
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, związki i relacje
- Czuje sie...
Czuje sie zagubiona: brak pracy, brak hobby i stres o zwiazek oraz wspolna przyszlosc
Anonimowy
Kamila Grobelna
Dzień dobry,
Mam wrażenie, że w tym, co opisujesz, jest sporo zagubienia, ale to nie znaczy, że coś jest z Tobą nie tak. Masz 20 lat i naprawdę nie musisz jeszcze mieć poukładanego życia, pracy, pasji i konkretnego pomysłu na siebie.
Możliwe, że związek na odległość przez długi czas wyznaczał Ci rytm życia — czekanie na spotkanie, intensywny czas razem, rozstanie i znowu czekanie. Teraz, kiedy chłopak jest na miejscu, a jednocześnie ma pracę i mniej czasu, nagle pojawiło się dużo pustej przestrzeni, z którą trudno Ci się odnaleźć.
Nie próbowałabym jednak na siłę „znaleźć swojej pasji”. Lepiej zacząć od bardzo małych rzeczy niezwiązanych ze związkiem — wyjścia samej na spacer, zapisania się na jakieś zajęcia, pracy choćby na część etatu, spotkania ze znajomą, spróbowania czegoś nowego. Nie wszystko musi od razu być „zajawką na całe życie”.
Ważne jest też, żebyś nie budowała całego swojego poczucia bezpieczeństwa wyłącznie na związku. Możesz kochać chłopaka i jednocześnie potrzebować własnego życia. Paradoksalnie własne zainteresowania, znajomi i aktywności mogą też odciążyć sam związek — wtedy nie musi on być całym Twoim światem.
A jeśli najbardziej stresuje Cię myślenie o tym, jak będzie wyglądało Wasze życie za rok czy dwa, spróbuj nie rozwiązywać dzisiaj całej przyszłości. Na ten moment wystarczy zastanowić się: co małego mogę zrobić w tym tygodniu tylko dla siebie? Od tego można zacząć.
Pozdrawiam, psycholog Kamila Grobelna
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jagoda Jek
Wcale nie musisz mieć w wieku 20 lat gotowej odpowiedzi na pytanie, co chcesz robić i jak ma wyglądać Twoje życie. To, że teraz czujesz się zagubiona, nie oznacza, że stoisz w miejscu na zawsze.
Mam wrażenie, że po przejściu ze związku na odległość do wspólnego, bardziej „codziennego” życia zmieniło się bardzo dużo. Wcześniej naturalnie miałaś rytm: tęsknota → oczekiwanie → spotkanie → rozłąka. Teraz tego napięcia jest mniej, a pojawiła się zwyczajność. Możliwe, że dopiero teraz zauważasz, ile przestrzeni w Twoim życiu zajmował związek.
Nie musisz od razu znaleźć wielkiej pasji. Zacznij od zbudowania własnego rytmu niezależnego od chłopaka: jedna rzecz związana z ruchem, jedna aktywność poza domem, kontakt z kimś innym niż partner i jeden mały cel na każdy dzień. Możesz próbować różnych rzeczy bez oczekiwania, że każda musi zostać Twoją „zajawką”.
Warto też zwrócić uwagę na myśl „jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy oboje będziemy pracować i studiować”. Tego dzisiaj nie musisz rozwiązywać. Możecie wspólnie ustalić, jak chcecie dzielić czas, ale nie próbuj przeżyć z wyprzedzeniem całego przyszłego życia.
I chyba najważniejsze: budowanie własnego życia nie oznacza odsuwania się od chłopaka. Chodzi o to, żeby związek był jego częścią, a nie jedynym miejscem, w którym czujesz, że coś się dzieje.
Jeśli od dłuższego czasu nie masz energii, zainteresowań ani poczucia sensu i trudno Ci zacząć nawet drobne rzeczy, warto porozmawiać z psychologiem – nie dlatego, że „coś jest z Tobą nie tak”, tylko żeby sprawdzić, co stoi za tym poczuciem utknięcia.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka
Sylwia Skibińska
Dzień dobry, wygląda na to, że przez dłuższy czas związek zajmował bardzo dużą część Pani życia. W relacji na odległość rytm wyznaczało oczekiwanie na kolejne spotkanie, a kiedy zamieszkali Państwo bliżej siebie i partner zaczął pracować, pojawiła się przestrzeń, której wcześniej nie trzeba było samodzielnie wypełniać.
Warto teraz stopniowo budować własną codzienność niezależną od partnera, nie musi Pani od razu znaleźć „wielkiej pasji”. Można zacząć od drobnych rzeczy: regularnego ruchu, wyjścia z domu, kontaktów z innymi osobami, kursu czy sprawdzania różnych zainteresowań. Celem jest stworzenie życia, w którym związek jest ważną częścią, ale nie jedynym źródłem bliskości, emocji i poczucia sensu.
Nie musi Pani również już teraz wiedzieć, jak pogodzić w przyszłości pracę, studia i związek. Warto skupić się przede wszystkim na tym, na co ma Pani wpływ obecnie. Jeżeli poczucie zagubienia i trudność w podejmowaniu aktywności utrzymują się, konsultacja z psychologiem może pomóc Pani lepiej zrozumieć ten schemat i krok po kroku odzyskać własną przestrzeń.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Joanna Kaminiak-Orzechowska
Dzień dobry,
To co opisujesz wydaje się być kryzysem tożsamości, który często przechodzimy w wieku 20 lat. Oznacza to, że nie możemy odnaleźć siebie, swojej drogi, zainteresowań.
Dodatkowo znajdujesz się w przełomowym momencie w związku, który często jest bardzo trudny, wspólne mieszkanie wprowadza bardzo dużo nowych elementów, a co za tym idzie konfliktów. Docieranie się jest trudne, ale związek zyskuje na tym z czasem, ponieważ dzięki temu możecie rozwijać się osobno oraz jako para.
Możesz spróbować kilku rzeczy; poszukać miejsc i czynności, które wydawały Ci sie kiedyś pasjonujące oraz spędzać więcej czasu ze znajomymi, to powinno dać oddech Tobie i związkowi i być może odświeżyć Twoje myślenie.
Masz jeszcze dużo czasu, aby wybrać swoją drogę zawodową, nie nakładaj na siebie za dużej presji.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Kaminiak-Orzechowska, psychoterapeutka psychodynamiczna
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Mam wrażenie, że po zmianie z życia „od spotkania do spotkania” znalazła się Pani w zupełnie nowej rzeczywistości, w której pojawiło się więcej codzienności, a mniej wyczekiwania i silnych emocji. To może być zaskakująco trudne.
Nie musi Pani od razu znaleźć pasji ani „ogarnąć całego życia”. Warto zacząć od małych rzeczy, które będą tylko Pani krótkiego spaceru, aktywności, spotkania z kimś, nauki czegoś nowego. Celem na początku nie musi być zachwyt, ale zbudowanie własnej przestrzeni poza związkiem.Warto też przyjrzeć się temu, ile w Pani lęku dotyczy obecnej sytuacji, a ile przyszłości, która jeszcze się nie wydarzyła. Studia, praca i wspólne życie będą wymagały organizacji, ale nie musi Pani rozwiązać ich wszystkich już teraz.
Może warto zadać sobie dwa pytania:
Co chciałabym mieć w swoim życiu, nawet gdybym przez chwilę nie myślała o związku?
Jaki jeden mały krok mogę zrobić w tym tygodniu tylko dla siebie?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Ignacy Wakulski
Dzień dobry :)
Z twojego wpisu wynika, że zmagasz się aktualnie z kryzysem, który został wywołany kilkoma zmianami w Twoim życiu: zmienił się stan Twojej relacji z chłopakiem, masz trudności ze znalezieniem pracy i hobby, które byłoby dla Ciebie odpowiednie. W takiej sytuacji zrozumiałe jest to, że czujesz się zagubiona i być może odczuwasz dyskomfort i przygnębienie. Na szczęście kryzysy, które niekiedy pojawiają się na przestrzeni naszego życia, mimo iż aktualnie sprawiają cierpienie mogą być również okazją do rozwoju i szukania nowych rozwiązań. Być może boisz się co przyniesie przyszłość i to jest również okej ponieważ stoisz przed sytuacją, która wydaje się dla Ciebie wymagająca. Szukanie pracy bywa trudne i monotonne lecz warto się nie poddawać, wysyłać CV lub przejść się po miejscach, które Cię interesują i zapytać o pracę. Myślę, że w Twoim przypadku istotne mogłoby być zadbanie o siebie i dostarczenie sobie pozytywnych wzmocnień. Dostarczanie pozytywnych wzmocnień to po prostu doświadczanie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i powodują, że lepiej się czujemy. Możesz spytać samej siebie co lubiłaś kiedyś robić, co sprawiało by Ci radość lub czym się interesujesz i spróbować zacząć to robić :)
Z Twojego opisu wnioskuje, że zmagasz się obniżonym nastrojem, który trwa już od dłuższego czasu i może wskazywać na doświadczanie przez Ciebie trudności depresyjnych. Jeśli obniżony nastrój, brak energii i brak poczucia przyjemności towarzyszą Ci od dłuższego czasu warto udać się po pomoc do terapeuty lub psychiatry ponieważ jeśli mamy doczynienia z depresją to można ją leczyć farmakologicznie lub psychoterapią i to jak się teraz czujesz nie musi trwać na zawsze. Chciałbym jednak zaznaczyć, że moja odpowiedź nie jest diagnozą depresji a jedynie wskazówką i sugestią co mogłabyś zrobić w zaistniałej sytuacji. Powodzenia :)
Urszula Markowska
Dzień dobry,
to, co opisujesz, może być związane z dużymi zmianami w Waszej relacji i w codziennym życiu. Związek na odległość miał swój rytm: czekanie na spotkanie, intensywny czas razem, pożegnanie i ponowne oczekiwanie. Po zamieszkaniu razem relacja staje się częścią codzienności, a do tego dochodzą obowiązki, praca i mniej wspólnego czasu. Dodatkowo tryb pracy Twojego partnera również może zmniejszać ilość czasu dostępnego dla Was jako pary, a on sam może potrzebować więcej odpoczynku. To wszystko może wymagać odnalezienia się w zupełnie nowym sposobie bycia razem.
Możliwe też, że przez długi czas duża część Twojej uwagi była skupiona na relacji. Teraz może pojawiać się pytanie o to, co jest Twoje poza związkiem - jak chcesz spędzać czas, co Cię ciekawi, z kim chcesz mieć kontakt i co daje Ci poczucie satysfakcji. Masz 20 lat i jesteś w momencie, w którym wiele rzeczy dopiero się kształtuje. To może być jednocześnie ekscytujące i przytłaczające. Nie musisz od razu znajdować "zajawki" czy wielkiej pasji. Czasem warto po prostu próbować nowych rzeczy i sprawdzać, co choć trochę Cię ożywia.
Przed Wami też kolejne zmiany - praca, studia, obowiązki. Być może teraz ważne będzie pytanie, nie tylko o to, jak będzie wyglądał Wasz związek, ale również o to, jak chcesz, żeby wyglądało Twoje życie obok związku.
Jeśli poczucie zagubienia i trudność w zajęciu się czymkolwiek poza relacją utrzymują się i mocno Cię obciążają, warto też porozmawiać o tym z psychologiem lub psychoterapeutą.

Zobacz podobne
Mam takie dni, że często czuję się, jakby moje życie straciło sens, a wątpliwości dotyczące moich celów nie dają mi spokoju. Ten cały kryzys egzystencjalny sprawia, że rzeczy, które kiedyś robiłem z automatu, teraz wydają się bez sensu.
Często myślę: 'po co ja to w ogóle robię?' i brak mi konkretnej odpowiedzi. Lęk przed nieznanym i brak poczucia spełnienia są teraz moją codziennością. Zastanawiam się, czy to po prostu normalny etap w życiu, czy potrzebuję wsparcia, żeby lepiej zrozumieć, co się ze mną dzieje. Naprawdę chciałabym dowiedzieć się, jak radzić sobie z tymi wątpliwościami i lękami, które są teraz moimi częstymi towarzyszami.
Dodatkowo zauważyłem, że coraz częściej boję się wychodzić z domu, bo nie wiem, co mnie spotka. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale chyba boję się konsekwencji jakiś przeszłych zdarzeń, że karma wróci i coś mi się stanie
TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa.
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń.
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał.
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej.
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności.
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego.
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.

