Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zazdrość o kuzyna, niska samoocena i nieśmiałość - jak poradzić sobie z porównywaniem się i brakiem motywacji?

Dzień dobry. Jestem Damian, mam 17 lat i chciałbym podzielić się moją historią, liczę na państwa porady i ewentualne wsparcie, bo nie mam w bliskim otoczeniu nikogo komu mógłbym powiedzieć o tym co mnie martwi od paru lat. Może zacznijmy od początku... Jestem dzieckiem późnych rodziców tzn. moja mama urodziła mnie w wieku 40 lat, mój tata jest o 10 lat starszy. Wiem, że to nie jest jakaś reguła, ale mam wrażenie, że przez to że byłem "wyczekiwany" moi rodzice byli i czasami dalej są zbyt nadopiekuńczy, nie umiałem w dzieciństwie nic wokół siebie zrobić, z czasem się to zmieniło, bo sam z siebie chciałem się czegoś nauczyć i finalnie dobrze sobie radzę ze wszystkim. Mam wrażenie, że też przez to jestem bardzo nieśmiały, zacząłem to zauważać wśród znajomych, że często nie wiem co mam powiedzieć, nie wspominając już nawet o poznawaniu nowych ludzi. Z góry przepraszam, że wpis jest bez ładu i składu, ale nie chciałem publikować kilku wpisów. Kolejny mój problem dotyczy mojego kuzyna w zasadzie to ja tak jakby jestem jego wujkiem, w sumie mało ważne kto to dla mnie jest, no mam członka rodziny o 2 lata starszego, który mieszka w dużym mieście, ma wiele talentów (gra na gitarze, maluje obrazy, uczy się języków), oprócz tego dobrze się ubiera, jeździ na zagraniczne wakacje, ma dobre relacje z rodziną, jest pewny siebie w skrócie po prostu moje przeciwieństwo. Od zawsze bardzo mnie to bolało, że ja nigdy nie doświadczę takiego życia i szczerze oddałbym wszystko żeby choć na moment żyć jego życiem i wiem, że nie wszystko jest takie cudowne jak się wydaje, ale już bym wolał to niż moje nudne życie w małym mieście, z małą ilością znajomych, z starzejącymi się rodzicami. Po prostu momentami ta zazdrość mnie tak jakby wypełnia, nie wiem jak to określić, ale zastanawiam się co by było gdyby życie inaczej się potoczyło i mógłbym mieć to samo. Mam wrażenie, że ja przez to nie umiem się cieszyć życiem, ciągle myślę o tym czego mi w nim brakuje, zdaję sobie sprawę, że są ludzie którzy na pewno mają gorzej w życiu niż ja, ale i tak jakoś nie umiem się pogodzić z tym, że prawdopodobnie do końca życia będę musiał się o wszystko starać, a nie mieć podane na tacy. Dodam też, że mam jakiś kryzys w tej kwestii i stwierdziłem, że po co mam się uczyć języków, po co mam się o cokolwiek starać, skoro i tak mój kuzyn zawsze będzie lepszy. Jest ktoś w stanie to nazwać co mi aktualnie dolega? Chodzę do psychologa od tygodnia jak narazie. Pozdrawiam Damian
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Damianie, to, co przeżywasz, to bolesne porównywanie się i syndrom utraconych szans, które rodzą frustrację oraz odbierają motywację do działania. Poczucie, że inni mają łatwiej, a Ty musisz o wszystko walczyć, prowadzi do rezygnacji i tzw. wyuczonej bezradności. Budujące jest, że od tygodnia chodzisz do psychologa, bo to bezpieczna przestrzeń, w której przepracujesz te trudne emocje i z całą pewnością odzyskasz wiarę we własną, unikalną drogę.

Powodzenia!

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Kamila Grobelna

Kamila Grobelna

Dzień dobry,

 

Damianie, z tego, co opisujesz, trudno byłoby na podstawie samego wpisu powiedzieć, że „dolega Ci” konkretne zaburzenie czy postawić jakąś diagnozę. Tym bardziej że jesteś dopiero od tygodnia w kontakcie z psychologiem. Warto dać sobie trochę czasu i porozmawiać z nim dokładnie o tym, co tutaj opisałeś.

 

Mam wrażenie, że dużą rolę odgrywa u Ciebie porównywanie się z innymi i związane z tym poczucie, że jesteś gorszy albo że Twoje życie jest mniej wartościowe. Twój kuzyn stał się dla Ciebie pewnego rodzaju punktem odniesienia. Patrzysz na jego życie i widzisz rzeczy, których sam chciałbyś doświadczać: pewność siebie, znajomości, podróże, zainteresowania, umiejętności. Nic dziwnego, że może pojawiać się zazdrość czy żal.

 

Warto jednak zauważyć, że porównujesz swoje życie oglądane od środka z życiem drugiej osoby oglądanym z zewnątrz. Widzisz to, co posiada i czym się wyróżnia, ale nie wiesz, z jakimi trudnościami czy problemami sam się mierzy. To nie oznacza, że Twoje odczucia są nieprawdziwe, ale może trochę zmienić sposób patrzenia na tę sytuację.

Zwróciłabym szczególną uwagę na fragment, w którym piszesz, że nie widzisz sensu w uczeniu się języków czy staraniu się, skoro kuzyn i tak zawsze będzie lepszy. To może sugerować, że jego osiągnięcia zaczęły być dla Ciebie miarą własnej wartości. A wtedy niezależnie od tego, co sam osiągniesz, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał coś więcej i porównanie będzie kończyło się poczuciem przegranej.

 

Być może pomocne byłoby zastanowienie się, czego właściwie zazdrościsz kuzynowi. Nie tylko „jego życia”, ale konkretnie: czy chodzi o większą niezależność, kontakty z ludźmi, pewność siebie, możliwość podróżowania, rozwijanie zainteresowań, czy może o poczucie, że jest ciekawą i wartościową osobą? To są rzeczy, nad którymi można stopniowo pracować we własnym życiu.

 

Masz dopiero 17 lat i to, jak wygląda Twoje życie obecnie, naprawdę nie oznacza, że tak będzie wyglądała Twoja przyszłość. Małe miasto, niewielka liczba znajomych czy nieśmiałość nie są cechami, które muszą pozostać z Tobą na zawsze.

 

Myślę, że warto też powiedzieć psychologowi o tej zazdrości i porównywaniu się dokładnie w taki sposób, jak napisałeś tutaj. To może być bardzo ważny temat do wspólnej pracy. Nie chodzi o to, żeby przekonać Cię, że „nie masz powodów do narzekania”, tylko żeby lepiej zrozumieć, skąd bierze się to poczucie, że Twoje życie jest gorsze i co można z nim zrobić.

 

I jeszcze jedno – nie musisz się wstydzić tego, że czujesz zazdrość. Sama emocja nie czyni z człowieka złej osoby. Ważniejsze jest to, co z nią robimy.

 

Pozdrawiam, psycholog Kamila Grobelna

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Damian, z tego, co opisujesz, nie wynika automatycznie, że „coś jest z Tobą nie tak”. Zazdrość, porównywanie się z innymi czy żal dotyczący tego, że ktoś ma życie, którego sam chciałbyś doświadczyć, są ludzkimi emocjami. Problemem może być dopiero to, jak bardzo zaczynają wpływać na Twoje funkcjonowanie i odbierać Ci motywację.

Mam wrażenie, że szczególnie mocno porównujesz swoje życie z wyobrażeniem życia kuzyna. Widzisz jego talenty, pewność siebie, podróże czy relacje, a jednocześnie patrzysz na siebie przez pryzmat tego, czego jeszcze nie masz. Taki sposób porównywania jest bardzo obciążający, bo stawia Cię w sytuacji, w której z góry jesteś „gorszy”. Tymczasem fakt, że ktoś jest w czymś dobry albo ma inne możliwości, nie oznacza, że Twoje życie jest mniej wartościowe.

Ważne jest też to, co napisałeś o nauce języków i rezygnowaniu ze starań, bo „kuzyn i tak będzie lepszy”. Warto spróbować odwrócić pytanie: nie „czy będę lepszy od niego?”, tylko „czy ja chcę umieć języki, grać na instrumencie, poznawać ludzi albo rozwijać się w czymś, co jest moje?”. Nie musisz wygrać z kuzynem, żeby mieć ciekawe życie.

I dobrze, że już chodzisz do psychologa. Po tygodniu zdecydowanie nie musisz jeszcze oczekiwać rozwiązania całego problemu. Możesz właśnie z nim porozmawiać o tym porównywaniu się, zazdrości, nieśmiałości i myślach typu „po co mam się starać”. To są bardzo dobre tematy do wspólnej pracy.

Nie próbowałabym też na siłę przekonywać Cię, że „inni mają gorzej”. Twoje trudności nie stają się mniej ważne dlatego, że ktoś inny ma trudniejsze życie. Masz prawo chcieć czegoś więcej i jednocześnie uczyć się budować własną wersję tego życia, zamiast próbować dostać cudze.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry Damianie

 

  Nigdy nie porównuj się do innych, gdyż zazwyczaj wyjdziesz na tym niekorzystnie. Masz niską samoocenę, a do tego zazdrościsz innym talentów czy też rzeczy materialnych. Przyjmij do wiadomości, że pewne braki można nadrabiać ciężką pracą i uporem. Nie wiesz jaką cenę płaci kuzyn za to co ma i za to jaki jest. Zniechęcenie będzie powodowało tylko większą frustrację. Zamiast porównywania i oceny rób coś w kierunku realnej zmiany. Małe kroki, ale codzienne, które staną się rutyną. Nie udowadniaj sobie niczego, a szczególnie, ze jesteś lepszy, ale pokaż, że robisz coś w kierunku realnych zmian u siebie. Rozwijaj swoje pasje, ale we własnym tempie. Powodzenia

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witaj Damianie,

 

Dziękujemy za podzielenie się swoją historią. Uważam, że o, co opisujesz, nie musi oznaczać konkretnego zaburzenia. Widzę tu przede wszystkim silne porównywanie się z innymi, obniżoną samoocenę i poczucie, że inni mają lepsze życie. Z czasem zaczęło Ci to odbierać motywację i radość z własnego życia.Warto pamiętać, że porównujesz swoje codzienne życie z tym, co widzisz u kuzyna z zewnątrz. Nie znasz wszystkich jego trudności ani tego, jak on sam postrzega swoje życie.Bardzo dobrze, że zacząłeś spotykać się z psychologiem. Powiedz mu dokładnie o zazdrości, myślach typu „po co mam się starać, skoro i tak będę gorszy” i o tym, jak bardzo wpływają na Twoje funkcjonowanie. To może być dobry punkt wyjścia do pracy nad samooceną i własną drogą.

I pamiętaj nie musisz przestać zazdrościć kuzynowi, żeby zacząć budować swoje życie. Możesz stworzyć własną wersję tego, czego potrzebujesz, nawet jeśli będzie zupełnie inna od jego życia.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

Justyna Wołkowycka

Justyna Wołkowycka

Damian, czytając Twój wpis, mam wrażenie, że bardzo mocno porównujesz swoje życie z życiem kuzyna i z tego porównania wychodzi Ci wniosek: „on dostał życie, które chciałbym mieć, a ja takiego życia nigdy nie będę miał”. I zastanawiam się, czy problemem jest rzeczywiście sam kuzyn, czy raczej to, co jego życie symbolizuje dla Ciebie.

Gdybyś miał wybrać tylko trzy rzeczy z jego życia, których najbardziej mu zazdrościsz - co by to było? I która z nich jest możliwa do zbudowania w Twoim życiu, nawet jeśli zupełnie inaczej niż u niego?

Napisałeś też coś bardzo ważnego: kiedyś nie umiałeś być samodzielny, ale w pewnym momencie sam zacząłeś się tego uczyć i dziś dobrze sobie radzisz. To jest dla mnie dowód, że już raz potrafiłeś zmienić coś, co wcześniej wydawało Ci się częścią Twojego życia. Ciekawi mnie, co byłoby teraz takim małym krokiem w kierunku życia, które byłoby bardziej Twoje.

Warto o tym porozmawiać z psychologiem, z którym już pracujesz. 

Ewelina Paul

Ewelina Paul

Dzień dobry, Damianie!

Przede wszystkim dobrze czytać, że postanowiłeś sięgnąć po wsparcie! Tematy, które poruszasz w swoim wpisie, dotyczą m.in. relacji z innymi: „Jestem bardzo nieśmiały. Zacząłem to zauważać wśród znajomych: często nie wiem, co mam powiedzieć, nie wspominając już nawet o poznawaniu nowych ludzi.” – warto się przyjrzeć temu, skąd ta „nieśmiałość” i wycofanie w kontaktach z innymi? Jak sobie wyobrażasz siebie w relacjach? Jakie myśli i przekonania nt. siebie i relacji, pojawiają się w Twojej głowie i być może utrudniają kontakty towarzyskie?

Wyobrażam sobie, że opisane kłopoty w relacjach utrudniają funkcjonowanie, a szczególnie na etapie życia, na którym jesteś, czyli młodej, dorastającej osoby.
 

Niżej piszesz o swoim kuzynie (którego formalnie jesteś wujkiem), czytam, że się do niego porównujesz. Kiedy opisujesz jego życie, jawi się ono jako „niedoścignione marzenie”, zakładasz, że nigdy nie będziesz mieć tak, jak on. Jestem ciekawa, kiedy zacząłeś się do niego porównywać? Jak oceniasz tę strategię myślową, czyli „porównywanie się” do kuzyna? Co ono Ci daje (jakie plusy ma ta strategia), a co ono zabiera (jakie są minusy porównywania się)?

Warto te trudności w relacjach i porównywanie się wnieść na spotkanie z osobą, u której korzystasz ze wsparcia psychologicznego, to pewnie ułatwi postawienie celów wsparcia/psychoterapii.
 

Życzę powodzenia i wierzę, że takie trudności są do pokonania 💪!

Ewelina Paul

 

 

 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Damianie. Bardzo mocno porównujesz siebie i swoje życie z kuzynem, a z czasem to porównywanie zaczęło odbierać Ci motywację i poczucie własnej wartości. Nie oznacza to, że „coś Ci dolega” ani że kuzyn zawsze będzie od Ciebie lepszy. Dobrze, że rozpocząłeś spotkania z psychologiem. Warto pracować nad tym, aby stopniowo oddzielić własne potrzeby i cele od życia kuzyna oraz budować poczucie własnej wartości niezależne od porównywania się z innymi.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

6‑letnie dziecko ciągle przeklina, wyzywa i niszczy rzeczy – jak reagować jako samotny rodzic?
Witam. Mam problem z nerwowa córka 6 latką. Bardzo brzydko mówi do mnie, do babci, do dziadka. Do obcych nie. Ciągle powtarza brzydkie słowa, zupełnie czasami bez kontekstu, czasami sama do siebie, np słowo "gówno", "głupie", "srać", "walnięty". Wszystko jest głupie, durne, walnięte, zasrane, w nerwach rzuca rzeczy, wyzywa wszystko, pyskuje. Jest okropna i nie wiem już co robić. Reagowałam, dając jej do zrozumienia, że nie akceptuje takiego zachowania to nie skutkuje. Robila to mi specjalnie na złość. Przestałam reagować, żeby widziała, że nic to jej nie daje i zobaczyć czy przejdzie, to też kiedy nie widzi mojej reakcji to szarpie mną albo coś psuje, gada brzydkie słowa do mnie lub sama do siebie. Żeby tylko mnie wkurzyć. Rozmawiam z nią na te tematy często wieczor jak już jest spokojna, że robi tym komuś przykrośc, że sobie tez tym szkodzi, że to nie ładne, że do niej nikt tak nie mówi, że trzeba się wzajemnie kochać, szanować. Mówi, że rozumie, że chce się zmienić, ale za 15 minut powiem na coś "nie" i znów jest to samo. Wyzywanie, złość, krzyki, że zaraz sąsiedzi powiedzą, że bije własne dziecko. Mówi, że coś w jej głowie każe mówić jej złe słowa. Nie mam już sił, jestem kłebek nerwów i chce mi się tylko usiąść i płakać. Wychowuje ja zupełnie sama, staram się jak mogę, czytam co wieczor dużo książek o empatii, rozmawiamy, nie wiem już co zrobić, żeby wróciło do normy nasze życie. Jeszcze pół roku temu to było zupełnie inne dziecko. Jestem psychicznie jestem wykończona i fizycznie jej zachowaniem też. Co robić kiedy dziecko ciągle brzydko mówi, wyzywa, niszczy. Reagować lepiej czy nie?
TW. Niskie poczucie wartości, nie potrafię żyć - w walce z lękiem i smutkiem oraz przemocą rodzinną.

TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa. 
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń. 
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał. 
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej. 
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności. 
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego. 
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.

Kryzys w relacji-chciałabym popracować nad sobą, jednak w odniesieniu do Nas, a partner nie chce uczestniczyć w tym procesie.
Mój partner, jak się okazuje, zmęczony moim podejściem i brakiem wyciągania wniosków, zmienił nastawienie do mnie. Przez kilka dni był dość nieprzyjemny i niegrzeczny, natomiast gdy powiedziałam, że taki niegrzeczny on mi nie odpowiada, stwierdził, że w takim razie nie wiem, czego chcę, bo ten grzeczny też mi nie odpowiadał. Gdzieś się zagubiłam, nie biorąc pod uwagę, że swoim zachowaniem wobec niego, doczekam się, że będzie miał dość, ale nie że aż w takim sposób... Za dużo widziałam "ale" (teraz wiem, że zdecydowana większość za często, a w dodatku bez potrzeby..), nie patrząc, że sama wzorowa nie jestem. Mam obecnie czas na poprawę. Nie wiem, ile tego czasu. Dodał, że jak się nic nie zmieni, to się wyprowadzi i może wtedy zrozumiem. Ale..on mi nie powie, co i jak. Mam sama to ogarnąć. Na co dzień teraz jest dość obojętny, postawił na swoim i nie odpuści ot tak. Przyjmie całusa, odpowie, że kocha, ale tak nijak.. Dodał, że nie zdradził, nie zdradza i mnie nie zdradzi, że nie wraca do żadnej byłej, ani nie dostaje d... na boku. Ale budzi się w mojej głowie myśl, że czekając na zmianę buduje gdzieś sobie nowy grunt... Mam mętlik w głowie ogromny - odbierając jego obojętność dystansem i oddalaniem, wyjdzie, że nic nie robię, że mam to gdzieś, by się poprawić. Jesli ktoś mi powtarza nie noś żółtego,do twarzy Ci w innym, to się zastanowię, zapytam co założyć. Jesli odpowiedź jest, że coś innego, to probuję inne kolory, albo wcale, skoro nie dostałam odpowiedzi wprost: nie noś zółtego, zielony to jest to. A w obecnej sytuacji, boję się bez jakiejkolwiek wskazówki, otuchy obrzucę go całą tęczą i bardziej zniechęcę. Sam powiedział, że mam teraz zagwostkę, bo nie chodzi o to, że teraz jak się grunt zatrząsł, to będzie wszystko cacy na klaśnięcie. Mimo tego, nie wiem jak do tego wszystkiego podchodzić, nie chce go zagłaskać. Gdy np. w przeszłości mówił, że za mało go doceniam, pytałam ale jak on oczekuje? Bo wygląda w takim razie, że nie umiem pokazywac docenienia, tym bardziej tak jakby on naprawdę chciał, że może trzeba mi to wprost jak krowie na rowie, nauczyć, to kończyło się "wiesz, dorosła jestes". Taka sytuacja mogła sie powtórzyć. Po czym teraz zbieram żniwa... To przykładowa płaszczyzna. Mocno się pogubiłam. Zależy mi na nim, jest dla mnie ważny.Dziękuję mu za szansę, raczej próbę szansy, zamiast od razu mnie pogonić. Aczkolwiek nadal nie potrafię podchodzić do tego roztropnie i z chłodną głową, czym bardziej się zapętlam.
Praca na oddziale psychiatrycznym - wypalenie zawodowe, przeciążyło mnie to.
Dzień dobry. Pracuję od roku na oddziale psychiatrii. Poszłam do tej pracy ze względu na swoje doświadczenia z dzieciństwa i chęć wsparcia dzieciaków w budowaniu pewności siebie i nie poddawaniu się. Jestem osobą wysoką wrażliwą. Niestety to, czego doświadczam w pracy, przerosło mnie. Na co dzień rozmawiam z dziećmi, znam ich ból i powody, dla których postanowiły zrobić sobie krzywdę. Byłam u lekarza, dostałam leki przeciwlękowe i wróciłam do pracy. Choć myślałam, że sobie radzę to widzę, że ta praca już nie jest dla mnie. Już mam dość rozmów z dziećmi, już mam dość ich wspierania, nie potrafię słuchać, dlaczego trafili do szpitala i z czym się mierzą, nie chcę patrzeć na pocięte ręce, jestem bardzo zmęczona patrzeniem, słuchaniem, współodczuwaniem tego. Są dzieci, które są mi bardzo wdzięczne za to, co dla nich zrobiłam, że wysłuchałam je i po prostu byłam. Psycholog mi powiedziała, że wszystko co odczuwam sumuje się w wypaleniu zawodowym. Jestem tak zmęczona, że najchętniej uciekłabym i już więcej do pracy w zawodzie nie wracała, tylko nie wiem za co żyć. I tym samym nie stać mnie na jakiekolwiek wizyty prywatnie... A praca ta daje mi pieniądze na życie... Mam od pewnego czasu takie zawieszenia, że siedzę gdzieś na mieście, w ciszy wpatrzona w dal i nie mam siły ani ochoty na nic więcej. Jak uda mi się mieć dłuższy urlop, np. tydzień, to udaje mi się zapomnieć o wszystkim, zrobić coś dla siebie, pójść na spacer i się uśmiechnąć nawet, czuję się wtedy dobrze. Ale po chwili wraca szara rzeczywistość i znów nie jest kolorowo. Nie uważam, że powinnam iść na terapię z racji swojej przeszłości, bo wybaczyłam osobom, które mnie skrzywdziły i to już jest za mną. Naprawdę jest dobrze i było, dopóki moja wysoka wrażliwość nie pokazała się w tej pracy. Myślę nad zmianą zawodu. Zanim jednak to zrobię, muszę skończyć kursy/studia - to długa droga. Czy do tej pory (około rok może półtora) bezpiecznie jest zostać w tej pracy? Czy lepiej iść na L4? Rozważam też po prostu odejście z tej pracy. Nie mam planu B, jeśli odejdę. Nie mam innej pracy ani fachu w ręku. Ale czuję, że nie potrafię już pracować w obecnym zawodzie. I czuję, że z każdym dniem pracy mam dość ludzi i hałasu wokół. Nie mam siły na spotkania ze znajomymi, bo czuję, że nie mam kiedy odpocząć, a i tak nawet jak jestem sama ze sobą, to nie da się odpocząć. Co do wsparcia, to mam 2 przyjaciółki w innym mieście i tyle, albo aż tyle. I myślę, by do ich miasta się przeprowadzić. Tutaj złożyć wypowiedzenie w pracy. Przenieść się do miasta, gdzie mam przyjaciółki i możliwość spotkań w realu niż jak do tej pory na odległość i zacząć wszystko od nowa, od zwykłej pracy na recepcji choćby i szkolenia w nowym zawodzie grafika. Dziękuję za wysłuchanie i pomoc. Potrzebowałam to komuś napisać.
Jestem od roku osobą bezrobotną, wcześniej miałam rentę socjalną.
Jestem od roku osobą bezrobotną, wcześniej miałam rentę socjalną. Teraz szukam pracy, a przyznam szczerze, to we mnie wywołuje lęk. Po pierwsze mieszkam na wsi i nie mam czym dojeżdżać do miast. Po drugie nie wiem, czy sobie poradzę, jak już znajdę pracę. Moje życie to teraz same problemy i zmartwienia. Mam dość, chciałabym zniknąć z tego świata. Nie wiem, co u mnie wywołuje te lęki?
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.