
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak utrzymać...
Jak utrzymać dystans i spokój w sytuacji braku kontaktu z żoną po 37 latach małżeństwa?
Anonimowo
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Dojrzała refleksja nad własnymi błędami po 37 latach małżeństwa i decyzja o daniu żonie przestrzeni bez nacisku to bardzo mądry, choć trudny krok. Brak kontaktu i samotność bywają bolesne, jednak dając jej czas i spokój, tworzy Pan jedyną przestrzeń, w której opadną negatywne emocje i pojawi się miejsce na ewentualną nostalgiczną refleksję z jej strony. Warto wykorzystać ten czas na pracę nad własnymi zmianami, aby w momencie, gdy pojawi się szansa na kontakt, móc zaoferować żonie zupełnie nową, bezpieczną jakość relacji.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Wiktoria Woldan
Dzień dobry Panie Robercie,
Refleksja nad własnym udziałem w trudnościach pojawiających się w relacji po 37 latach małżeństwa wymaga dużej odwagi i dojrzałości. Podobnie decyzja o uszanowaniu potrzeby przestrzeni i spokoju zgłaszanej przez żonę, nawet jeśli wiąże się to z poczuciem samotności i niepewności. Choć ten czas może być dla Pana bardzo trudny, warto potraktować go również jako okazję do przyjrzenia się własnym potrzebom, emocjom i oczekiwaniom wobec relacji. Nie mamy wpływu na decyzje drugiej osoby, ale możemy wpływać na sposób, w jaki przeżywamy tę sytuację i jak o siebie dbamy. Nie da się przewidzieć, jak potoczą się dalsze losy Państwa małżeństwa. Niezależnie jednak od przyszłości relacji, praca nad sobą i lepsze zrozumienie własnych doświadczeń mogą okazać się wartościowe i wspierające.
Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria W.
Jagoda Jek
Myślę, że sama refleksja nad tym, co przez lata działo się między Wami i jaki mógł być w tym również Pana udział, jest ważna. Nie po to, żeby brać na siebie odpowiedzialność za wszystko, ale żeby zobaczyć, co w przyszłości można byłoby zrobić inaczej.
Jednocześnie danie żonie przestrzeni rzeczywiście może być teraz bardziej pomocne niż kolejne próby kontaktu, szczególnie jeśli wcześniejsze próby wywoływały u niej silne emocje. To jednak nie oznacza, że musi Pan biernie czekać bez końca ani że sam upływ czasu automatycznie wszystko naprawi. Czas może dać obojgu możliwość uspokojenia emocji i spojrzenia na sytuację z większym dystansem.
Rozumiem też, że samotność może być bardzo trudna po 37 latach małżeństwa. Warto jednak uważać, żeby tęsknota za wspólnym życiem nie sprawiła, że zacznie Pan idealizować wcześniejszą sytuację. Sam powrót do domu nie rozwiązałby tego, co doprowadziło do obecnego kryzysu. Gdyby w przyszłości miało dojść do odbudowania relacji, potrzebne byłoby przede wszystkim stworzenie innych warunków funkcjonowania niż te, które były wcześniej.
Na ten moment nie da się powiedzieć, czy i kiedy żona będzie gotowa na kontakt. Może Pan natomiast wykorzystać ten czas również dla siebie — zastanowić się, czego Pan potrzebuje, za co bierze odpowiedzialność i co chciałby Pan zmienić niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie żona.
To, że dziś nie wie Pan, jak ta historia się zakończy, jest trudne, ale nie oznacza, że musi Pan rozstrzygnąć całą przyszłość już teraz.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Nie do końca rozumiem Pana wpis. Nie ma Pan kontaktu z żoną? Co jest tego powodem? Jesteście w separacji czy po rozwodzie? 37 lat małżeństwa to czas, w którym poznaliście się od podszewki. Nie wiem co było powodem rozstania, ale widzę, że Pan kalkuluje co jest lepsze. A może terapia dla par?
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Panie Robercie. Myślę, że dostrzegł Pan teraz bardzo ważną rzecz, można jednocześnie widzieć własne błędy i brać za nie odpowiedzialność ale nie mieć wpływu na decyzję drugiej osoby.
Pozostawienie żonie przestrzeni nie oznacza rezygnacji z małżeństwa. W tej chwili może być właśnie najbardziej dojrzałą formą działania. Kolejne próby kontaktu mogłyby zostać odebrane jako nacisk, nawet jeśli Pana intencją byłoby pojednanie.
Warto wykorzystać ten czas nie tylko na czekanie ale również na przyjrzenie się sobie: co przez te lata nie działało, co chciałby Pan zmienić niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie żona i za co rzeczywiście może Pan wziąć odpowiedzialność.
37 lat wspólnego życia to bardzo długa historia i naturalne jest, że samotność może być teraz szczególnie trudna. Nie da się przewidzieć czy jeszcze będą Państwo razem. Na ten moment pozostawienie żonie spokoju i jednoczesne zadbanie o siebie wydaje się rozsądnym kierunkiem.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Panie Robercie, myślę, że dobrze Pan czuje, że teraz potrzebne są przede wszystkim czas i przestrzeń. To, że dostrzega Pan również swój udział w tym, co wydarzyło się między Państwem, może być ważnym początkiem zmiany. Niech Pan teraz nie próbuje na siłę odzyskiwać kontaktu, tylko spokojnie pracuje nad sobą. Jeśli kiedyś pojawi się możliwość rozmowy, warto, aby spotkały się wtedy dwie osoby gotowe budować coś inaczej niż wcześniej.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Nie wiem już, co mam zrobić, żeby rodzina w końcu przestali traktować mnie jak leniwego, niewdzięcznego człowieka, który nic nie robi. Pracuję, dokładam się do domu, gotuję, sprzątam, piorę, robię zakupy i mimo tego mam wrażenie, że nikt kompletnie nie widzi niczego, co robię. Co z tego, że zrobię zakupy i nagotuję obiadu dla całej rodziny i jeszcze kilka razy upewnię się, że moje rodzeństwo jest najedzone? Co z tego, że zjedzą mi ostatnie wędliny z lodówki, które kupiłam za swoje pieniądze? Co z tego, że posprzątam po nich kibel, bo przecież po załatwieniu się samemu po sobie posprzątać już nie można? Co z tego, że piorę, sprzątam, robię zakupy i dokładam się do domu? Ważne przecież, że nie umyłam podłogi w garażu i to już znaczy, że jestem leniwa i jestem porażką. Wszystko, co robię, jest traktowane jak oczywistość, a wystarczy jedna rzecz, której nie zrobię, żeby cała reszta przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Moi rodzice widzą każdą moją wadę, każdy błąd i każdą rzecz, której nie zrobiłam, ale mają kompletnie zamknięte oczy na moje dobro, moje sukcesy, moją pracę i wszystko, co jednak robię. Nigdy nie paliłam, nigdy nie piłam, nie miałam patologicznego towarzystwa ani problemów z prawem. Nie byłam uczennicą na same piątki, ale też nigdy nie miałam problemów z nauką, skończyłam szkołę i bez większych problemów znalazłam pracę. Nie prowadziłam jakiegoś patologicznego życia, a mimo tego we własnym domu jestem traktowana, jakbym była największym problemem tej rodziny. Teraz mam wrażenie, że również moi młodsi bracia zostali przez rodziców tak nastawieni, że patrzą na mnie dokładnie tak samo. Coraz częściej czuję, że nie mam już rodziny. Czasami zastanawiam się, czy może kiedyś zrobiłam albo powiedziałam coś, czego nawet nie pamiętam, co sprawiło, że zobaczyli we mnie wroga i od tamtej pory wszystko, co robię, jest odbierane przeciwko mnie. Czuję, jakbym żyła z ludźmi emocjonalnie niedojrzałymi, którzy na mojej porażce próbują się dowartościować i którzy potrzebują, żebym była tą gorszą, żeby sami mogli poczuć się lepiej. Wracam styrana z pracy, a oni potrafią być zdziwieni, że jestem zmęczona, jakbym była jakąś maszyną, która ma po pracy dalej sprzątać, gotować i spełniać wszystkie oczekiwania. Nie mam pieniędzy, żeby się wyprowadzić, więc czuję się uwięziona we własnym domu. Doszło do tego, że serio myślę o spakowaniu rzeczy i zamieszkaniu w samochodzie, bo chyba wolałabym spać w aucie niż codziennie wracać do miejsca, w którym czuję się jak ktoś niewystarczający i bezwartościowy. I chcę zaznaczyć, że to, co tutaj napisałam, to jest może mały procent tego, co naprawdę dzieje się w domu, i tego, jak się przez to wszystko czuję. Nie jestem w stanie opisać całej skali tego, co dzieje się między nami. Najbardziej dobija mnie to, że naprawdę nie wiem, czego oni ode mnie jeszcze chcą. Ile można dawać z siebie, zanim człowiek po prostu się wypali? Mam już takie momenty, że przychodzą mi do głowy najczarniejsze myśli i zastanawiam się, czy gdybym po prostu zniknęła, to wtedy wreszcie dotarłoby do nich, ile mnie kosztowało życie w tym domu. Chcę, żeby ktoś w końcu zauważył, że też się staram, że też pracuję, że też mam swoje granice i że nie jestem tylko zbiorem wad i porażek. Jestem potwornie zmęczona tym, że moje dobro, moje sukcesy i moja praca są dla nich niewidzialne, a każda moja słabość jest natychmiast wykorzystywana przeciwko mnie. Czuję się samotna wśród własnej rodziny i naprawdę zaczynam nie wiedzieć, ile jeszcze jestem w stanie to znosić.

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
