
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak przekonać się...
Jak przekonać się od tatuaży?
Darwin
Daria Dobrzyńska
Dzień dobry! Myślę, że kluczowym w procesie zaakceptowania tatuażu żony będzie odpowiedzieć sobie na pytanie “co tak naprawdę sprawia, że uważa Pan, że tatuaż żonę oszpeca?”. Odpowiedzi może być bardzo wiele - być może nie był Pan gotowy na sam fakt zrobienia tatuażu i ciężko Panu zaakceptować zmianę? Warto omówić ten temat z żoną, jednak pamiętając o zasadzie nieranienia drugiej strony. Proszę opowiedzieć partnerce o swoich obawach i trudnościach z zaakceptowaniem tej zmiany. Szczera rozmowa to podstawa w akceptacji. :)
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Monika Wróbel-Rojek
Dzień dobry,
rozumiem, że czuje Pan rozczarowanie i złość w związku z tym, iż żona zrobiła sobie tatuaż. Myślę, że kluczem do polepszenia relacji z małżonką jest szczera rozmowa z przestrzenią na ukazanie i usłyszenie wzajemnych emocji i potrzeb. Czasami potrzeba czasu by przyzwyczaić się do zmian, ale tylko podjęcie dialogu pozwoli wyjaśnić swoje wzajemne urazy i wypracować rozwiązanie. Inaczej kłopoty małżeńskie mogą się nawarstwiać, a niechęć i frustracja wpływać na inne obszary życia. Jeśli mieliby Państwo trudność, by samodzielnie porozmawiać w atmosferze szacunku i wzajemnego słuchania, warto zastanowić się nad konsultacją u terapeuty par, który pomoże poprawić małżeńską relację.
Mam nadzieję, że uda się Państwu pokonać trudności.
Pozdrawiam serdecznie,
Monika Wróbel-Rojek,
Psycholog, psychoterapeuta CBT
Usunięty Specjalista
Myślę, że warto przyjrzeć się temu tematowi, być może pod okiem specjalisty.
Odkryć czemu tatuaże budzą w Panu takie skrajne emocje, co za tym się kryje. Uwalniając się od takich skrajnych emocji/ przekonań (?), być może lęków, rozumiejąc cały mechanizm da Pan sobie szanse na komfort psychiczny i spokój.
Pozdrawiam serdecznie
Karina Solarska-Dobrowolska
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz
Dzień dobry,
z Pana wypowiedzi wynika, że każda zmiana jest pewnego rodzaju stresem i wymaga przystosowania się. Czasem pozornie małe rzeczy mogą nam bardzo przeszkadzać. Nie zawsze jest możliwość zmiany (jak w przypadku tatuażu, jest na całe życie, oprócz oczywiście możliwości usunięcia, choć i tak blizna zostaje), a przystosowanie się do tej sytuacji wymaga czasu. Myślę, że też dobrym pomysłem mogłaby być rozmowa z żoną o Pana uczuciach dotyczących tatuażu (zwłaszcza, że wcześniej otrzymała informację, że nie ma Pan nic przeciw temu).
Pozdrawiam
Małgorzata Korba-Sobczyk
Dzień dobry
Ważne jest, aby Pan spróbował dotrzeć do sedna pytania dlaczego jest to dla Pana trudny temat, dlaczego uważa Pan ,że tatuaż "oszpeca" żonę. Być może rozmowa i próba zrozumienia pobudek żony , będzie pomocna w zrozumieniu siebie i swoich emocji. Proszę zastanowić się, dlaczego tatuaż tak bardzo wpływa na Pana sposób postrzegania żony. Czy jest to związane z jakimiś uprzedzeniami lub stereotypami?
Jeśli trudności w zaakceptowaniu tatuażu żony utrzymują się i wpływają na Waszą relację, warto rozważyć terapię małżeńską. Profesjonalny terapeuta może pomóc Wam odkryć przyczyny tych trudności i znaleźć sposoby na ich przezwyciężenie.
Pozdrawiam
Małgorzata Korba-Sobczyk

Zobacz podobne
Co robić, błagam, pomóżcie. Mój partner od 11 w związku ze mną zmienił się w potwora. Na każdym kroku mnie poniża nawet przy dziecku, zrzuca na mnie każdą winę. Nawet gdy to on popełni błąd, wina zawsze jest moja. Ciągle słyszę: powinnaś zrobić tak, Powinnaś pomyśleć, źle zrobiłaś, nie tak" albo "zamknij mordę", zamknij ryj idiotko, WYPIERDALAJ z tego domu". Ja wywołuje czasem niechcący te awantury, bo umiem tylko rozmową rozwiązywać problemu, a on nigdy nie chce ze mną rozmawiać. Chowa głowę w piasek i udaje, że nic się nie dzieje. A jak nalegam, to on wpada w szal i zaczyna atakować. Nic do niego nie przemawia, a gdy się sprzeciwie, to on zrzuca się z rękami na mnie. Nasz syn ma 10 lat i też nie poznaje własnego ojca.
Witam, na wstępie zaznaczam, że od 9 lat leczę się na depresję, w tym czasie zażywałem leki, odstawiałem, było bardzo źle, następnie zaczynałem brać na nowo i wszystko wracało do normy, było stabilnie. Od pewnego czasu, ok. 3 miesięcy pomimo brania leków jestem w totalnym psychicznym dołku, w styczniu się rozwiodłem, od listopada zeszłego roku mieszkam sam. Ale od około jak już wspomniałem, 3 miesiące czuje, że jestem sam, nie mam nikogo, wcześniej chciałem być sam, cieszyłem się, jednak teraz wiem, że moje myślenie było błędem, nie potrafię sobie poradzić z otaczającym światem, mam obniżony nastrój, nic mnie nie cieszy, wcześniej chodziłem z uśmiechem do pracy, teraz na samą myśl o tym nie chce mi się żyć, nie chce mi się wstawać, wracam z pracy, idę spać, w pracy śpię, nie mogę się na niczym skupić, nic mi nie przynosi radości, wegetuję, do tego dochodzą myśli, że co ja tu robię? Po co ja się męczę? Nienawidzę tego, tak naprawdę rozwód był z mojej winy, bo tego chciałem, teraz żałuję, wcześniej było mi źle, teraz jest jeszcze gorzej, przypominam sobie dobre chwile z żoną, to jest bardzo dobrą osobą, teraz widzę, że popełniłem bardzo duży błąd, zacząłem pić więcej alkoholu, bardzo zaniedbałem siebie, przytyłem, nie mam siły się do niczego zmotywować, chciałbym uciec, ale nie mam dokąd… wszystko mnie przytłacza…. Czuję, że w pewnym momencie pęknę… że nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć, poskładać, chciałbym powiedzieć byłej żonie, że bardzo jej dziękuję za to, jaką była, że mi jej brakuje… boję się że w pewnym momencie nie dźwignę tego wszystkiego…. Że już nie będę miał siły… nie wiem co mam robić? Rezygnacja, brak motywacji, brak chęci, przygnębienie, przytłoczenie, samotność, przegrane życie… myśli samobójcze… nie potrafię nawiązać relacji… zostałem sam… nie mam nikogo… w środku krzyczę, na zewnątrz udaję że jest super… jak mogę sobie pomóc?

