Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Byla zona po rozwodzie wraca do kontaktu i chce sie pozegnac - co oznacza jej zachowanie i jak poradzic sobie z nadzieja?

10 miesięcy temu byłem tu aktywny. Wówczas moja żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jako osoba wysokowrażliwa, z elementami unikowymi nie udźwignęła relacji ze mną, z moim ADHD i lękowym stylem przywiązania. Wkrótce doszło do rozwodu. Kiedy usłyszałem, że to definitywne i ostateczne zniknąłem. Nie potrafiłem pozostać w przyjaźni, czego ona chciała, i patrzeć jak układa sobie życie beze mnie. Od tamtego czasu nie odzywałem się, nie pisałem pierwszy. Nie widzieliśmy się od dnia rozprawy, już prawie 6 miesięcy, ale ona, cyklicznie, co jakieś 3-4 tygodnie odzywa się. Piszę o pierdołach, pyta o hasło do jakiejś strony, czasem o jakąś rzecz, czy mógłbym jej dać ( mimo że kosztuje 20zł:), czasem pyta o psa, czasem o coś innego. Jakby wyszukiwała pretekstów do zapukania i sprawdzenia, czy jestem dostępny. Odpowiadam uprzejmie, ale konkretnie i zdawkowo. Kiedyś nie dałem rady i napisałem, że brakuje mi jej. Odpisała "wiem". Kocham ją, chciałbym żeby wróciła, ale wiem też, że to musiałby być zupełnie nowy związek. Odstawiłem alkohol, poszedłem na siłownię, przeszedłem własną terapię i czasem jest już spokojnie. I byłem pewnie, że ona poszła już dalej, układa sobie życie, zawsze miała wielu adoratorów wokół siebie. I tydzień temu odezwała się: zapytała, czy nie zechciałbym spotkać się z nią i się pożegnać. Że chciałaby terapeutycznie zamknąć tamten etap życia... Napisała to po 10 miesiącach od zerwania i pół roku od ostatniego widzenia podczas rozwodu. Oczywiście rozgrzebało to na nowo moją ranę. Odpisałem zgodnie z prawdą, że nie jestem gotowy. Że żegnam się z nią każdego dnia, że to nie jest łatwe, że dla niej to mógłby być koniec, a dla mnie nowy początek. Że nie chcę wpaść w to znów z taką mocą. Przekonywała mnie jeszcze, że może i mi to pomoże, ale byłem twardy. Mój styl to wyciszyć. I stale mam nadzieję, że to nie koniec. Słowa o "pożegnaniu" zrobiły na mnie znów ogromne, bolesne wrażenie. Z drugiej strony dowiedziałem się, że ona nie przepracowała tego . Że może tęskni, że myśli, że to w niej nadal żywe. A ona dowiedział się tego samego o mnie. Sądziłem, że skoro nie chce być jej terapeutą ona przestanie się odzywać. Nie minęły 4 dni a znów otrzymałem wiadomość dot. błahej sprawy, jakby nigdy nic... Co wobec tego oznacza takie zachowanie? Ambiwalencja? Dlaczego ona wraca do kontaktu co chwila, mimo, że jest to kontakt na temat pierdół a ja odpisuję często jednym zdaniem i nie wchodzę w szczegóły? Ona powinna już wiedzieć, że to sprawia mi ból. Dlaczego ona po 10 miesiącach chce się żegnać, chociaż dla mnie pożegnała się już podczas rozwodu? I znów jestem rozbity, pełen smutku i dziwnej nadziei....

Brak odpowiedzi

To pytanie nie ma jeszcze żadnych odpowiedzi.

Left ArrowOdpowiedz jako specjalista

Zobacz podobne

Partner mnie obraza, ignoruje moje granice i nie chce rozmawiac - czy da sie uratowac te relacje?
Problemy z partnerem utrzymują się już bardzo długo próbuje walczyć codziennie o tą relacje, ale w natłoku tego że ogląda strony dla dorosłych, odnosi się do mnie bez szacunku wyzywając od nienormalnych po bardziej dobitne formy tego słowa tracę siłę i nadzieję że będzie dobrze. Co powinnam zrobić skoro ciągle prośby o rozmowę nie pomagają, groźby że odejdę również ( co zdaje sobie z tego sprawę że to nie jest odpowiednie), ale ja prawdę nie mam już pomysłów jak wpłynąć na to żeby wykazał zainteresowanie ratowaniem tej relacji. Teraz już wręcz błagam o to żeby powiedział o co mu chodzi, zaprzeczył że mnie nie kocha, ale nie widzę zaangażowania chociażby w rozmowę i dojście do porozumienia. Ostatnia kłótnia miała miejsce 11 dni temu. Od tamtej pory nieustannie próbuje z nim rozmawiać, pisać na ten temat, ale każda próba wygląda tak, że mnie zbywa i każe się zastanowić nad sobą. Poszło o to, że wszedł do łazienki kiedy ja z niej korzystałam niby nic wielkiego, ale to moja prywatność i nawet jeśli stoję przed lustrem to nie chce żeby wchodził bez zgody. Powiedział do mnie bardzo brzydko i obraził się, że mu nie pozwoliłam wejść. Co mam zrobić? Czy jest w ogóle szansa na to że kiedyś to zrozumie i przestanie się zasłaniać tym, że tak w związku jest?
Płaczę za każdym razem, gdy mój partner jedzie ode mnie do swojego domu.
Płaczę za każdym razem, gdy mój partner jedzie ode mnie do swojego domu. Kiedy jest u mnie i spędzamy czas, czuję się dobrze, a gdy tylko ma już wracać do siebie, to robi mi się przykro i zaczynam płakać. Czym to może być spowodowane?
Problemy ze snem i zmartwienia z powodu działań męża oraz utratą ukochanych psów

Czy jestem chora? Jestem znerwicowana. Mam problemy ze snem. Boję się, że coś się stanie, jak zasnę. Mąż stwarza zagrożenia, bo co wieczór jest pijany, więc ja chodzę i wszystko sprawdzam, a potem i tak nie mogę zasnąć. Mieszkamy na wsi. Rano mąż wyspany opowiada wszystkim, że ja śpię długo i śmieją się ze mnie. On pijany idzie spać o 20-tej, a ja czasem nie zasnę całą noc i muszę odespać później. I to jest szykana. Oprócz tego obgaduje mnie z miejscowymi babami. Głaskają go, a ze mnie się niby śmieją, tak opowiada mi. Dałabym radę, gdyby nie śmierć moich ukochanych psów...

Jak wspierać chłopaka transpłciowego i radzić sobie z lękem społecznym?
mam chłopaka transpłuciowego i każdy mnie tym lęka i go ze nie jest prawdziwym chłopakiem nie wiem jak sobie poradzić i jak pomoc mu.
Po sytuacji z mężem, jego masturbacją, poczułam się źle - niewystarczająca i oszukiwana.
Mam problem głównie ze sobą z powodu męża.. jesteśmy razem od 9 lat, po ślubie 2 lata, nasz związek od samego początku aż dotąd był bardzo udany, bardzo się kochamy, mamy podobne podejścia do wszystkiego, czujemy się przy sobie dobrze, mój mąż jest cudownym człowiekiem dla mnie, jest bardzo kochany, zawsze uśmiechnięty, dba o mnie, wspiera, naprawdę czuję, że trafiłam na kogoś idealnego.. natomiast w zeszłym roku wydarzyła się pewna sytuacja, z którą do tej pory nie mogę sobie poradzić.. były jego urodziny, w które chciałam mu sprawić przyjemność „łóżkową” i tak się stało, na tamten moment przynajmniej myślałam, że mu się podobało i było dobrze, ale następnego dnia po powrocie z pracy zastałam przy łóżku chusteczki, wiadomo po czym, na początku nie chciał się przyznać, że się masturbował rano, ale w końcu to potwierdził.. zawsze podczas naszego związku mówił mi, że on nie robi takich rzeczy, że nie jest mu to potrzebne, że ja mu wystarczam, że nie jest jak to powiedział „jakimś niewyżytym psem” ,żeby musieć się sam zaspokajać, a po tej sytuacji powiedział, że to był tylko raz, że nie wie dlaczego, tak po prostu.. poczułam się zraniona, oszukana, nieatrakcyjna, zaczęłam się zastanawiać co zrobiłam źle, czy poprzedniego wieczoru przed tym jak to zrobił byłam aż taka słaba w łóżku, że musiał sam sobie poprawić jak tylko wyszłam z domu, a on twierdzi, że to nie ma znaczenia, że cały czas tak samo mu się podobam, tak samo go pociągam, że jestem dla niego najpiękniejsza itd.. przegadaliśmy to jako tako, bo on więcej nie chce o tym rozmawiać, ale ja nie potrafię do tej pory sobie z tym poradzić, nie wiem czy bardziej chodzi o to, że mnie oszukał czy że w ogóle się zaspokajał, cały czas myślę dlaczego, czy dalej mnie nie okłamuje, czy może robi to dalej, tylko teraz dobrze się ukrywa.. nie wiem, dobija mnie to cały czas, doszło to do takiego stopnia, że zmieniłam świetną pracę na byle jaką, w której będę pracować w tych samych godzinach co on, bo w poprzedniej każdego dnia wychodząc rano do pracy myślałam cały czas o tym, że może właśnie to robi i mnie okłamuje, straciłam zaufanie do niego, mimo że do tego momentu był jedyną osobą, której ufałam bezgranicznie i zawsze mogłam na niego liczyć i niczym się nie martwić.. nie podejrzewam o żadne zdrady, bo wiem, że tego by nie zrobił, ale cały czas mam w głowie to, że mnie oszukuje i nadal to robi. Jest to dla mnie strasznie trudne, coraz gorzej to przeżywam, wiecznie płacze, a chciałabym być znowu szczęśliwa, witać go codziennie z uśmiechem jak przed tą sytuacją i nie rozmyślać o tym w kółko, bo męczy mnie już to strasznie do tego stopnia, że mimo, że kocham tego człowieka nad życie i chciałabym być przy nim do grobowej deski to myślę o rozwodzie, żeby zarówno on się nie męczył cały czas moim złym nastrojem i żebym ja mogła przestać myśleć już o tym co on robi i czy mnie nie okłamuje.. juz nie mam siły