
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, związki i relacje
- Nagłe zerwanie...
Nagłe zerwanie sześcioletniej przyjaźni po terapii kolegi – skąd chłód, zarzuty i zmiana zachowania?
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Panie Radosławie. Z opisu nie da się stwierdzić, „co wydarzyło się” z Pana kolegą ani przypisać jego zachowania DDA czy terapii. Widać natomiast, że zmienił sposób, w jaki postrzega Waszą relację i zaczął wyznaczać granice, miejscami w sposób bardzo kategoryczny i raniący.
Warto rozdzielić dwie kwestie. Pana kolega ma prawo uznać, że relacja mu nie służy, ograniczyć kontakt czy nie chcieć rozmawiać o problemach. Jednocześnie określenia takie jak „wampir energetyczny”, stawianie się na „wyższym poziomie emocjonalnym” czy komunikat, że na wspólny trening pójdziecie, „jak Pan zasłuży”, nie są konstruktywnym sposobem rozwiązywania konfliktu.
Pan kilkukrotnie próbował wrócić do rozmowy i uzyskać wyjaśnienie. Jeżeli druga osoba konsekwentnie tego nie chce, dalsze próby mogą być przez nią odbierane jako nacisk, nawet jeśli Pana intencją jest pojednanie. Nie każdą wieloletnią relację da się zakończyć wspólnym wyjaśnieniem.
Na tym etapie najzdrowsze wydaje się uszanowanie jego decyzji i zaprzestanie kontaktu. Warto natomiast dla siebie zastanowić się czy w części jego uwag znajduje Pan coś, nad czym rzeczywiście chciałby Pan pracować ale bez przyjmowania wszystkich jego ocen jako obiektywnej prawdy o sobie.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jagoda Jek
Rozumiem, dlaczego ta sytuacja jest dla Ciebie tak dezorientująca. Z Twojego opisu wynika, że relacja przez lata była bardzo intensywna, a później Adam zaczął stawiać coraz mocniejsze granice i jednocześnie robił to w sposób, który dla Ciebie był trudny do przewidzenia.
Nie da się jednak uczciwie stwierdzić, „co się stało z Adamem”, ani przypisać jego zachowania konkretnej diagnozie. Terapia czy doświadczenia z ojcem alkoholikiem mogą wpływać na sposób budowania relacji, ale nie tłumaczą automatycznie każdego zachowania.
Warto zwrócić uwagę na coś innego. Ty postrzegasz Waszą przyjaźń jako relację, w której konflikty powinno się omówić i naprawić. On najwyraźniej w pewnym momencie zdecydował, że nie chce już tej relacji w takiej formie. Może mieć ku temu powody, z którymi się nie zgadzasz, a nawet takie, które uważasz za niesprawiedliwe. Mimo to ma prawo zakończyć znajomość bez przeprowadzania rozmowy, która da Ci satysfakcjonujące wyjaśnienie.
Jednocześnie jego późniejsze zachowania – życzenia, polubienie zdjęcia, zgoda na wspólną siłownię – mogły być dla Ciebie sygnałem, że jednak chce wrócić do relacji. Nic dziwnego, że próbowałeś wtedy porozmawiać. Z jego perspektywy mogło to jednak oznaczać dalsze próby kontaktu mimo wcześniej zakomunikowanej decyzji. Stąd jego komunikaty o osaczaniu i przekraczaniu granic.
Nie oznacza to, że jesteś „wampirem energetycznym” czy że cała wina leży po Twojej stronie. Oznacza natomiast, że warto potraktować jego granicę poważnie, nawet jeśli została przekazana w bardzo nieprzyjemny sposób.
Może więc zamiast szukać odpowiedzi na pytanie „co się z nim stało?”, warto postawić inne: „Czy potrafię zaakceptować, że ta osoba nie chce już ze mną bliskiej relacji, nawet jeśli uważam, że można było to zakończyć inaczej?” To może być trudniejsze niż znalezienie winnego, ale prawdopodobnie pozwoli Ci odzyskać spokój.
~ Jagoda Jek, psycholożka
Marta Górecka
Bożena Nagórska
Panie Radku,
zachowanie Adama wygląda na mechanizm obronny osoby z syndromem DDA, która po wejściu na terapię próbuje gwałtownie stawiać granice, ale robi to w sposób chaotyczny, agresywny i niespójny. Przenosi on frustrację ze swoich życiowych trudności na Pana, obwiniając za swój brak postępów i idealizując własny rozwój kosztem relacji. Jego zmienne sygnały – odrywanie się, składanie życzeń, a następnie wywoływanie awantur o błahostki – wynikają z lęku przed bliskością i braku umiejętności zdrowego rozwiązywania konfliktów. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem dla Pana spokoju psychicznego będzie ostateczne odpuszczenie tej relacji, ponieważ Pana dawny przyjaciel zmaga się teraz z trudnościami, z którymi musi uporać się sam.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
wygląda na to, że Adam od dłuższego czasu miał do Pana żal, tylko wcześniej nie mówił o tym wprost. Terapia mogła sprawić, że zaczął mocniej patrzeć na swoje granice i relacje, ale to nie znaczy, że wszystko, co teraz robi, jest automatycznie zdrowe czy dojrzałe. Z jednej strony miał prawo uznać, że nie chce już tej znajomości. Z drugiej teksty o „wampirze energetycznym”, „innym poziomie emocjonalnym” czy o tym, że pójdzie z Panem na siłownię, „jak Pan zasłuży”, brzmią po prostu chłodno i raniąco. Pan z kolei chciał zrozumieć, co się stało i porozmawiać. To naturalne po sześciu latach przyjaźni. Problem w tym, że kiedy on zaczął wyraźnie odmawiać rozmowy, kolejne próby mogły być przez niego odbierane jako nacisk. Nie sądzę, żeby dało się znaleźć jedną odpowiedź na pytanie „co się z nim stało”. Być może zmienił podejście do tej relacji, być może narosło w nim dużo żalu, być może nie umie tego dobrze komunikować. Na ten moment najlepiej już go nie przekonywać i nie próbować domykać tej sprawy za wszelką cenę.
Pozdrawiam
Weronika Wardzińska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry Panie Radku,
Rozumiem, że najbardziej boli Pana nie samo zakończenie znajomości, ale sposób, w jaki do niego doszło tj. bez rozmowy, której Pan oczekiwał po sześciu latach bliskości.
Nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się po stronie Adama, być może terapia, zmiany w jego życiu czy narastające wcześniej niezadowolenie wpłynęły na jego sposób patrzenia na tę relację, ale tego nie da się rozstrzygnąć z zewnątrz.Jest natomiast coś, co wydaje mi się ważne: Adam może mieć prawo zakończyć przyjaźń, nawet jeśli Pan nie uważa jego powodów za wystarczające. Dojrzałość nie zawsze oznacza wspólne wyjaśnienie i „pójście dalej”. Czasem oznacza również przyjęcie, że druga osoba nie chce już tej rozmowy, być może warto więc mniej szukać odpowiedzi na pytanie, co stało się z Adamem, a bardziej przyjrzeć się temu, co ta relacja mówi Panu o Pana własnych potrzebach, granicach i sposobie budowania bliskości. To jest część sytuacji, na którą ma Pan wpływ.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
terapia zmienia spojrzenie na wiele spraw z własnego życia, ale także rzutuje na spojrzenie na innych. Przyjaciel nauczył się stawiać granice i broni ich mocno, gdyż daje mu to pewnego rodzaju poczucie kontroli. Terapia DDA uczy stawiania granic i nie tylko. Komunikaty Adama są jakby wyjęte z terapii DDA. To musi być strasznie przykre, kiedy Adam nagle wysyła takie komunikaty jakby nie licząc się tym co między Wami było i komunikaty są trudne do przyjęcia. Myślę, ze to nie jest celowe, ale wynika to z terapii, po której stał się bardzo mocno wyczulony na to, co było kiedyś. Jego zachowanie jak lajkowanie wskazuje, że chciałby wrócić do Waszych relacji, ale obawia się, że wszystko wróci do czasu sprzed terapii. Dojrzałość emocjonalna jest procesem, który wymaga czasu. Krótko po terapii ludzie zachowują się inaczej, ale dlatego ten proces cały czas trwa, gdy "pacjent układa się do życia". Proszę jego zachowania nie brać do siebie. Jego zachowania nie można traktować jako ataku. Tutaj zwyczajnie potrzeba czasu, aby obie strony sobie to poukładały. Wszystkiego dobrego.

Zobacz podobne
Zwracam się z pytaniem odnośnie do mojego zachowania, które jest dla mnie niezrozumiałe.
Często doświadczam z tego powodu mętliku w głowie i natrętnych myśli. Chodzi o moje relacje z ludźmi.
Mam 16 lat, chodzę do szkoły średniej.
Całe życie miałam koleżanki, a w zasadzie jedną — jako introwertyk preferuję mniejsze grono.
Wiele lat "przyjaźni" okazało się zgubne, bo odsunęłyśmy się od siebie, ona się zmieniła, ja też. Pójście do innych szkół zupełnie nas rozdzieliło. Obecnie jesteśmy tylko na cześć i krótkie pogawędki, ale sztywne i bez satysfakcji.
Rozpad tej relacji mnie zabolał. Miesiącami się nad sobą użalałam. A potem mi przeszło.
Tylko że zderzenie z rzeczywistością w liceum okazało się jeszcze gorsze. Liczyłam, że idąc do nowej szkoły, bez problemu znajdę koleżankę. Wyidealizowałam sobie, że będzie świetnie, a było na odwrót.
Pierwszy rok był istną tragedią: omijałam lekcje, izolowałam się od grupy, bo nikt nie chciał ze mną rozmawiać.
Zawsze oczekiwałam, że to inni do mnie zagadają, bo sama nie potrafiłam. Spędziłam cały rok, siedząc w ławce z osobą, z którą prawie nie rozmawiałam i nie mając nikogo, z kim można spędzić czas nawet na przerwie.
Zmagałam się z samotnością, chciałam tylko mieć kogoś bliskiego, marzyłam o przyjacielu, wyobrażałam sobie nawet, jaki mógłby być. Znowu zgubne wyobrażenia, które potem bolą. W styczniu chodziłam do szkolnego psychologa, co pomogło mi poradzić sobie z tym stanem i zaakceptować swoje emocje. Jakoś stanęłam na nogi. Pod koniec roku nawiązałam znajomość z dziewczyną, nazwijmy ją M.
M również była cicha, introwertyczna, pozytywna i dobrze mi się z nią rozmawiało. Miałyśmy wspólne tematy.
Od nowego roku szkolnego zaczęłyśmy razem siedzieć. Początkowo było dobrze, uwielbiałam i uwielbiam z nią rozmawiać, ale od jakiegoś czasu coś się zmieniło.
Przede wszystkim dostrzegłam, jak łatwo męczą mnie konwersacje z ludźmi. Parę zdań, czasem nawet nie, a ja czuję się wykończona jak nigdy. Przychodzę do szkoły i potrafię nie odzywać się do niej przez kilka lekcji, bo na samą myśl wzbiera się we mnie złość, czy jak to nazwać. Nawet nie mam pojęcia. Bywają dni, że śmiało z nią gadam, ale potem jestem zimna, zdystansowana i się izoluję. Nachodzą mnie myśli, że to był błąd chcieć mieć koleżankę i że lepiej mi było samej, nikt mnie nie męczył, nikt nie przeszkadzał. Czasami dotyczą także bliskości relacji: boję się, że ona może poczuć coś więcej, nie wiem, skąd w ogóle ten pomysł. Albo, że ja poczuję coś więcej. Poza tym miewam negatywne myśli na jej temat: drażni mnie jej ciągłe dobre poczucie humoru, uśmiechnięta twarz i ta pozytywność wobec wszystkiego. Jestem już zmęczona uśmiechaniem się, kiedy nie mam powodu, by to robić.
Czuję się okropnie, jakbym była kosmitą, który nie umie funkcjonować z ludźmi. Świetnie dogaduję się z rodziną, z rodzeństwem, mogę z nimi rozmawiać godzinami bez zmęczenia, ale kontakt z rówieśnikami... Wysysa mnie z energii. Po całym dniu spędzonym w hałasie i wśród bodźców marzę tylko o ciszy, książce i odpoczynku we własnym towarzystwie. Często boli mnie głowa, mam spięte ciało. Zastanawiam się, jak absurdalne jest to, że parę miesięcy temu płakałam nad samotnością, a teraz chcę jej z powrotem. Wiem, że samotność mogła wpłynąć na moje postrzeganie relacji, ale czy to normalne? I czy mogę coś z tym zrobić?
Będę wdzięczna za słowo wsparcia.

