Nowość

Masz pytanie, które ciągle chodzi Ci po głowie?

Opisz je psychologowi w aplikacji i otrzymaj odpowiedź w ciągu 24 godzin - bez kamery i umawiania wizyty.

Napisz do specjalistyPakiety od 49 zł · odpowiedź do 24 h
Wstecz

Od 24 lat kocham inną kobietę i nie potrafię być szczęśliwy w małżeństwie - czy da się to wyprostować?

Treść wrażliwa

R

To chyba nawet nie problem a wyznanie, nie wytrzymam już dłużej :(. Dlaczego tutaj, nie wiem, pierwsze co mi wyskoczyło w wyszukiwarce, potrzebuję z kimś porozmawiać... Mam już swoje lata, przeżyłem ponad pół wieku, w tym 24 lata z jedną kobietą. Mamy dzieci, dom, zwierzaki, niczego nam nie brakuje, można powiedzieć że udane życie. I od 24 lat jestem nieszczęśliwy :(, a jakże z powodu kobiety (o ironio, jest psychologiem...). Od 24 lat kocham inną, która mnie nie chciała... (będzie patetycznie) dla której mogłem góry przenosić, oddać za nią życie. Są długie okresy, kiedy o niej nie myślę, nie pamiętam i jest znośnie. Potem pojawia się ktoś lub coś, co mi o niej przypomina i zaczyna się tortura... potrwa pewnie tydzień, dwa i znów się uspokoi, życie wróci na swoje utarte tory. Myślę, zapewne naiwnie co by było gdybym, był z tamtą. Czy osiągnął bym w życiu więcej, czy spełniłbym swoje wcale niemałe ambicje, wykorzystał też niemałą wiedzę, umiejętności i doświadczenie, wydaje mi się, że miałbym nieustający napęd do działania. A może by mnie ten związek zniszczył i nie osiągnął bym nic? Wszystko co robię do tej pory, robię, bo muszę, bo tak wypada, bo trzeba. Do pracy, do wakacji, do seksu... do wszystkiego niemalże się zmuszam. Jestem wdzięczny swojej żonie za to, że mnie zmieniła, zrobiła innym człowiekiem. A mimo to nie potrafię jej pokochać, tak jak tamtej. Ma swoje życie, rodzinę, dzieci. Nie wiem nawet jaka jest tak naprawdę po tylu latach, może wredna i złośliwa i zamienia życie bliskich w piekło, może jest brzydka jak noc. Jestem świadomy, że żyję wyobrażeniami i wspomnieniami z przed ćwierć wieku, tylko co to zmienia..., czasem naprawdę nachodzą mnie takie myśli, których sam się boję, że może serce tego nie wytrzyma i wreszcie będę miał spokój... Może to da się jakoś wyprostować, wyleczyć. R.

Dzień dobry R.,

 

dziękuję Ci za to, że podzieliłeś się swoimi przeżyciami. Czytając Twoje słowa, mam poczucie, że od wielu lat niesiesz w sobie jakiś rodzaj cierpienia i że bywają momenty, w których szczególnie trudno Ci sobie z nim poradzić.

 

Chciałabym zacząć od tego, że jeśli przez „wyprostowanie” tej sytuacji masz na myśli lepsze zrozumienie siebie, swoich emocji i potrzeb, przyjrzenie się temu, co tak mocno Cię porusza, oraz znalezienie sposobu na życie z większym spokojem, to wierzę, że jest to możliwe. Psychoterapia może być przestrzenią, w której można bezpiecznie przyjrzeć się tym doświadczeniom.

 

Choć odsłoniłeś część swojej historii, wielu aspektów mogę się jedynie domyślać. Zastanawiam się, co tak naprawdę wiąże się dla Ciebie z tamtą miłością. Kim czułeś się w relacji z tą kobietą? Za czym tęsknisz, kiedy wracają wspomnienia - za nią samą, za tym, co mogło się wydarzyć, czy może również za jakąś częścią siebie, której wtedy doświadczałeś?

 

Poruszyło mnie też to, co piszesz o codzienności, w której niemal wszystko robisz "bo trzeba, bo wypada, bo tak należy". Wyobrażam sobie, jak obciążające może to być.

 

Chcę też zatrzymać się przy Twoich słowach o myślach, których sam się boisz, i o nadziei na to, że wreszcie będziesz miał spokój. Nie wiem, co dokładnie masz na myśli, pisząc o nich, ale nie chciałabym tego fragmentu pominąć. Jeśli czujesz, że możesz stracić kontrolę nad swoim bezpieczeństwem, poszukaj natychmiastowej pomocy. Nie musisz zostawać z tym sam. 

 

Mam nadzieję, że znajdziesz sposób na to, żeby mieć przestrzeń nie tylko na powinności, ale też na Ciebie, Twoje potrzeby i pragnienia.

Życzę Ci dużo dobrego i przesyłam ciepłe pozdrowienia.

 

Adela Szemczak

Psycholożka i Psychoterapeutka

Monumental - miejsce psychoterapii i rozwoju psychofizycznego

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
Zdjęcie Natalia Dub

Natalia Dub

Psycholożka
14 odpowiedzi na forum

Dzień dobry.

Przede wszystkim bardzo dobrze, że Pan to z siebie wyrzucił. Noszenie w sobie takiego ciężaru w samotności przez ćwierć wieku i to w poczuciu, że wszystko robi się, bo wypada to ogromny, wyczerpujący trud dla organizmu i psychiki.

To, o czym Pan pisze, nie jest głupotą ani naiwnością. To bardzo głębokie zjawisko psychologiczne.

1Tęsknota za wersją siebie. a nie tylko za kobietą

Sam Pan to bardzo przytomnie zauważył: od lat nie zna Pan tej kobiety i żyje Pan jej obrazem sprzed 25 lat. W psychologii wyidealizowany obraz kogoś z przeszłości często staje się symbolem tego, co w nas samych zostało zamrożone naszej pasji, głodu życia, dzikiej energii i ambicji.

Tamta kobieta jest w Pańskim umyśle symbolicznym napędem, którego brakuje Panu w codzienności. Zastanawia się Pan, co by osiągnął, gdyby z nią był, bo relacja z obecną żoną  choć bezpieczna, udana i stabilna wymaga od Pana zmuszania się do działania, a nie daje wewętrznej iskry.

 Życie w trybie obowiązku i utrata czucia

Do pracy, do wakacji, do relacji... robi Pan wszystko, bo trzeba. Kiedy przez 24 lata żyje się w poczuciu wdzięczności i przyzwoitości („żona zmieniła mnie na lepsze, mamy dom, jest udanie”), ale bez dostępu do własnego zachwytu i prawdziwego pragnienia, układ nerwowy po prostu opada z sił. 

Myśli o spokoju dla serca

To, że w momentach najsilniejszego bólu pojawia się myśl o tym, by serce wreszcie odpuściło, pokazuje poziom Pana psychicznego zmęczenia. To być może nie jest chęć nieistnienia to jest powracające pragnienie odpoczynku od ciągłego udawania i zmuszania się.

Czy to da się wyleczyć lub wyprostować?

Tak. Absolutnie tak. To nie jest sytuacja bez wyjścia i nie musi Pan tak żyć do końca swoich dni.

To się leczy na terapii: Utrwalone przez lata idealizowanie przeszłości, żałoba po nieprzeżytym życiu oraz powrót do odczuwania własnych pragnień (zamiast tylko obowiązków) to klasyczny obszar pracy w psychoterapii indywidualnej.

Nie musi Pan od razu wywracać życia do góry nogami: Nie chodzi o to, żeby z dnia na dzień niszczyć dom czy odchodzić od żony. Chodzi o to, żeby na bezpiecznym gruncie (u psychoterapeuty, z którym nie łączy Pana żaden stosunek prywatny) przyglądnąć się temu, gdzie zagubił Pan swoją własną życiową energię i jak przywrócić ją do Pana obecnego życia.

Fakt, że Pańska żona jest psychologiem, może utrudniać Panu otwarcie się w domu (bo boi się Pan oceny lub tego, że ona od razu „zdiagnozuje” problem). Dlatego własna, niezależna przestrzeń terapeutyczna jest tu kluczowa.

Bardzo zachęcam Pana do zrobienia tego jednego kroku umówienia się na konsultację z psychoterapeutą, przed którym będzie Pan mógł wreszcie zrzucić tę maskę. Zasłużył Pan na to, żeby na nowo zacząć czuć, a nie tylko trwać.

Pozdrawiam Pana bardzo ciepło.

Zdjęcie Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Psycholog
949 odpowiedzi na forum

Dzień dobry

 

 Dobrze, ze Pan się z tym dzieli. To naprawdę pomaga, prawda? Niby niewiele, ale zmienia się perspektywa. W trudnych chwilach wraca Pan do przeszłości i odrzuconej miłości, zastanawiając się co by było, gdyby...pielęgnuje Pan w  sobie te wspomnienia, ale proszę pamiętać, ze jakby nie patrzeć to miały one rys traumatyczny. Wszedł Pan na poziom analiz przeszłości ale z tego rzadko kiedy wychodzi coś dobrego. Z prostej przyczyny. Scenariusze są zawsze w pana głowie, a nikt nie wie, jakby było naprawdę. Mam wrażenie że przez te lata nie wychodzi Pan z roli osoba, która kogoś straciła. Przezywa Pan coś na kształt żałoby, która się zapętliła i nie pozwala na ostatnią fazę. Proszę zastanowić się nad psychoterapią, która pomoże Panu domknąć przeszłość i ta perspektywę do spokojniejszego życia.. 

Zdjęcie Konstancja Gromala-Wielek

Konstancja Gromala-Wielek

Psycholog
177 odpowiedzi na forum

Sam Pan słusznie zauważył, że żyje wyobrażeniem sprzed ćwierć wieku. Tamta relacja nigdy nie została wystawiona na próbę codzienności: rachunków, niepozmywanych naczyń, chorób czy zmęczenia. Pozostała nieskazitelnym pomnikiem, z którym rzeczywistość (i Pana żona) nie ma szans wygrać.

Zmuszanie się do pracy, wakacji, a nawet seksu to wyraźny sygnał wypalenia i głębokiego kryzysu egzystencjalnego. To, że ma Pan dom, dzieci i stabilizację, nie oznacza, że Pana wewnętrzne potrzeby bliskości, pasji i autentyczności są zaspokojone.

Ten ból i tortura, choć wracają falami, są sygnałem od Pana organizmu, że dotychczasowa formuła życia się wyczerpała i czas na zmianę, a nie na poddanie się.

 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: Para jedzie razem na rowerze tandemie

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!