
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia lękowe, związki i relacje
- Nie potrafię zaufać...
Nie potrafię zaufać mężowi bez powodu - lęk, zazdrość i napięcie w małżeństwie
Dariusz Zawora
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Leah Prymas
To, co Pani opisuje, brzmi bardzo męcząco, bo z jednej strony widzi Pani dużo dowodów troski i zaangażowania męża, a z drugiej w środku nadal pojawia się lęk, że „coś jest nie tak”. Czasem potrzeba kontroli i upewniania się nie wynika z realnych sygnałów zagrożenia, tylko z trudności w regulowaniu niepewności. Warto byłoby przyjrzeć się temu z psychologiem, zanim ten lęk zacznie coraz mocniej wpływać na Panią i na relację.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Mężczyźni inaczej podchodzą do obrazów i to, co kobieta może uważać za zdradę, dla nich może być bez znaczenia i naprawdę nie nosić znamienia zdrady. Nie pisze tutaj tego, aby Panią uspokoić, ale by wyjaśnić że mężczyźni są wzrokowcami i nie ma za tym nic zdrady. Sama Pani widzi, że wzbudzają się w Pani bezpodstawne podejrzenia. Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie, co się musi wydarzyć, aby zmieniła Pani stosunek do całej sprawy i zaczęła mu ufać? Pani zachowanie wymaga uwagi psychologa. Pojawiające się napięcia i podejrzenia z czegoś się biorą. Może to być Pani nieprzepracowana przeszłość i zranienia. Tego nie wiem. Ale proszę nabrać dystansu do tego, aby nie było coraz gorzej.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Mam wrażenie, że największym problemem w tej historii nie jest to, czy mąż jest godny zaufania, tylko że Pani bardzo trudno jest poczuć się bezpiecznie nawet wtedy, kiedy rzeczywistość nie daje ku temu powodów.
Opisuje Pani człowieka, który jest otwarty, czuły, daje Pani dostęp do telefonu, rozmawia o Pani obawach, respektuje granice i konsekwentnie pokazuje zaangażowanie. A mimo tego pojawia się myśl: „a jeśli coś przeoczę i wszyscy będą wiedzieć przede mną?” To brzmi bardziej jak lęk przed byciem oszukaną i zranioną niż jak reakcja na konkretne zachowanie męża. Myślę, że to właśnie dlatego nie próbowałabym zdobywać jeszcze większej ilości dowodów. Ma Pani już bardzo dużo informacji. Kolejne sprawdzanie prawdopodobnie przyniosłoby ulgę tylko na chwilę, a później umysł znalazłby następny szczegół do analizy. Zaufanie nie polega na tym, że mamy pewność, iż druga osoba nigdy nas nie zrani. Bardziej na tym, że wierzymy jej, dopóki rzeczywistość nie daje nam powodów, żeby tę wiarę zmienić. To polubienie zdjęcia przyjaciółki mogło Panią zaboleć i dobrze, że o tym porozmawiałyście. Ale warto uważać, żeby jedno zdarzenie nie stało się „dowodem” na całą teorię o mężu.
Nie podejmowałabym też decyzji o odejściu tylko po to, żeby przestać czuć lęk. Można uciec od relacji, ale niekoniecznie od mechanizmu, który ten lęk tworzy. Może Pani spróbować następnym razem, kiedy pojawi się podejrzenie, zatrzymać się przed rozmową z mężem i zapisać dwie rzeczy: co wiem, a czego się obawiam. To często bardzo dobrze pokazuje różnicę między sygnałem ostrzegawczym a lękową interpretacją.
Jeszcze jedno pytanie, które może być dla Pani ważniejsze niż „czy mogę mu ufać?”: co musiałoby się wydarzyć, żebym wreszcie uznała, że wystarczająco dużo dowodów już mam? Bo być może właśnie tutaj znajduje się sedno Pani trudności.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Katarzyna Możdżyńska
Natalia Włosek
To, co opisujesz, bardziej przypomina mi silny lęk i nadmierną czujność niż realny brak powodów do zaufania. Oczywiście z samego wpisu nie da się tego rozstrzygnąć, ale sama zauważasz bardzo ważną rzecz: mąż nie daje Ci właściwie powodów do podejrzliwości, a mimo to Twój umysł ciągle szuka odpowiedzi na pytanie „a co, jeśli coś przede mną ukrywa?”.
W takich sytuacjach często działa mechanizm: pojawia się lęk -> zaczynasz analizować zachowanie partnera -> znajdujesz jakiś drobny szczegół, np. polubienie zdjęcia -> pojawia się chwilowa potrzeba wyjaśnienia -> mąż uspokaja Cię -> na moment jest lepiej, ale później pojawia się kolejna wątpliwość. I koło się zamyka.
Warto też oddzielić „czuję, że coś jest nie tak” od „mam dowody, że coś jest nie tak”. Uczucie jest prawdziwe, ale nie zawsze mówi prawdę o rzeczywistości. Czasami mówi więcej o naszym lęku niż o zachowaniu drugiej osoby.
Zastanowiłabym się więc nie tylko nad tym, czy możesz ufać mężowi, ale również nad tym, dlaczego tak bardzo boisz się, że zostaniesz oszukana i wyjdziesz na „głupią”. Być może właśnie tam znajduje się sedno problemu.
Jeśli te myśli często odbierają Ci spokój, wpływają na Waszą relację i nastrój, naprawdę warto porozmawiać z psychologiem. Nie dlatego, że „problem jest w Tobie”, tylko żebyś nie musiała całe życie walczyć z własnym lękiem i szukać pewności, której w związku nigdy nie da się mieć w 100%.
Martyna Kryślak
To, co opisujesz, nie brzmi jak brak miłości do męża, tylko raczej jak duża trudność w zaufaniu i tolerowaniu niepewności. Szczególnie zwróciłabym uwagę na to, że sama zauważasz: „nie mam żadnego powodu”, a jednocześnie pojawia się silne poczucie, że „coś jest nie tak”. Warto rozdzielić uczucie od faktów – możesz czuć lęk, ale sam lęk nie jest dowodem, że rzeczywiście dzieje się coś złego.
Z tego, co piszesz, mąż daje Ci wiele powodów, żeby czuć się bezpiecznie: jest czuły, wspierający, otwarty, rozmawia z Tobą, daje Ci dostęp do telefonu i kont, reaguje na Twoje potrzeby. Jednocześnie mam wrażenie, że im więcej otrzymujesz zapewnień, tym bardziej Twój umysł szuka kolejnego „ale”.
Dlatego nie próbowałabym rozwiązywać tego poprzez coraz większe kontrolowanie męża. Nigdy nie uzyskasz stuprocentowej pewności, że druga osoba nigdy Cię nie zrani. Zaufanie polega również na zaakceptowaniu pewnego poziomu niepewności.
Dobrym ćwiczeniem może być zapisywanie w takich momentach: „Co wiem?” i „Czego się boję?”. W przypadku zdjęcia przyjaciółki faktem było: „polubił zdjęcie”. Lęk dopowiedział: „podoba mu się bardziej ode mnie”, „może mnie porównuje”, „może coś przede mną ukrywa”, „wszyscy będą wiedzieć oprócz mnie”. To ogromna różnica.
Nie oznacza to, że Twoje emocje są głupie czy nieważne. One są prawdziwe, ale nie każda myśl, która pojawia się pod wpływem lęku, jest prawdą.
Nie odchodziłabym od męża tylko po to, żeby uciec od tego napięcia. Jeśli źródłem problemu jest lęk przed zdradą i trudność w zaufaniu, istnieje ryzyko, że podobny mechanizm pojawi się również w kolejnej relacji.
Rozważyłabym natomiast indywidualną psychoterapię. Warto przyjrzeć się temu, skąd bierze się lęk, że zostaniesz oszukana, upokorzona albo że „wszyscy będą wiedzieć oprócz Ciebie”. To może być dużo ważniejsze niż kolejne rozmowy o tym, czy mąż na pewno jest uczciwy.
I chyba najważniejsze: nie musisz nauczyć się ufać mu „na 100%”. Możesz nauczyć się ufać mimo tego, że nie masz pełnej kontroli i pewności. To właśnie jest jedna z najważniejszych rzeczy, nad którymi warto pracować.
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Tudność wydaje się dotyczyć przede wszystkim lęku przed zranieniem i braku poczucia bezpieczeństwa, mimo że zachowanie męża nie daje Pani obecnie wyraźnych powodów do nieufności. Ciągłe szukanie potwierdzenia, że „coś jest nie tak”, może niestety ten lęk dodatkowo wzmacniać.
Warto spróbować oddzielać fakty od własnych obaw i zastanowić się, skąd pojawia się tak silny lęk przed oszukaniem lub odrzuceniem. Jeśli mimo rozmów i zapewnień męża trudno Pani nad tym zapanować, pomocna może być indywidualna konsultacja psychologiczna.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Jagoda Jek
W tym opisie najbardziej zwraca uwagę nie zachowanie męża, tylko to, że mimo braku konkretnych powodów Twój lęk nadal szuka kolejnych dowodów, że coś jest nie tak. Dostajesz od niego informacje, dostęp do telefonu i kont, rozmawiacie o Twoich obawach, a on zachowuje się wobec Ciebie troskliwie – a mimo tego poczucie zagrożenia nie znika. To może sugerować, że problemem nie jest brak informacji, tylko trudność w poczuciu bezpieczeństwa i zaufaniu.
Polubienie zdjęcia przyjaciółki mogło uruchomić Twoje porównywanie się z nią i lęk, że nie jesteś wystarczająca. Jego odpolubienie zdjęć może dać Ci chwilową ulgę, ale nie rozwiązuje mechanizmu. Przy kolejnym podobnym zdarzeniu lęk może znaleźć następny powód do niepokoju.
Dlatego nie próbowałabym osiągać spokoju poprzez kolejne zapewnienia, sprawdzanie telefonu czy analizowanie jego zachowania. To może działać krótkoterminowo, ale utrwala przekonanie, że żeby być bezpieczną, musisz coś sprawdzić albo dostać potwierdzenie.
Możesz natomiast zacząć rozdzielać „mam wrażenie, że coś jest nie tak” od „mam dowody, że coś jest nie tak”. Emocja jest prawdziwa, ale nie zawsze jest informacją o rzeczywistości.
Warto też przyjrzeć się temu, czego właściwie boisz się najbardziej. Nie tylko „że mnie zdradzi”, ale np. „że okażę się naiwna”, „że wszyscy będą wiedzieć przede mną”, „że nie jestem wystarczająco atrakcyjna”. To właśnie z tymi przekonaniami warto pracować.
Nie podejmowałabym decyzji o rozstaniu wyłącznie po to, żeby przestać odczuwać lęk. Jeśli kochasz męża i widzisz, że relacja jest dobra, warto najpierw dać sobie możliwość przepracowania tego z psychologiem. Szczególnie jeśli zauważasz, że podobne podejrzliwość, porównywanie się lub potrzeba upewniania pojawiają się również w innych relacjach.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka
Wiktoria Woldan
Dzień dobry,
z tego, co Pani opisuje, mam wrażenie, że źródłem największego cierpienia nie są same zdjęcia czy obrazy, ale lęk i niepewność, które pojawiają się wokół relacji. Kiedy bardzo zależy nam na drugiej osobie, łatwo zacząć dostrzegać zagrożenie nawet tam, gdzie nie mamy jednoznacznych dowodów. Wtedy pojawia się napięcie, potrzeba kontroli i szukania potwierdzenia, że wszystko jest w porządku.
Warto zastanowić się, co dokładnie budzi w Pani tak silne obawy i jakie myśli pojawiają się w tych momentach. Często za zazdrością lub podejrzliwością kryje się lęk przed odrzuceniem, utratą bliskości albo poczucie, że nie jest się wystarczającą.
Myślę, że warto skupić się nie tylko na zachowaniu męża, ale również na własnych emocjach i potrzebach. Jeśli ten temat często wraca i wywołuje dużo cierpienia, pomocna może być rozmowa ze specjalistą, aby lepiej zrozumieć źródło tych obaw i nauczyć się budować większe poczucie bezpieczeństwa w relacji.
pozdrawiam:)
Psycholog Wiktoria
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Pani trudności z zaufaniem mężowi, mimo jego otwartości i starannej troski, wynikają najprawdopodobniej z głębokich, wewnętrznych lęków lub nieprzepracowanych zranień z przeszłości, które skłaniają do szukania zagrożeń nawet tam, gdzie ich nie ma. Sytuacja ze zdjęciem przyjaciółki stała się jedynie wyzwalaczem dla lęku przed odrzuceniem i brakiem poczucia własnej wartości, a ciągłe podejrzliwość i ucieczkowe myśli o rozstaniu mają za zadanie ochronić Panią przed ewentualnym zranieniem. Warto przepracować ten problem na psychoterapii indywidualnej, ponieważ bez dotarcia do źródła własnego niepokoju trudne emocje będą powracać, niszcząc tę cenną i wspierającą relację.
Powodzenia.
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Dzień Dobry Chciałbym zapytać czy coś jest ze mną nie tak, jestem w związku od 5lat. Mieszkam razem z narzeczoną w wynajmowanym mieszkaniu. Przychodzi taki czas, że zaczyna się na mnie wkurzać, że nic nie robię, nie mogłem zrobić tego tamtego. W chwilach złości wyzywa mnie od zera, że jestem nikim i gorsze rzeczy. Staram się robić wszystko co mogę. Zawsze zapomnę o jakimś drobiazgu i znowu myślę kiedy będzie awantura. Zdarzyło mi się ją złapać mocniej nie jak tulić, tylko ścisnąć z bezsilności i nie wiem czy ja jestem jakiś psychiczny już po prostu nie daje sobie rady.
Mój mąż od zawsze pomagał rodzinie. Rozumiałam to i akceptowałam. Po naszym małżeństwie jego rodzice się rozeszli. Najpierw trzymał stronę matki, potem ojca, obecnie jest pół na pół. Mamy dzieci, ale mąż nie spędza z nimi czasu. Znów przejął rolę własnego ojca i spędza czas z młodszym rodzeństwem. Wini siebie za ich niepowodzenia. Wini też siebie za to, że musiał się wyprowadzić od swojego ojca i pomóc moim rodzicom (jestem jedynaczką) jak mój tata zachorował, bo ja musiałam być. Nie widzi tego, że ma dorosłe rodzeństwo, które może go zastąpić, jeśli teść poprosi (rzadko prosi o pomoc, bo sobie radzi, nawet jak hodował na raka). Ja już nie wiem, jak mu pomóc. Zaczyna to się odbijać na na mnie, na dzieciach, na relacjach z moimi rodzicami (według niego nie wiem co powinni robić), bo przyszedł tutaj, jak jego tata zachorował na raka (poszedł tam jego wtedy pełnoletni bart mieszkać), reszta rodzeństwa woli z jego ojcem i matką być na odległość. Ja jestem od pewnego czasu sama z chorobami dzieci, z pracą, z domem i wieloma rzeczami co chodzi o rodzinę. Dodatkowo mama co mi pomaga w wolnej chwili też już zaczyna narzekać, że przecież mam męża, a wszystko zwalam na nią, że wciąż mojego męża nie ma w domu, jak potrzebuje od niego pomocy. Ja już nie wiem, jak mam się tłumaczyć mamie gdzie jest mój mąż, już mam dość kłamstw, a on mnie prosi o to bo nie chce nic mówić moim rodzicom co się dzieje, bo nie chce się z nimi kłócić. Ja już nie wiem, jak go wspierać, jak nie mam wsparcia od niego.

