Usunięty Specjalista_tka
To, co opisujesz, jest głęboko ludzkie, ale też bardzo obciążające. I przede wszystkim – zasługuje na zrozumienie, a nie ocenę.
Brzmisz jak ktoś, kto ma w sobie ogromną wrażliwość, ambicję, wyobraźnię i chęć życia „pełną sobą” – ale też jak ktoś, kto od dawna dźwiga napięcie, presję i samotność z tym wszystkim.
Te dwa tryby, o których piszesz – mogą być próbą Twojego organizmu, żeby jakoś przetrwać w świecie, który go przytłacza. Pierwszy tryb – ten narwany, chciwy, głodny – może być sposobem na radzenie sobie z pustką, niepokojem, brakiem kontroli. Taki „haj działania”, który daje iluzję panowania nad życiem. Ale on też męczy, bo rzadko daje prawdziwe ukojenie.
Drugi tryb – ten spadek, wypalenie – przychodzi jak kac po intensywnym biegu bez chwili wytchnienia. Jakby ciało i psychika mówiły: „stop, nie dam rady, potrzebuję spokoju”. I niestety wtedy przychodzi też samoocena, frustracja, krytyk wewnętrzny, który jeszcze dokłada ciężaru.
To, co przeżywasz, może mieć wiele nazw – czasem mieści się to w spektrum ADHD (szczególnie u kobiet to może się tak objawiać), czasem w zaburzeniach nastroju o charakterze cyklicznym, czasem w chronicznym zmęczeniu, wypaleniu emocjonalnym, a czasem w skutkach życia w napięciu i przemocy. Ale zanim nazwiesz to klinicznie – warto uznać, że to są realne stany, a nie „widzimisię”. To nie Ty jesteś „niezorganizowana” czy „słaba” – to Twój system nerwowy próbuje radzić sobie z czymś, co go przerasta.
Chciałabym Ci zadać kilka pytań, które mogą być pomocne:
Czy masz w życiu momenty, w których naprawdę czujesz się spokojna? Co Ci wtedy pomaga?
Co się dzieje chwilę przed wejściem w ten „pierwszy tryb”? Czy umiesz go jakoś rozpoznać?
Jak Twój organizm reaguje na stres? Masz bóle, napięcia, problemy ze snem?
Czy czujesz, że masz gdzieś miejsce, gdzie możesz być w pełni sobą – bez ciśnienia?
Pozdrawiam,
Jagoda Jucha









