Mam wrażenie, że w tym wszystkim najbardziej boli Cię nie brak konkretnych zachowań męża, ale poczucie, że jesteś obok niego, a jednak nie jesteś z nim naprawdę blisko. I to może być bardzo samotne uczucie, szczególnie po 20 latach małżeństwa.
Jednocześnie uważałabym z wnioskiem, że skoro nie przytula się wtedy, kiedy Ty tego potrzebujesz, albo woli być aktywny podczas wyjazdu, to znaczy, że Cię nie kocha. Ludzie bardzo różnie okazują uczucia i to, co dla jednej osoby jest bliskością, dla drugiej może nią nie być. Jego zapewnienia również nie muszą oznaczać, że świadomie coś przed Tobą ukrywa albo oszukuje samego siebie.
Mam natomiast wrażenie, że problemem stała się ogromna rozbieżność między tym, czego Ty potrzebujesz, a tym, co dostajesz. I tego nie warto już zagłuszać. Zamiast pytać męża „czy naprawdę mnie kochasz?”, spróbowałabym rozmawiać bardziej konkretnie: „Potrzebuję więcej czułości, wspólnego czasu, zainteresowania mną. Czuję się samotna w naszym małżeństwie i chciałabym razem sprawdzić, czy możemy coś z tym zrobić”.
Ważne jest też to, co wydarzyło się podczas Twojej terapii. Skoro przez półtora roku tak mocno odsuwałaś temat małżeństwa, być może dopiero teraz zaczynasz naprawdę dopuszczać do siebie własne potrzeby i emocje. To może być bolesne, ale nie oznacza, że coś zepsułaś albo że jest już za późno.
Nie próbowałabym też sama „ratować” całego małżeństwa. Do tego potrzebne są dwie osoby. Możesz zaproponować terapię par, ale przede wszystkim powiedzieć mu wprost, jak bardzo jesteś już zmęczona samotnym przeżywaniem tego problemu.
I nie czekaj, aż któreś z Was „pewnego dnia się obudzi” i wszystko okaże się stracone. Macie dziś możliwość sprawdzenia, czy za tym przyzwyczajeniem nadal jest przestrzeń na bliskość. Warto z niej skorzystać, zamiast zgadywać, co dzieje się w głowie męża.
~ Jagoda Jek, psycholożka