Dzień dobry,
zacznę od tego, co sam Pan zauważa na końcu: na podstawie opisanej sytuacji rzeczywiście nie da się stwierdzić, czy mamy do czynienia z OCD, spektrum autyzmu, osobowością anankastyczną czy jeszcze czymś innym. I nie jestem pewna, czy od znalezienia właściwej etykiety zaczynałabym szukanie odpowiedzi.
Zainteresowało mnie natomiast coś innego.
Opisuje Pan sytuacje, w których pilnuje Pan, czy partnerka zjadła i wzięła tabletki, zamawia za nią jedzenie czy opowiada za nią jej historie. A obok tego sytuacje, w których ona robi coś inaczej, niż według Pana „powinno” być zrobione — pije ze „złej” szklanki albo używa „niewłaściwej” łyżeczki — i pojawia się w Panu napięcie lub złość.
Spróbowałabym na początku tych dwóch rzeczy nie wrzucać do jednego worka.
W pierwszym przypadku warto byłoby przyjrzeć się granicy między troską o drugą osobę a przejmowaniem odpowiedzialności za nią. Partnerka jest dorosłą osobą. Może zapomnieć zjeść, może sama zamówić jedzenie, może opowiedzieć swoją historię — nawet inaczej, niż Pan by ją opowiedział. Być może pomocnym eksperymentem byłoby czasem świadomie niczego za nią nie robić i zobaczyć, co wtedy dzieje się nie z nią, ale z Panem.
Czy pojawia się niepokój? Irytacja? Poczucie, że coś pójdzie źle? Trudność w patrzeniu, jak ktoś robi coś inaczej, niż zrobiłby to Pan?
Podobnie ze szklanką czy łyżeczką. Pisze Pan: „to tylko łyżeczka, ale dla mnie jednak mimo wszystko tak nie jest”. I właśnie ta druga część zdania wydaje mi się ciekawa.
Nie próbowałabym więc jedynie ukrywać przed partnerką, że coś Pana denerwuje. To może sprawić, że kontroluje Pan zachowanie, ale napięcie pozostaje. Spróbowałabym raczej zostać przez chwilę z tym dyskomfortem bez poprawiania rzeczywistości.
Partnerka je jogurt łyżeczką, która według Pana jest do herbaty. Pan zauważa: „bardzo chcę, żeby wzięła inną”. I nic Pan z tym nie robi. Nie poprawia jej, nie zmienia łyżeczki, nie tłumaczy. Tylko obserwuje, co się w Panu pojawia i co się stanie, jeśli rzeczy pozostaną „nie tak”.
Być może właśnie wtedy zacznie Pan odkrywać, co tak naprawdę jest trudne w tej łyżeczce.
Czy chodzi o porządek? O zasady? O przewidywalność? O poczucie, że rzeczy powinny mieć swoje miejsce i zastosowanie? A może odstępstwo od reguły wywołuje napięcie, które trudno Panu wytrzymać?
To są rzeczy, którym zdecydowanie można przyjrzeć się w gabinecie.
Nie musi Pan przychodzić do psychologa czy psychoterapeuty z gotową diagnozą. Wręcz przeciwnie — może Pan przyjść dokładnie z tym, co napisał tutaj: „mam dużą potrzebę kontroli, pewne odstępstwa od moich zasad wywołują we mnie nieproporcjonalnie duże napięcie i zaczyna to wpływać na moją relację”.
Wtedy można wspólnie przyglądać się temu, od kiedy tak Pan ma, w jakich jeszcze obszarach życia się to pojawia, co uruchamia napięcie, jak Pan sobie z nim radzi i jaką funkcję ta kontrola pełni. Jeżeli w toku konsultacji pojawią się przesłanki do diagnostyki OCD, spektrum autyzmu czy zaburzeń osobowości, można dobrać odpowiednią dalszą diagnostykę.
Nie traktowałabym jednak diagnozy jako sposobu na to, żeby coś w mózgu zaczęło „normalnie grać”. Diagnoza, jeśli jest potrzebna, może pomóc zrozumieć, skąd biorą się pewne doświadczenia i dobrać odpowiednią pomoc. Sama w sobie nie jest naprawą.
I jest w Pana wiadomości coś, od czego można już zacząć: zauważył Pan, że Pana zachowanie wpływa na partnerkę i nie chce Pan, żeby to ona musiała nauczyć się wszystkich Pana zasad, żeby między Wami było spokojnie.
To może być bardzo dobry punkt wyjścia do pracy.
Z serdecznością,
Agnieszka Buczma