
Kryzys w malzenstwie po klotniach i wybuchu emocji - jak naprawic relacje z zona i poradzic sobie z emocjami?
Zagubiony
Jagoda Jek
Dostrzegam w tym, że zacząłeś zauważać swój udział w problemie i realnie coś z tym robisz, bardzo ważny pierwszy krok. Same przeprosiny czy większe zaangażowanie w dom jednak mogą nie wystarczyć, jeśli wcześniej przez lata narastało w Was dużo żalu. Nie próbowałbym też sam sobie przypisywać „toksyczności”, choroby afektywnej dwubiegunowej czy borderline - takich rzeczy nie da się stwierdzić na podstawie jednej awantury, a diagnozę stawia specjalista. W Twojej sytuacji warto przede wszystkim rozpocząć indywidualną terapię, żeby nauczyć się rozpoznawać narastające napięcie, regulować emocje i inaczej reagować w konflikcie. Jeśli żona będzie na to gotowa, kolejnym krokiem może być terapia par. Jednocześnie daj jej przestrzeń - nie próbuj przekonywać jej codziennie, że się zmieniłeś. Najlepszym dowodem będzie to, jak będziesz funkcjonował przez kolejne tygodnie i miesiące, również wtedy, gdy pojawi się frustracja. ~ Jagoda Jek, psycholożka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Kaminiak-Orzechowska
Dzień dobry,
Kryzysy w związku są naturalną jego częścią, mimo tego, że przysparzają wiele trudności, mogą być bardzo rozwojowe dla pary.
Myślę, że bardzo ważne jest to, żeby powiedział Pan żonie to co tutaj napisał i to jak się czuje, to znaczy, że nie miał Pan na myśli słów, których użył, ale że czuł Pan napięcie między Wami od dłuższego czasu i opisał z czego to wynikało.
Jeśli poszerzy Pan rozumienie żony i będzie kontynuował swoje zaangażowanie w rodzinę, to może przynieść oczekiwany rezultat. Jest to proces, dlatego należy być cierpliwym.
Ponadto jeśli uzna Pan, że odczucia żony nie zmieniły się i nadal myśli o rozstaniu, może zaproponować Pan jej wspólną pracę nad związkiem na terapii par.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Kaminiak-Orzechowska, psychoterapeutka psychodynamiczna

Zobacz podobne
Dzień dobry, zazwyczaj rozwiązuję swoje problemy sama, ale ten bardzo mnie męczy. Niedawno zaczęłam nową szkołę, co było dla mnie bardzo stresujące głównie pod względem znajomości, ponieważ przez zaburzenia lękowe oraz typ osoby, jaką jestem, poznawanie nowych osób jest dla mnie bardzo trudne. Boję się przelotnych znajomości i chciałabym znaleźć od razu kogoś, komu łatwo zaufać.
Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że już pierwszego dnia usiadła ze mną wyglądająca dość miło dziewczyna. Już wcześniej pisałam ze swoją klasą, ale jednak wrażenia na żywo są najważniejsze. Siedziałyśmy tak większość tygodnia, z innymi osobami też rozmawiałam i naprawdę czułam, że uda mi się zaaklimatyzować. Niestety, dzisiaj bez żadnego konkretnego powodu wszystkie dziewczyny niechętnie ze mną rozmawiały… Większość lekcji siedziałam sama, a wcześniej przecież byłam z jedną osobą. Nie wiedziałam, co się nagle zmieniło.
Przez tę sytuację moje silne mechanizmy lękowe dotyczące relacji z innymi się odpaliły i resztę dnia czułam się bardzo źle. Ze stresu wróciłam do takich nawyków jak drapanie rąk, gryzienie policzka itp. Wiem, że jest to słabe zachowanie, ale poczułam się strasznie nieważna. Nic, co by wpłynęło na jakąś niechęć innych do mnie, się nie stało, więc co jest ze mną nie tak??
Najgorsze jest to, że jak próbowałam rozmawiać dzisiaj z kimkolwiek, to kończyło się od razu brakiem zainteresowania po jakiejś minucie… Najboleśniej jednak było w momencie, gdy rozmawiałam z dwiema dziewczynami, idąc przy okazji na wspólny dla naszej trójki przystanek, i po 2 minutach drogi zostałam wykluczona kompletnie z rozmowy. Nawet nie zauważyły, że nie idę już za nimi…
Zdaję sobie sprawę, że do nowego miejsca trzeba się przyzwyczaić, ale nie rozumiem, czemu po tygodniu zostałam sama. Żadna inna dziewczyna nie ma takiego problemu i niestety jest nas nieparzyście, co utrudnia całą sytuację… Chciałam przez to iść do swojego psychologa, niestety z godziny na godzinę moja wizyta została bez wytłumaczenia odwołana i przez to zaczęłam się czuć jeszcze gorzej. Bardzo dzisiaj potrzebowałam tego wsparcia. :((
W następnym tygodniu mam z klasą wycieczkę na kilka dni. Bardzo nie chcę tam jechać, ale nie mam wyboru… Bardzo się boję na niej jeszcze większego odrzucenia albo tego, że ktoś mi coś zrobi, jak będę spała czy odpoczywała… :/
Wiadomo, czas pomaga, lecz jestem osobą tak wrażliwą na punkcie znajomości, że dzisiaj czułam się jak najgorszy człowiek na świecie. Próbuję wyglądać jak najlepiej, codziennie się maluję, co przerwę się poprawiam przed lustrem i odświeżam, jestem miła i życzliwa dla wszystkich, a i tak zostałam sama…
Ta adaptacja mnie męczy. Chciałabym, aby znajomości stworzyły się łatwiej, a na razie wszystko się psuje… Bardzo proszę o pomoc, nie mam teraz czasu szukać kolejnej wizyty u terapeuty, bo po weekendzie wyjeżdżam. Mam irracjonalny żal nawet do psychologa, bo zostałam sama w potrzebie, która i tak pewnie jest moimi przewidzeniami…

