się w czymś, co jest moje?”. Nie musisz wygrać z kuzynem, żeby mieć ciekawe życie.
I dobrze, że już chodzisz do psychologa. Po tygodniu zdecydowanie nie musisz jeszcze oczekiwać rozwiązania całego problemu. Możesz właśnie z nim porozmawiać o tym porównywaniu się, zazdrości, nieśmiałości i myślach typu „po co mam się starać”. To są bardzo dobre tematy do wspólnej pracy.
Nie próbowałabym też na siłę przekonywać Cię, że „inni mają gorzej”. Twoje trudności nie stają się mniej ważne dlatego, że ktoś inny ma trudniejsze życie. Masz prawo chcieć czegoś więcej i jednocześnie uczyć się budować własną wersję tego życia, zamiast próbować dostać cudze.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka
Piotr Ziomber
Dzień dobry Damianie
Nigdy nie porównuj się do innych, gdyż zazwyczaj wyjdziesz na tym niekorzystnie. Masz niską samoocenę, a do tego zazdrościsz innym talentów czy też rzeczy materialnych. Przyjmij do wiadomości, że pewne braki można nadrabiać ciężką pracą i uporem. Nie wiesz jaką cenę płaci kuzyn za to co ma i za to jaki jest. Zniechęcenie będzie powodowało tylko większą frustrację. Zamiast porównywania i oceny rób coś w kierunku realnej zmiany. Małe kroki, ale codzienne, które staną się rutyną. Nie udowadniaj sobie niczego, a szczególnie, ze jesteś lepszy, ale pokaż, że robisz coś w kierunku realnych zmian u siebie. Rozwijaj swoje pasje, ale we własnym tempie. Powodzenia
Agnieszka Włoszycka
Witaj Damianie,
Dziękujemy za podzielenie się swoją historią. Uważam, że o, co opisujesz, nie musi oznaczać konkretnego zaburzenia. Widzę tu przede wszystkim silne porównywanie się z innymi, obniżoną samoocenę i poczucie, że inni mają lepsze życie. Z czasem zaczęło Ci to odbierać motywację i radość z własnego życia.Warto pamiętać, że porównujesz swoje codzienne życie z tym, co widzisz u kuzyna z zewnątrz. Nie znasz wszystkich jego trudności ani tego, jak on sam postrzega swoje życie.Bardzo dobrze, że zacząłeś spotykać się z psychologiem. Powiedz mu dokładnie o zazdrości, myślach typu „po co mam się starać, skoro i tak będę gorszy” i o tym, jak bardzo wpływają na Twoje funkcjonowanie. To może być dobry punkt wyjścia do pracy nad samooceną i własną drogą.
I pamiętaj nie musisz przestać zazdrościć kuzynowi, żeby zacząć budować swoje życie. Możesz stworzyć własną wersję tego, czego potrzebujesz, nawet jeśli będzie zupełnie inna od jego życia.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Justyna Wołkowycka
Damian, czytając Twój wpis, mam wrażenie, że bardzo mocno porównujesz swoje życie z życiem kuzyna i z tego porównania wychodzi Ci wniosek: „on dostał życie, które chciałbym mieć, a ja takiego życia nigdy nie będę miał”. I zastanawiam się, czy problemem jest rzeczywiście sam kuzyn, czy raczej to, co jego życie symbolizuje dla Ciebie.
Gdybyś miał wybrać tylko trzy rzeczy z jego życia, których najbardziej mu zazdrościsz - co by to było? I która z nich jest możliwa do zbudowania w Twoim życiu, nawet jeśli zupełnie inaczej niż u niego?
Napisałeś też coś bardzo ważnego: kiedyś nie umiałeś być samodzielny, ale w pewnym momencie sam zacząłeś się tego uczyć i dziś dobrze sobie radzisz. To jest dla mnie dowód, że już raz potrafiłeś zmienić coś, co wcześniej wydawało Ci się częścią Twojego życia. Ciekawi mnie, co byłoby teraz takim małym krokiem w kierunku życia, które byłoby bardziej Twoje.
Warto o tym porozmawiać z psychologiem, z którym już pracujesz.
Ewelina Paul
Dzień dobry, Damianie!
Przede wszystkim dobrze czytać, że postanowiłeś sięgnąć po wsparcie! Tematy, które poruszasz w swoim wpisie, dotyczą m.in. relacji z innymi: „Jestem bardzo nieśmiały. Zacząłem to zauważać wśród znajomych: często nie wiem, co mam powiedzieć, nie wspominając już nawet o poznawaniu nowych ludzi.” – warto się przyjrzeć temu, skąd ta „nieśmiałość” i wycofanie w kontaktach z innymi? Jak sobie wyobrażasz siebie w relacjach? Jakie myśli i przekonania nt. siebie i relacji, pojawiają się w Twojej głowie i być może utrudniają kontakty towarzyskie?
Wyobrażam sobie, że opisane kłopoty w relacjach utrudniają funkcjonowanie, a szczególnie na etapie życia, na którym jesteś, czyli młodej, dorastającej osoby.
Niżej piszesz o swoim kuzynie (którego formalnie jesteś wujkiem), czytam, że się do niego porównujesz. Kiedy opisujesz jego życie, jawi się ono jako „niedoścignione marzenie”, zakładasz, że nigdy nie będziesz mieć tak, jak on. Jestem ciekawa, kiedy zacząłeś się do niego porównywać? Jak oceniasz tę strategię myślową, czyli „porównywanie się” do kuzyna? Co ono Ci daje (jakie plusy ma ta strategia), a co ono zabiera (jakie są minusy porównywania się)?
Warto te trudności w relacjach i porównywanie się wnieść na spotkanie z osobą, u której korzystasz ze wsparcia psychologicznego, to pewnie ułatwi postawienie celów wsparcia/psychoterapii.
Życzę powodzenia i wierzę, że takie trudności są do pokonania 💪!
Ewelina Paul
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Damianie. Bardzo mocno porównujesz siebie i swoje życie z kuzynem, a z czasem to porównywanie zaczęło odbierać Ci motywację i poczucie własnej wartości. Nie oznacza to, że „coś Ci dolega” ani że kuzyn zawsze będzie od Ciebie lepszy. Dobrze, że rozpocząłeś spotkania z psychologiem. Warto pracować nad tym, aby stopniowo oddzielić własne potrzeby i cele od życia kuzyna oraz budować poczucie własnej wartości niezależne od porównywania się z innymi.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Kilka miesięcy temu straciłam pracę. Od tamtej pory sytuacja w domu jest bardzo napięta. Dziś po raz kolejny mój partner, mówiąc kolokwialnie, wydarł się na mnie, bo nic nie robię tylko leżę i udaję, że jestem zmęczona. Rzecz w tym, że jestem zmęczona. Jestem po kilkunastu operacjach kręgosłupa, od dwóch lat leczę się na epilepsję. ZUS nie chce mi dać renty, bo jestem mobilna, nigdzie nie mogę znaleźć pracy, bo wymagane jest prawo jazdy, gdzie ja samochodem jeździć nie mogę albo po prostu nikt się nie odzywa. Dziś wydarł się na mnie, bo wzięłam spodnie z podłogi do prania. Rozumiem, że on też jest spięty i zestresowany, ale krzyczeć na kogoś na cały regulator, że ma wypierdalać do pracy? Jak mam to zrobić, jak nigdzie mnie nie chcą. Dziś po jego kolejnym wybuchu zaczęłam się poważnie zastanawiać nad skończeniem ze sobą. Wszystkim ulży a on nie będzie miał już problemu na głowie. Bo tym dla niego jestem najwyraźniej. czy w tej sytuacji powinnam się już udać do psychiatry? Chodziłam na terapię psychologiczną, ale najwyraźniej efektu to nie dało. Nie wiem już co robić.
Dzień dobry, Jestem z mężem od 18 lat w tym 15 lat po ślubie. Mamy trójkę dzieci. Zawsze byliśmy uważani za świetną parę i nam było ze sobą dobrze. Mój mąż był moim najlepszym przyjacielem. Kilka lat temu zaczęło się między nami psuć. Byłam z dziećmi w domu, mąż pracował. On był wiecznie niezadowolony, bo w pracy miał dużo obowiązków, ja byłam zmęczona ciągłą opieką nad dziećmi i brakiem pomocy (Mąż ciągle był w pracy, a dziadkowie z różnych przyczyn odmawiali pomocy). Zaczęliśmy się kłócić. Zarzucał mi brak wsparcia, ja jemu nieobecność. Poszedł na zwolnienie lekarskie, żeby mu udowodnić, że go wspieram, napisałam mu wypowiedzenie. Zostaliśmy bez pracy i środków do życia. W międzyczasie pojawił się konflikt z moimi rodzicami. Mój tato jest trudnym człowiekiem i lubi mieć nad wszystkim kontrolę. Niepotrzebnie weszliśmy z nim w układ, pomógł nam spłacać kredyt, robił nam meble do domu, a w zamian za to oczekiwała pełnej swobody i wtrącał się w nasze życie. Na tym polu też było wiele kłótni. W końcu mój mąż zwolnił się z pracy i zaczął mówić o przeprowadzce do swoich rodziców. Miałam duże wątpliwości. Snuliśmy wcześniej marzenia, że na starość przeprowadzimy się tam i zbudujemy mały domek. Na początku co jakiś czas pojawiał się temat możliwej przeprowadzki. Że odetniemy się od moich rodziców, że będą większe możliwości, że będziemy mieć chociaż jednych dziadków na miejscu. W końcu i na tym punkcie pojawiły się kłótnie. Mój mąż był zdecydowany, ja miałam wątpliwości. W końcu uległam i wyprowadziliśmy się. Przekonała mnie bliskość dziadków i to, że będziemy mieć swój wymarzony dom. Minęło 3 lata. Mieszkamy w starym domu po dziadkach mojego męża. Początkowo bez łazienki bez ogrzewania. Przez ten czas mój mąż nadal nie pracuje i tylko obiecuje, że zrobi remont, że tym się zajmie czy tamtym. Wróciłam do pracy, żeby było z czego żyć i żeby on będąc w domu, mógł zająć się budową domu i ogarnięciem naszego obecnego lokum. Nic się nie dzieje. Ustalamy coś jednego dnia, na drugi dzień wracam z pracy i tylko słyszę, że dzieci mu nie dały zrobić, że pogoda była nie taka, albo że musiał zająć się czymś innym. Rozumiem, że może się coś wydarzyć, co uniemożliwia realizację planów, ale codziennie? Wiem, że ja też nie jestem łatwym do życia człowiekiem. Czasami myślę sobie, że jestem toksyczna. Wydaje mi się też, że żeby było dobrze, obie strony muszą chcieć. Mój mąż się tłumaczy brakiem motywacji, kiepska kondycja psychiczna. Ale nie szuka nigdzie pomocy. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Mam wrażenie, że nie mam innego wyjścia. Albo zaakceptować, albo odejść. Nie umiem już z nim rozmawiać. Ale też pamiętam, jak nam kiedyś było dobrze razem i pamiętam to, że w każdej sytuacji kiedyś mogłam na nim polegać. Szkoda mi dzieci, szkoda mi tych wspólnych lat. Z drugiej strony jestem już tak zmęczona tą ciągłą walką. Poczuciem, że wszystko jest na mojej głowie, a zamiast trójkę dzieci i wsparcia męża mam czwórkę dzieci i zero wsparcia. Może ja to wszystko źle odbieram i tak naprawdę to ja robię coś złego i przez to jest, jak jest. Co mogę zrobić? Jak to wszystko naprawić? Czasu nie cofnę, błędów nie cofnę. Jest w nas tyle żalu i tyle frustracji. Jak się tego pozbyć jak odzyskać chęć życia i radość?

