Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pomóc 16-letniej córce po śmierci ojca, gdy odrzuca wsparcie psychologa i zamyka się w sobie?

Treść wrażliwa
Trzy lata temu w wypadku samochodowym zginął ojciec mojej 16-letniej córki. Od tamtego czasu bardzo się zmieniła. Stała się opryskliwa, wybuchowa, często jest niemiła i odpycha od siebie bliskich. Mam świadomość, że takie zachowanie może być związane z ogromną traumą i bólem po stracie taty. Mam wrażenie, że córka tłumi w sobie bardzo wiele emocji. Nie potrafi ze mną otwarcie rozmawiać o tym, co czuje, zamyka się w sobie i unika trudnych tematów. Bardzo chciałabym, aby otrzymała pomoc psychologa, jednak stanowczo odmawia. Twierdzi, że nie potrzebuje żadnej terapii.Kilka lat temu była już u psychologa, kiedy po śmierci ojca została odrzucona przez kolegów i koleżanki z klasy. Niestety po tej wizycie poczuła się niezrozumiana. Powiedziano jej jedynie, że powinna przeprosić swoich znajomych, co sprawiło, że całkowicie straciła zaufanie do psychologów. Od tamtej pory nie chce ponownie skorzystać z takiej pomocy. Jako matka bardzo się o nią martwię. Chciałabym wiedzieć, jak mogę do niej dotrzeć, jak ją wspierać i co zrobić, aby zgodziła się na pomoc specjalisty, który pomoże jej przepracować stratę i nagromadzone emocje.
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Zachowanie córki wskazuje na silne mechanizmy obronne. Oczywiście jest to spowodowane strata, traumą i żalem, z którymi nie jest sobie w stanie poradzić. Nie można kogoś zmuszać do poszukiwania pomocy u terapeuty. Zawsze jest potrzeba zgoda, jak i odczuwanie potrzeby przez konkretną osobę. Taki ma wentyl bezpieczeństwa aktualnie. Obawia się wtórnej krzywdy. Kiedy tak się zachowuje, czyli nie przybliża osób trzecich do siebie, to wydaje jej się, że to najlepsze wyjście. Co Pani może zrobić w takim razie? Po pierwsze nie zmuszać do wizyty u psychologa, ale rozmawiać spokojnie, aby poczuła, że Pani jest po jej stronie. Należy odbudować jej poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Proszę nie unikać tematu śmierci i rozmawiać o tym delikatnie i spokojnie, gdyż unikanie tematu spowoduje u dziecka alienację. Dobrze jest, aby córka usłyszała komunikat w stylu" Wiem, że jest ci ciężko, ale jestem obok. Widzę, że mnie odpychasz, ale ja zawsze będę przy tobie". Po jakimś czasie "Po śmierci taty czujesz się samotna i pewnie wiele się nagromadziło, czego nie rozumiesz ty i ja". A za jakiś czas komunikat "Spróbujmy iść na jedno spotkanie do psychologa". Jeżeli nie będziesz chciała kontynuować to damy sobie spokój, ale daj sobie szansę". Wszystko bez nacisku i w pełnej autonomii. Jeżeli poprzednie spotkanie z psychologiem łączy z Tobą i czuła się przymuszona to warto ją także za to przeprosić. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za podzielenie się swoją historią. Nie naciskałabym córki na terapię, szczególnie po wcześniejszym doświadczeniu, w którym poczuła się niezrozumiana. Warto najpierw odbudowywać zaufanie i dawać jej sygnał: „Nie chcę Cię do niczego zmuszać. Jestem obok i chcę Cię wspierać.”

Może Pani zapytać ją, czego potrzebuje od Pani i czego sama chciałaby spróbować. Można też zaproponować wybór innego psychologa, najlepiej pracującego z nastolatkami i żałobą, pozostawiając córce decyzję.

Najważniejsze, żeby poczuła, że nie chce jej Pani „naprawić”, tylko zrozumieć i być przy niej.

 

Z Pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Suela Wójcikiewicz

Suela Wójcikiewicz

Jako mama 17-letniej córki doskonale rozumiem, jak bardzo Pani cierpi, patrząc na córkę, która zamyka się w sobie, nie chce rozmawiać i nie przyjmuje żadnego wsparcia i jak bezsilna czuje się Pani wobec jej odmowy.


Opryskliwość i wybuchowość córki jest według mnie żałobą, w ten sposób córka kontaktuje się z bólem, bo nie potrafi zaakceptować tego, co się wydarzyło. Pod złością kryje się smutek, tęsknota, poczucie niesprawiedliwości. Może kryć się pod tym obawa i lęk, że jeśli pozwoli sobie poczuć stratę taty, tego nie udźwignie. Odpychanie Pani i wyrażanie złości jest metodą ochrony układu nerwowego, żeby przetrwać w tej trudnej sytuacji. Zachowanie córki nie jest przeciwko Pani, wygląda na to, że stara się Pani dawać córce przestrzeń do wyrażania emocji i to też jest forma wsparcia.


To co córka usłyszała od psychologa, w mojej ocenie jako psychoterapeutki i matki, jest porażką, nieodpowiedzialnością, nieprofesjonalizmem i wcale się nie dziwię, że córka straciła zaufanie.


To, co Pani może zrobić teraz, to nie naciskać na rozmowę o uczuciach, bo to może bardziej zamyka nastolatków. Spróbujcie zwyczajnie być razem przy zwykłych, codziennych czynnościach. Nie naciskaċ na terapię, zamiast tego można powiedzieć córce szczerze, że Pani też jest czasami trudno i nie wie, jak sobie z tym poradzić, dlatego chciałaby pogadać z kimś mądrym. Czasem to otwiera drzwi dla dziecka, bo widzi, że nie ma nic złego w szukaniu pomocy, że jest to coś normalnego w trudnych chwilach.


Zamiast przekonywać córkę do terapii, można zaproponować jedno spotkanie bez zobowiązań, z jasnym komunikatem, że nie musi nic mówić, jeśli nie chce i że może po prostu sprawdzić, czy ta osoba jest inna niż poprzednia. Warto poszukać terapeuty pracującego z młodzieżą i żałobą, niekoniecznie klasycznego psychologa.


Jeśli zauważy Pani niepokojące sygnały proszę szukać pomocy pilnie, niezależnie od zgody córki. 


Nie musi Pani przez to przechodzić sama. Proszę zadbać o siebie, Pani również potrzebuje pomocy.



Maja Zarzycka

Maja Zarzycka

Dzień dobry, 

słyszę i głeboko rozumiem Pani zmartwienia. Faktycznie istnieją symptomy sugerujące trudności. Niestety nie może Pani zmusić córki do współpracy z psychologiem, kiedy ta stanowczo odmawia. Jest to ciężki moment macierzyństwa, kiedy mierzymy się z własną bezradnością. Ważne jest, aby Pani towarzyszyła empatycznie córce w tych przejściach i nie naciskała na pracę psychologiczną, zanim córka sama nie przekona się, że jest gotowa

Oliwia Grzemba

Oliwia Grzemba

Witam,

 

Super, że dba Pani o zdrowie psychiczne córki.

Wydarzenie wskazuje na dużą traumę.

Przykro mi, iż nie otrzymała należytej pomocy od specjalisty.

W pierwszej kolejności podjęłabym kroki doraźne - zapewniała: "w razie, gdybyś potrzebowała porozmawiać, jestem obok". Zachęcała do tego, aby chociaż swoje emocje przelewała na papier, np. prowadziła pamiętnik (niektórzy wolą dla odmiany wyrażać emocje poprzez sztukę, np. rysowanie).

Może ma jakąś koleżankę czy kolegę, który korzysta z pomocy i mógłby się podzielić ogólnymi odczuciami ze spotkań?

Czasem to jest kwestia czasu.

Ja bym jeszcze poszukała osoby, specjalizującej się w tego typu rzeczach w danym rejonie, poczytała opinie i pokazała córce - teraz wielu psychologów można znaleźć w mediach społecznościowych, z możliwością zobaczenia, jak wyglądają, jak się wypowiadają, czy nieraz prowadzą blogi.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Psycholog,

Oliwia Grzemba

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Trudne zachowania córki to prawdopodobnie mechanizm obronny chroniący ją przed wciąż nieprzepracowanym bólem i lękiem przed kolejnym odrzuceniem. Negatywne doświadczenie z przeszłości uzasadnia jej obecny opór, dlatego zamiast naciskać na terapię, warto zacząć od budowania bezpiecznej przestrzeni w domu — bez oceniania i bez robienia z niej „pacjenta”. Może Pani zaproponować jej jednorazową konsultację z nowym, uważnie wybranym terapeutą np. specjalizującym się w traumie i młodzieży, dając jej prawo do decydowania, czy chce kontynuować te spotkania. Gdyby córka nadal kategorycznie odmawiała, warto samej skonsultować się z psychologiem, aby dowiedzieć się, jak wspierać ją w codziennym życiu i pośrednio pomagać jej uczyć się wyrażania trudnych emocji.

Wszystkiego dobrego.

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Po stracie rodzica u nastolatki może pojawić się wiele trudnych emocji i zmian w zachowaniu. Złość, wycofanie czy odsuwanie bliskich mogą być sposobem radzenia sobie z bólem, ale na podstawie samego opisu nie da się określić, co dokładnie dzieje się z córką.

Ważne, żeby nie koncentrować się wyłącznie na przekonaniu jej, że „musi iść do psychologa”. Po wcześniejszym doświadczeniu, w którym poczuła się niezrozumiana, jej niechęć jest czymś, co warto potraktować poważnie. Możesz powiedzieć jej, że nie zamierzasz jej do niczego zmuszać, ale jeśli kiedyś będzie chciała porozmawiać z kimś innym niż mama, pomożesz jej znaleźć osobę, przy której poczuje się bezpiecznie.

Na co dzień bardziej pomocna może być spokojna obecność niż wypytywanie o emocje. Daj jej znać, że jesteś dostępna również wtedy, kiedy nie chce rozmawiać. Możesz też powiedzieć wprost: „Nie musisz przede mną udawać, że wszystko jest dobrze. Nie musisz teraz o tym mówić, ale jestem obok”.

Jednocześnie warto obserwować, czy pojawiają się sygnały wymagające szybszej konsultacji, np. wyraźne pogorszenie funkcjonowania, izolowanie się, problemy ze snem lub jedzeniem, używanie substancji czy wypowiedzi dotyczące śmierci albo braku sensu. W takich sytuacjach nie warto czekać, aż sama zmieni zdanie.

Jeśli będzie gotowa, można poszukać psychologa pracującego z nastolatkami i żałobą, a przed pierwszym spotkaniem pozwolić jej samodzielnie zdecydować, z kim chce porozmawiać. Sam fakt, że pierwsza pomoc jej nie odpowiadała, nie oznacza, że każda kolejna konsultacja będzie wyglądała tak samo.

~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Kamila Grobelna

Kamila Grobelna

Dzień dobry,

 

To, że córka odmawia pomocy, nie oznacza, że nie potrzebuje wsparcia. Po wcześniejszym doświadczeniu, w którym poczuła się niezrozumiana, jej nieufność wobec psychologów jest całkowicie zrozumiała. Dlatego zamiast przekonywać ją, że „musi iść na terapię”, warto najpierw odbudowywać poczucie bezpieczeństwa i zaufanie.

Może Pani powiedzieć jej, że widzi Pani, jak dużo przeszła, i że nie chce jej do niczego zmuszać. Warto zostawić jej możliwość wyboru specjalisty, formy spotkań czy nawet pierwszej konsultacji, podczas której nie musi od razu opowiadać o śmierci taty.

 

Proszę też nie traktować jej wybuchów czy opryskliwości wyłącznie jako „złego zachowania”. Mogą być sposobem radzenia sobie z bardzo trudnymi emocjami. Jednocześnie warto stawiać spokojne granice – można jednocześnie powiedzieć: „Rozumiem, że jest Ci trudno, ale nie zgadzam się na obrażanie mnie”.

 

Dobrym rozwiązaniem może być również konsultacja Pani jako rodzica z psychologiem pracującym z młodzieżą, nawet jeśli córka nie chce na razie przyjść. Specjalista może podpowiedzieć, jak reagować na jej zachowanie i jak stopniowo zachęcać ją do skorzystania z pomocy, bez wywierania presji.

Jeżeli pojawiają się sygnały takie jak samookaleczenia, myśli samobójcze, używanie substancji, gwałtowne pogorszenie funkcjonowania lub inne zachowania zagrażające jej bezpieczeństwu, nie warto czekać, aż sama zgodzi się na terapię – wtedy potrzebna jest pilna konsultacja specjalistyczna.

 

Pozdrawiam, psycholog Kamila Grobelna

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Po tak trudnym doświadczeniu córka może potrzebować czasu i przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Warto nie naciskać na terapię, ponieważ może to jeszcze bardziej wzmacniać jej opór. Proszę spokojnie pokazywać, że jest Pani dostępna i gotowa wysłuchać jej bez oceniania. Dobrym rozwiązaniem może być również konsultacja dla Pani z psychologiem pracującym z młodzieżą, pomoże ustalić jak wspierać córkę i stopniowo zachęcić ją do ponownego skorzystania z pomocy.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie ze śmiercią mamy i żałobą mając 14 lat?
Dzień dobry, mam 14 lat. Mówię to z ogromnym smutkiem. Ale moja mama zmarła kilka godzin temu, gdy jechała do pracy. Nie potrafię sobię z tym poradzić. Co robić ? Chodzę na psychoterapię CBT ale wizyte mam dopiero we wtorek.
Jak poradzić sobie z toksycznym rodzinnym środowiskiem? Alkoholizm, konflikty i decyzje o wyprowadzce
Proszę o pomoc ? Słowa otuchy ? Żeby ktoś mną potrząsnął ? Moja matka jest alkoholiczką od ponad 20lat. Po alkoholu robi awantury. Była na leczeniu, nic to nie dało. straciła prawo jazdy, nie pracuje, oficjalnie jest na rencie z powodu depresji. Ale lekarz nie wie że pije. Usłyszałam z jej ust wiele przykrych słów, nie raz rzucała się na mnie za zabranie jej alkoholu. Naprawdę mnóstwo ciężkich historii. Ojciec jest nieobecny, wraca tylko na weekendy. Bardzo mi go szkoda. Kiedyś byliśmy blisko. Z jego powodu postanowiłam zostać po ślubie w rodzinnym domu. Żeby mu pomóc, żeby nie był tu sam z żoną alkoholiczką. Jest dobry człowiekiem. Ale nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności. Wielokrotnie dał się nabrać matce i wierzył w jej przemianę, wracał na dzień-dwa kiedy ona się dobrze trzymała i wierzył że ona przestała pić. Kłócił się ze mną że nie mam racji, że źle ją traktujemy bo ona nie pija. Wyjeżdżał a matka dwa dni piła tak że nie wstawała z lodka. Czasem tata też wypije, wtedy kłócą się do nocy. Wtedy dokucza też mi i mojemu mężowi. Krytukuje nas, wytyka jakieś głupoty. Ma problem że nie remontujemy domu, że mieszkamy u niego i nie płacimy czynszu. Opłacamy rachunki po połowie, opiekujemy się domem gdy jego nie ma, sprzątamy, dbamy o ogród, wykonujemy drobne naprawy czy remonty. Ale nie chcemy pakować się w remont generalny bo dom nie jest nasz. Chcieliśmy mieszkać w tym domu na zawsze, tzn ja. Mąż nie protestowal, ale nie było to spełnienie jego marzeń. Dotąd jrodzice nie zapisali nam domu, mamy dać 100tys na remont. Kwota jest kosmiczna. Chcieliśmy się dogadać. Ale ostatnio tata pod wpływem alkoholu zwyzywał mojego męża od gnoja jebanego i śmiecia pierdolonego. Powiedział że jak nam się nie podoba to mamy się wynosić, że on nikogo nie potrzebuje, dom sprzeda. Następnego dnia tego nie pamiętał, ale nie przeprosił za swoje słowa. W nas cos pękło. Maz ma dosyć takiego traktowania, wyzywania. Ja chyba jestem przyzwyczajona i lepiej to znoszę. Ale w tym wszystkim jest też nasz 6letni syn. Który coraz więcej widzi i słyszy. Coraz więcej rozumie. Nie raz mówił mi że słyszał jak babcia kazała tacie spierdalac... Takie słowa z ust małego chłopca to straszna sprawa. Podjęliśmy decyzję, załatwiamy kredyt i szukamy domu. Poifnormowalam ojca że się wyprowadzimy. On teraz żałuje, jest mu przykro. A ja mam tak straszne wyrzuty sumienia. Płaczę na samą myśl że muszę go tu zostawić z matką. Że być może już nigdy się do mnie nie odezwie. Mam ściśnięty żołądek, dusi mnie w klatce, nie mogę wziąć oddechu. Ból głowy od którego chce się wymiotować. Wiem że dla własnego dobra, i dobra mojego męża i syna, powinnam się wyprowadzić. Ale czy będą szczęśliwa mają wyrzuty sumienia że zostawiłam ojca ? Mam rodzeństwo, wiem że możemy opiekować się tatą na zmianę. Ale nie wiem czy sobie poradzę jeśli tata będzie miał do mnie całe życie żal. Potrzebuje żeby ktoś spojrzał na problem z boku i powiedział mi co robić.
Czy moje objawy wskazują na depresję lub inne zaburzenia psychiczne?

Dzień dobry, mam pytanie. Ludzie, bardziej psychiatrzy, stwierdzili mi zaburzenia osobowości chwiejność emocjonalną, ale ja za bardzo się z tym nie zgadzam. Mam objawy depresji lub nie wiem ale mam takie coś, że mam nasilone myśli samobójcze, są u mnie samookaleczenia, które są bardzo częste. Nawet najmniejsza rzecz lub jak ktoś mnie obrazi, powoduję samookaleczenie u mnie. Do tego często przebudzam się w nocy lub mam problem z zaśnięciem. Jeszcze chodzę codziennie smutna, przygnębiona i nie mam siły na nic, nie chcę mi się nic nawet żyć. Szybko wpadam w panikę i mam ataki. Szybko wpadam w płacz. Czy takie objawy mogą sugerować depresję czy nie? Bo ja nie wiem sama o czym mam myśleć. Jeszcze jeśli chodzi o mnie, to przeżyłam bardzo dużo, bo przemoc i alkoholik ze strony ojca, śmierć brata, hejt w szkole, molestowanie i gwałt. A mam tylko 19 lat. Do tego jeszcze ponad 30 prób samobójczych i ponad 20 pobytów w szpitalu psychiatrycznym. Cały czas jest ciężko i wszystko do mnie wraca i nic mi dalej nie pomaga, a choruję od 10 roku życia i co chwilę inne diagnozy mi dawali. Bardzo proszę o odpowiedź bo jestem ciekawa państwa zdania.

Czuję, że wszystko jest neutralne - nie czuję radości ani smutku. Często się przebodźcowuję. DDA.
Dzień dobry, piszę z prośbą o pomoc w ustaleniu, czy moje obserwacje świadczą po prostu o określonym charakterze, introwertycznej osobowości, czy może są podstawą do zmartwienia i poszukiwania pomocy. Mam 41 lat, jestem bezdzietną panną. Byłam w kilku około 2-letnich relacjach, ale ostatecznie nie spełniały one moich oczekiwań - męczyłam się, czułam się wykorzystywana (tzn. miałam poczucie, że moje zaangażowanie jest niewspółmiernie większe). Obecnie nie zabiegam o towarzystwo i nawet kilka dni spędzonych z najbliższymi osobami to dla mnie męczące doświadczenie. Mam dobrą pracę (w pełni zdalną od kilku lat), dobre warunki mieszkaniowe, bezpieczną sytuację finansową - generalnie: dobre życie. Mogłabym stwierdzić, że trudnością są dla mnie problemy zdrowotne (niedobory odporności, Hashimoto, dyskopatia) i że jestem przepracowana / przeciążona, ponieważ o wszystkie kwestie życiowe dbam samodzielnie, ale jednocześnie nie mam wielu obowiązków, które są udziałem innych ludzi (jak np. wychowywanie dzieci). Nie mam myśli samobójczych, nie odczuwam smutku, nie jestem płaczliwa czy rozchwiana emocjonalnie. A jednocześnie nie odczuwam radości czy pozytywnych emocji, za to bardzo często w interakcjach z ludźmi czuję frustrację, złość, poczucie bezsilności (choć staram się kontrolować ich okazywanie i nie doprowadzać do sytuacji, gdy moje emocje mogłyby się wyrażać w sposób nieakceptowalny społecznie - a zatem: staram się być asertywna, nie agresywna, choć często "mam dość"). Wszystko, co w życiu robię, robię z poczucia odpowiedzialności, obowiązku, powinności. Jednocześnie odczuwam jakąś wewnętrzną niechęć, zmęczenie - obowiązkowość i sumienność pcha mnie "do robienia rzeczy", ale nawet poranne wstanie z łóżka jest potwornym wysiłkiem. Każda aktywność wynika z wewnętrznego przymusu, więc kojarzy się nieprzyjemnie. Z powodu poczucia "przebodźcowania" i zmuszania się do wszystkiego, unikam interakcji z ludźmi. Muszę zmuszać się do wyjścia z domu, chociaż ograniczyłam je do minimum. Z jednej strony nie przepadam za przebywaniem na zewnątrz z powodu światłowstrętu (pozostałość po zapaleniu opon mózgowych) i uczulenia na słońce, ale z drugiej strony - stoi za tym też jakaś psychiczna niechęć. Męczy mnie już sama konieczność "wyjściowego ubrania się i uczesania". Wydaje mi się, że nie odczuwam lęków (nie boję się ludzi, interakcji, otwartych przestrzeni, itd.), ale bardzo mnie to wszystko pozbawia energii. Najbezpieczniej / najlepiej czuję się we własnym mieszkaniu. Kojąco działa na mnie biały szum i małe pomieszczenia. Potrafię odpoczywać, leżąc na podłodze w łazience przy szumie suszarki do włosów... Jeśli to ma znaczenie - jestem DDA. Obecnie mam dobry kontakt z rodzicami - ojciec przestał pić kilka lat temu i stara się naprawić relację. Mimo to jako dziecko i osoba dorosła doświadczyłam przemocy fizycznej i psychicznej. Obecnie mam zły kontakt z bratem, który stworzył dość dysfunkcyjną rodzinę (stosuje przemoc). Zastanawiam się, na ile moje reakcje (niechęć do ludzi, do wychodzenia z domu, ciągłe poczucie zmęczenia i brak radości z życia) to po prostu efekt stresu, przemęczenia, przebodźcowania, nadmiernego napięcia, a na ile objaw, którym warto się zainteresować. Z góry dziękuję bardzo za pomoc.
Jak poradzić sobie ze stratą ukochanego zwierzaka i odzyskać kontrolę nad życiem?
W swoim życiu przeżyłem już naprawdę wiele upadków, bólu, cierpienia. Nie chodzi tu jednak o rywalizację kto miał gorzej. Fakt jest taki, że każdy z nas coś w swoim życiu przeżył, każdy przeżywa coś inaczej i radzi sobie na swój sposób z trudnościami w życiu. Niestety wtorek okazał się dniem, który złamał mnie na kawałki. Kiedy musiałem podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim życiu i po trzynastu latach pożegnać moją najukochańszą psinkę, tym bardziej że od kilku lat praktycznie tylko ją miałem w swoim życiu i była całym moim światem. Miałem ją od małego, kiedy to adoptowałam ją ze schroniska, od szczeniaka, gdy miała zaledwie 3 miesiące. Rozstanie z nią tak wyczerpało mnie emocjonalnie, że w czwartek wieczorem po pracy włączyłem sobie pranie, potem laptopa. Ale tak mnie zmuliło, że musiałem się zdrzemnąć z godzinkę, dwie. Ta drzemka jednak okazała się tak twarda i długa, że obudziłem się dopiero w piątek rano, tak jak się położyłem w czwartek po pracy w ciuchach. Jedno szczęście że nie zaspałem do pracy, bo akurat wczoraj, w piątek miałem na godzinę jedenastą ortopedę i dopiero po wizycie u lekarza jechałem jeszcze na kilka godzin do pracy.... Z kolei wczoraj po pracy posiedziałem trochę na necie, a spać poszedłem równo o północy. Tak jak z reguły chodzę spać codziennie. Dziś przy sobocie gdyby kolega około 13:30 nie obudził mnie telefonem, to nie wiem do której bym spał i o której sam bym się "wybudził" z tego snu... Czuję jakbym po stracie mojego pieska stracił częściowo kontakt z rzeczywistością i kontrolę nad życiem...Jak sobie z tym poradzić? Jak pogodzić się z jej odejściem?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!