
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, kryzysy, rodzicielstwo i rodzina
- Mam 14 lat, myśli...
Mam 14 lat, myśli samobójcze i samookaleczanie - jak szukać pomocy bez wsparcia rodziców?
Treść wrażliwaChinszczyzna
Filip Świderski
Cześć Hania, to z czym obecnie się mierzysz musi być niesamowicie trudne. Z tego co opisujesz wybrzmiewa duża bezsilność wobec sytuacji, w której nie możesz otrzymać pomocy, której tak naprawdę potrzebujesz. Pamiętaj, że w takich sytuacjach NIGDY nie jesteś pozostawiona sama sobie. Zachęcam do skorzystania z telefonu zaufania https://116111.pl/zadzwon/ . Myślę, że będzie to dobry początek.
Trzymam kciuki!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Paulina Gromelska
Haniu, dobrze, że o tym napisałaś. To, co opisujesz, brzmi jak bardzo trudna sytuacja i nie powinnaś próbować radzić sobie z tym wszystkim sama. Najważniejsze byłoby teraz powiedzenie o swoim samopoczuciu jednej zaufanej osobie dorosłej. Nie musi to być od razu rodzic. Może to być ktoś z rodziny, rodzic przyjaciółki, nauczyciel, pedagog, psycholog szkolny, lekarz albo inna dorosła osoba, przy której czujesz się bezpiecznie. Jeśli trudno Ci powiedzieć o tym na głos, możesz po prostu pokazać komuś wiadomość, którą napisałaś tutaj. Rozumiem też, że boisz się reakcji rodziców. Nie musisz jednak sama wiedzieć, jak rozwiązać tę sytuację ani jak zorganizować sobie pomoc. Na początek wystarczy znaleźć jedną dorosłą osobę i powiedzieć jej, że od dłuższego czasu jest Ci bardzo trudno, pojawiają się myśli samobójcze i zdarzało Ci się samookaleczać. Jeśli na razie łatwiej byłoby Ci porozmawiać z kimś anonimowo, możesz zadzwonić pod 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Możesz tam opowiedzieć o tym, co się dzieje, także wtedy, gdy nie wiesz jeszcze, co powinnaś zrobić dalej. Telefon jest bezpłatny i działa przez całą dobę. Jeżeli w którymś momencie poczujesz, że możesz zrobić sobie krzywdę, postaraj się nie zostawać wtedy sama i od razu powiedz o tym komuś dorosłemu, kto jest obok. W takiej sytuacji można też skorzystać z pilnej pomocy medycznej. Nie musisz dzisiaj rozwiązać wszystkich swoich problemów. Najważniejszym krokiem na teraz jest to, żeby ktoś dowiedział się, jak bardzo jest Ci trudno.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Bardzo mi przykro, że spotyka Cię hejt w Twoim otoczeniu. Domyślam się, że jest to dla Ciebie niezwykle trudna sytuacja i dobrze, że dzielisz się tym z nami. Piszesz, że od dłuższego czasu masz myśli samobójcze, a nikt nie wie i nie masz w nikim wsparcia i zrozumienia. Haniu, wpis jakiego dokonałaś, może być początkiem nowego etapu życia. Należy Ci się szacunek i zrozumienie, a to jak wyglądasz jest najmniej istotne. Nie jest ważne czy nosisz mało modne ciuchy czy masz irokeza. Co by to nie było to sprawia, że pokazuje Ciebie w jakiś sposób i masz prawo do tego. Co zrobić? Podaję ci numery które są skierowane dla dzieci i młodzieży. Po drugiej stronie są dorośli, którzy wysłuchają, doradzą i wesprą bez oceniania i bez hejtu. 800 119 119 to numer pod którym dyżurują psychologowie codziennie między 14 a 22.00 Drugi numer 116 111, a ten numer jest czynny całodobowo. Nie obawiaj się rozmawiać o tym, co Cie boli, spróbuj zaufać. Wszystkiego dobrego Haniu Ci życzę.
Sylwia Skibińska
Witaj Haniu. To, co opisujesz: myśli samobójcze, samookaleczanie i poczucie, że nie chcesz dłużej żyć wymaga pomocy teraz, nie powinnaś zostawać z tym sama. Powiedz zaufanej dorosłej osobie, co się dzieje może to być ktoś z rodziny, psycholog, pedagog, nauczyciel czy rodzic koleżanki. Jeśli czujesz, że możesz zrobić sobie krzywdę, zadzwoń pod 112 lub poproś kogoś, żeby pojechał z Tobą na najbliższy SOR. Najważniejsze teraz jest Twoje bezpieczeństwo i dotarcie do osoby dorosłej, która pomoże Ci uzyskać dalszą pomoc.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Haniu, bardzo się cieszę, że napisałaś o tym wprost. To, że masz myśli samobójcze i kilka razy się okaleczałaś, oznacza, że potrzebujesz teraz realnego wsparcia dorosłej osoby,nie musisz czekać, aż będzie jeszcze gorzej.
Proszę, nie zostawaj dziś sama z tymi myślami. Jeśli boisz się powiedzieć rodzicom, wybierz inną zaufaną osobę dorosłą np. kogoś z rodziny, rodzica przyjaciółki czy inną osobę, przy której czujesz się bezpiecznie. Możesz nawet pokazać jej swój wpis zamiast wszystkiego opowiadać.
Jeśli czujesz, że możesz zrobić sobie krzywdę teraz, potrzebna jest natychmiastowa pomoc, nie zostawaj sama i skontaktuj się z pomocą ratunkową pod nr alarmowym 112 lub Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 - możesz powiedzieć dokładnie to, co napisałaś tutaj.I jeszcze jedno: hejt dotyczący Twojego wyglądu ani krytyka ze strony innych osób nie mówią prawdy o Twojej wartości. To, że teraz bardzo cierpisz, nie oznacza, że tak będzie wyglądało całe Twoje życie.
Czy jest teraz obok Ciebie jakaś dorosła osoba, przy której możesz zostać i której możesz pokazać ten wpis?
Co mogłoby sprawić, że najbliższe kilka godzin będzie dla Ciebie choć odrobinę bezpieczniejsze?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Karol Boruch-Gruszecki
Cześć Hania,
Bycie nastolatką nie jest łatwe. Rozumiem, że przechodzisz przez bardzo trudny okres w tym momencie i możesz nie widzieć na ten moment drogi naprzód. Jest to ok, czasami życie potrafi być przytłaczające, szczególnie jeśli czujesz, że nie masz wsparcia od rodziców, nauczycieli lub znajomych. Nie jesteś w tym sama - rozmawiałem z wieloma osobami, które przechodziły podobne trudności w twoim wieku, a z czasem udało im się stworzyć dla siebie życie warte przeżycia. Wymaga to jednak czasu i dania sobie szansy, na to żeby było lepiej.
Możesz spróbować znaleźć osobę, której ufasz najbardziej - ze swoich znajomych, rodziny lub kadry nauczycielskiej. Rozmowa i dzielenie się problemami, które przeżywasz może pomóc ci znaleźć drogę naprzód i zrzucić z siebie część ciężaru, który nosisz.
Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą, byłaby najlepszym rozwiązaniem. W twojej szkole powinien być psycholog szkolny. Możesz spróbować pójść do niej_niego na przerwie lub po lekcjach i opowiedzieć trochę o twojej sytuacji. Nie musisz od razu mówić wszystkiego oraz możesz poprosić. Możesz również poprosić o to, aby spotkanie pozostało między wami.
Kolejną opcją jest skorzystanie z telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży
Telefon zaufania 116 111 jest czynny 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Połączenie jest bezpłatne.
Na stronie możesz również skorzystać z czatu, jeśli wstydzisz się dzwonić. Daj sobie szansę, w przyszłości możesz być bardzo wdzięczna za to zawalczyłaś o siebie :)
Serdecznie pozdrawiam,
Karol Boruch-Gruszecki
Jagoda Jek
Haniu, to, co napisałaś, jest bardzo ważne i nie powinnaś zostawać z tym sama. Skoro masz myśli samobójcze i zdarzało Ci się okaleczać, potrzebujesz teraz realnego wsparcia dorosłej osoby – nawet jeśli bardzo boisz się reakcji rodziców.
Nie musisz zaczynać od opowiadania wszystkiego. Możesz powiedzieć komuś zaufanemu dokładnie jedno zdanie: „Mam myśli samobójcze i boję się, że mogę zrobić sobie krzywdę. Potrzebuję pomocy”. Jeśli trudno Ci to powiedzieć, możesz po prostu pokazać tej osobie swój wpis.
Możesz też skontaktować się z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111. Jest bezpłatny, działa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, a dostępny jest również całodobowy czat. Pracują tam psychologowie i pedagodzy.
Jeżeli teraz czujesz, że możesz zrobić sobie krzywdę, nie zostawaj sama, odłóż od siebie wszystko, czym mogłabyś się zranić, przejdź do miejsca, gdzie jest druga osoba i zadzwoń pod 112. To numer alarmowy do sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia.
I jeszcze jedno: to, że boisz się reakcji rodziców, nie oznacza, że masz pozostać bez pomocy. Twoje bezpieczeństwo jest teraz ważniejsze niż to, czy ktoś będzie zły.
Nie musisz dzisiaj rozwiązać wszystkich swoich problemów. Najważniejsze jest, żebyś bezpiecznie przeszła przez ten moment i dopuściła do siebie pomoc drugiej osoby.
~ Jagoda Jek, psycholożka

Zobacz podobne
Mam problem w domu, z moim tatą szczególnie.
Widzę nierówne traktowanie między mną a bratem.
Brata pyta się, czy gdzieś z nim nie pojedzie, jak po długim czasie przyszedł do kuchni, to powiedział do niego "czekaliśmy na ciebie", podnosi na mnie często głos i się na mnie frustruje. Ostatnio trochę dochodziło między nami do różnicy zdań i zauważyłam, że zaczął mnie już wgl ignorować.
Jak ja przychodzę do kuchni, to on ostatencyjnie wychodzi i jak ja wychodzę, to dopiero do tej kuchni wraca i z bratem moim rozmawiają godzinami, a ze mną ostatnio herbatę pil może rok temu, i to może max. 2 razy, nie więcej. Kiedy się pytałam, czemu tak robi, to powiedział, że tak jest dobrze (czy coś takiego), że tak powinno być? Że on rozmawia z moimi braćmi a ja z mamą. Później była taka sytuacja, że obok niego było wolne krzesło i ja obok niego usiadłam, to parę minut później się przesiadł koło mamy. Kiedy indziej znowu była podobna sytuacja, że kiedy obok mnie było wolne miejsce (tylko obok mnie) to przyniósł sobie krzesło z pokoju obok i usiadł na boku.
I np. była taka sytuacja jeszcze w sklepie, że nie chciał ze mną robić wspólnie zakupów. To wszystko mnie już psychicznie tak wykańcza, że nie daje sobie rady emocjonalnie i ciągle płacze o to, bo czuję, że moja mama też mnie ignoruje i też woli brata. Np.pyta go, czy pojadą tu, czy tam. Jak mieliśmy robić zakupy to powiedziała do taty " to ty zrobisz zakupy z K. a ja sama" . No i oczywiście tata powiedział, że on zrobi sam.. czuję się odrzucona w tym domu, niechciana. Było wiele, na prawdę wiele rozmów na ten temat. Widzieli moje łzy, ale one ich nie ruszają. I w końcu z tej złości i smutku zaczęłam na niego mówić po imieniu, czyli " Zbyszek". To była w domu jedna wielka awantura i afera i odwrócenie się do mnie, że jak ja tak mogę do własnego ojca mówić i jak ja się zachowuje.
Nie było żadnego zrozumienia moich uczuć i było odrzucenie mnie przez resztę rodziny. Czyli w sumie wychodzi na to, że on może mnie ignorować i mi to pokazywać, a ja mam biernie to znosić .. nie wiem, jak sobie z tym wszystkim radzić już, z tymi emocjami :( Problem w tym, że ja na nich za bardzo polegam, bo tak naprawdę mam tylko jedną koleżankę, z którą rozmawiam raz na miesiąc, ma dziecko i swoje życie już więc rozumiecie. Dlatego może tak się uwiesiłam tej rodziny.
Z narzeczonym będę mogła zamieszkać dopiero za około pół roku, bo obiecał bratu pokój. (Wtedy nawet nie myślałam o zamieszkaniu). Nie wiem, jak sobie radzić z tym przerażającym smutkiem i poczuciem osamotnienia?

