Rozdział 1 · Czy to moment na terapię

Czy mój problem jest wystarczająco poważny?

4 min czytaniaArtykuł 1 z 23

To pytanie zadaje sobie prawie każdy_a, kto rozważa terapię. Nie ma progu, od którego problem "się liczy". Połowa osób odkłada pomoc, wierząc, że samo minie.

To pytanie zadaje sobie prawie każdy_a, kto rozważa terapię. Zwykle brzmi tak: „inni mają gorzej", „przecież nic mi się nie stało", „to chyba przesada iść z tym do specjalisty".

Odpowiedź jest prosta i pewnie trochę rozczarowująca. Nie ma progu, od którego problem zaczyna się liczyć. Terapia to nie ostry dyżur, gdzie ktoś ustawia kolejkę według ciężkości przypadku.

Dlaczego to pytanie w ogóle się pojawia

Bo działa jak wygodna wymówka. Dopóki nie masz pewności, że problem jest „wystarczający", nie musisz nic robić.

Z raportu Instytutu Psychologii PAN „Dobrostan psychiczny w Polsce" wynika, że połowa badanych unikała pomocy, wierząc, że problemy same miną. Część rzeczywiście minęła. Część została na lata i po drodze zdążyła się rozrosnąć.

Ten sam raport pokazuje inną lukę: 54 procent osób rozważało skorzystanie z profesjonalnej pomocy, a zrobiło to 38 procent. Między „myślę o tym" a „umawiam się" wypada co trzecia osoba.

Sygnały, przy których warto sprawdzić

Żaden z nich nie jest wymagany. To nie jest lista kontrolna do odhaczenia, tylko rzeczy, które zwykle znaczą, że coś przestało być przejściowe.

  • Trwa dłużej niż dwa tygodnie i nie odpuszcza.
  • Zabiera sen, apetyt albo energię.
  • Wpływa na pracę, naukę albo na relacje z ludźmi.
  • Wracasz do tego samego w myślach, choć chcesz przestać.
  • Robisz coś, żeby stłumić napięcie (alkohol, jedzenie, zakupy, scrollowanie), i to coś zaczyna mieć swoją cenę.
  • Bliscy zaczęli komentować, że coś się z Tobą dzieje.
  • Boisz się rzeczy, których wcześniej się nie bałeś_aś.

Do specjalisty możesz się zgłosić także wtedy, gdy nic z powyższych nie pasuje, a Ty po prostu chcesz coś w sobie zrozumieć. Rozstanie, przeprowadzka, żałoba, zmiana pracy, nowe rodzicielstwo. To są normalne życiowe momenty, w których wsparcie ma sens, choć nikt tu nie choruje.

„Powinienem_am poradzić sobie sam_a"

To druga rzecz, która zatrzymuje ludzi, i w międzynarodowych przeglądach badań nad szukaniem pomocy wypada jako częstsza bariera niż wstyd czy stygmatyzacja.

Warto ją rozłożyć na czynniki, bo kryje w sobie założenie, którego nikt nie stosuje do reszty życia. Nie uczysz się sam_a prowadzić auta, nie leczysz sam_a zęba i nie uznajesz tego za porażkę. Terapia nie jest przeciwieństwem radzenia sobie. Jest jednym ze sposobów, żeby to zrobić, tylko szybciej i z kimś, kto zna mechanizm.

Nie musisz decydować się na cały proces

To jest chyba najważniejsza rzecz w tym tekście. Umówienie się na wizytę nie oznacza zapisania się na dwa lata terapii.

Pierwsze jedno do trzech spotkań to konsultacja. Opowiadasz, co się dzieje, specjalista_tka zadaje pytania i na końcu proponuje, co dalej. Czasem wnioskiem jest terapia. Czasem kilka spotkań psychoedukacyjnych, żeby zrozumieć mechanizm. Czasem wizyta u lekarza, bo objawy mogą mieć podłoże somatyczne. A czasem: „to, co Pan_i opisuje, to normalna reakcja na nienormalną sytuację, wystarczy czas i wsparcie bliskich".

Każdy z tych wyników jest dobry. W każdym wiesz więcej niż przed wizytą.

Jeśli dalej się wahasz

Zamień pytanie „czy to wystarczająco poważne" na „czy chcę, żeby za rok było tak samo". Drugie jest znacznie łatwiejsze do odpowiedzenia i mówi dokładnie to samo.

Źródła

Zapytaj asystenta o swoją sytuację

Tekst odpowiada ogólnie. Asystent AI w aplikacji TwójPsycholog odniesie się do Twojej sytuacji.

Poznaj aplikację

Warto doczytać

Jesteś w kryzysie? Nie czekajTelefony zaufania i adresy pomocy, czynne całą dobę

Chcesz zrobić krok dalej?

Odpowiedz na kilka pytań, a dobierzemy specjalistę_kę do tego, z czym przychodzisz. Możesz też sam_a przejrzeć całą listę.