
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Wybuchowy ojciec,...
Wybuchowy ojciec, manipulacja i ADHD - jak radzić sobie z atmosfera w domu?
Treść wrażliwaAgnieszka Włoszycka
Witam,
Dla mnie nie brzmi to jak sytuacja, w której „wszystko jest Twoją winą”. To, że masz ADHD i trudniej odczytujesz niektóre emocje czy ironię, nie daje nikomu prawa do szarpania Cię, wykręcania ręki czy obrażania.
Rozumiem też, że możesz mieć poczucie, że za każdym razem w końcu odpuszczasz, żeby zakończyć konflikt. To nie musi oznaczać, że się „poddajesz”, czasem człowiek wybiera spokój, kiedy druga osoba reaguje wybuchowo. Warto jednak, żebyś miała obok siebie kogoś, kto pomoże Ci bezpiecznie stawiać granice.
Bardzo ważne jest też to, co napisałaś o chęci „ucieczki” i „zniknięcia”. Jeśli masz na myśli myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo odebraniu sobie życia, nie zostawaj z tym sama, powiedz dziś zaufanej osobie i poszukaj pilnej pomocy.Możesz zacząć od dwóch pytań: kto jest osobą, przy której czujesz się naprawdę bezpiecznie i możesz powiedzieć jej o tym, co dzieje się w domu? Co mogłoby Ci pomóc poczuć się choć odrobinę bezpieczniej podczas kolejnego konfliktu z tatą?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
To, co się wydarzyło, nie było Pani winą, a niestety przejawem przemocy fizycznej i psychicznej ze strony ojca, który przekracza Pani granice i nie potrafi panować nad agresją. Próby obarczania Pani odpowiedzialnością i zmuszanie do przeprosin to mechanizm manipulacji, który narusza Pani poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że zaczyna Pani wątpić w siebie. Posiadanie ADHD czy odmienne przetwarzanie emocji w żaden sposób nie usprawiedliwia takiego traktowania, dlatego warto stawiać twarde granice i szukać wsparcia u zaufanych osób lub specjalisty, by odzyskać spokój oraz ochronić siebie.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Kamila Grobelna
Dzień dobry,
To, co opisujesz, naprawdę nie jest błahostką i rozumiem, dlaczego masz już tego wszystkiego serdecznie dość. Nie jesteś odpowiedzialna za jego wybuchy ani za to, że on nie potrafi przyznać się do błędu i przeprosić, a to, że masz ADHD i czasem inaczej odbierasz emocje czy ironię, absolutnie nie oznacza, że masz pozwalać komuś przekraczać swoje granice. Myślę, że bardzo ważne byłoby, żebyś przestała za każdym razem zastanawiać się, czy może to jednak Ty przesadzasz, bo z tego, co opisujesz, Twoje emocje mają pełne prawo się pojawić. Nie musisz dzisiaj podejmować żadnych wielkich decyzji ani udowadniać ojcu, kto miał rację — spróbuj po prostu znaleźć osobę, przy której możesz być sobą i spokojnie wyrzucić z siebie to, co czujesz. I proszę, nie myśl o sobie jako o kimś, kto powinien zniknąć — zasługujesz na to, żeby być traktowana z szacunkiem i czuć się bezpiecznie we własnym domu.
Pozdrawiam, psycholog Kamila Grobelna
Wiktoria Woldan
Dzień dobry,
Z opisu wynika, że zachowanie ojca przekroczyło Pani granice i mogło naruszyć Pani poczucie bezpieczeństwa. Odpowiedzialność za agresję zawsze ponosi osoba, która się jej dopuszcza. ADHD czy trudności emocjonalne nie usprawiedliwiają przemocy. Warto zadbać o własne bezpieczeństwo, stawiać jasne granice i poszukać wsparcia u bliskich lub specjalisty.
Serdecznie pozdrawiam,
Wiktoria, psycholog
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Wyrywanie przedmiotu z ręki mimo bólu, nieprzerwanie mimo prośby oraz późniejsze poniżanie przekraczają Pani granice. Nie powinna Pani brać na siebie odpowiedzialności za zachowanie ojca ani przepraszać tylko po to, żeby przywrócić spokój.
Niepokoi mnie również zdanie o chęci „zniknięcia”. Jeśli pojawiają się myśli o zrobieniu sobie krzywdy lub czuje Pani, że nie jest bezpieczna, proszę nie zostawać z tym sama i skontaktować się z zaufaną osobą lub pomocą kryzysową, np. całodobowo. Warto też porozmawiać indywidualnie z psychologiem o tej sytuacji i o stawianiu granic w domu.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Jagoda Jek
To, co wydarzyło się z mozzarellą, nie jest „Twoją winą” ani zwykłą sprzeczką o sposób otwierania opakowania. Niezależnie od tego, czy ojciec uważał swój sposób za lepszy, wyrwanie Ci przedmiotu z ręki i wykręcanie palca, mimo że mówiłaś, że Cię boli, przekroczyło Twoją granicę. Późniejsze wyśmiewanie Cię również nie jest konstruktywną rozmową.
Przy ADHD i trudnościach z odczytywaniem ironii możesz dodatkowo mieć większy problem z rozpoznaniem, kiedy sytuacja zaczyna eskalować, ale nie oznacza to, że jesteś odpowiedzialna za zachowanie ojca.
Nie musisz też po każdej takiej sytuacji przepraszać tylko po to, żeby zakończyć konflikt. Możesz ograniczyć kontakt w momencie eskalacji, odejść do swojego pokoju albo powiedzieć krótko: „Nie chcę teraz rozmawiać. Wrócę do tego, kiedy oboje się uspokoimy”.
To, że piszesz „czasem chciałabym uciec... zniknąć”, też potraktowałabym poważnie. Jeśli przez „zniknąć” masz na myśli myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo odebraniu sobie życia, nie zostawaj z tym sama. Powiedz o tym komuś zaufanemu i skontaktuj się z psychologiem lub lekarzem. Jeśli jesteś w bezpośrednim zagrożeniu, szukaj natychmiastowej pomocy.
Jeżeli natomiast chodzi Ci o pragnienie ucieczki od domu i całej tej sytuacji, warto potraktować tę myśl jako informację: potrzebujesz większego poczucia bezpieczeństwa i wpływu na własne życie. Psycholog może pomóc Ci przepracować relację z ojcem, nauczyć się stawiania granic i przede wszystkim zastanowić się, jak chronić siebie, kiedy jego zachowanie staje się agresywne.
I nie musisz udowadniać, że jesteś „wystarczająco dobra”, żeby zasługiwać na szacunek.
~ Jagoda Jek, psycholożka

Zobacz podobne
Dzień dobry, Jestem w trudnej sytuacji, w której jako dorosła kobieta matka dorosłej 34-letniej córki nie umiem sobie poradzić z odcięciem się mojej córki ode mnie. Postaram się jak najjaśniej napisać, o co chodzi. Córka mieszka 12 lat za granicą, ma żonę, z którą pięknie ułożyła sobie życie, co raduje mnie bardzo. Ja mając 32 lata po 10 latach małżeństwa ,zostałam porzucona przez męża i się rozwiodłam. Stan po rozwodzie moje stany depresyjne, nieułożone życie spowodowało ze nie do końca byłam idealną matką i często zbyt mało czasu jej poświęcałam, która też potrzebowała mojego wsparcia . Z biegiem lat byłam ojcem i matką, aż role się odwróciły i córka, dorastając przejęła obowiązki opiekuna była moim wsparciem … Nieudane moje związki w tym jeden z AA lkoholikiem bardzo wpłynął na całe życie mojej córki . Tzn jej się nic fizycznie nie stało ale incydentalne sytuacje z nim źle się odbiły na Niej . Przez wiele lat jak moją córka wyjechała na stałe nasz kontakt był b dobry bardzo się kochamy bardzo tęsknimy co nie raz sobie okazywałyśmy . Po krotce … ostatnio córka jak była u mnie w maju była już nieswojo i smutna wycofana . Wróciła i …. Złapała depresję i się odcięła . Po moich pytaniach napisała tylko zero kontaktu … prosiła abym wspierała ją milcząc bo ona się odezwie jak się poczuje lepiej . Trzy tygodnie temu napisała bbb długi list wyrzucając mi co ją boli bolało oraz też wiele słów ciepła . Nie chce już, abym kontrolowała jej życie ucięła kontakt . Odpisałam jej po przemyśleniu b ją przepraszając sto razy i obiecując że będę lepszą mamą, że czasu nie cofnę że mi przykro . Że jestem teraz zawsze … Ona milczy …. Co robić ? Pozdrowienia K.
Od 17 marca do 6 czerwca byłam na kursie oficerskim. Przed nim było okej, ale kłóciliśmy się dość często z partnerem – byliśmy razem 9 lat. Od połowy maja był dziwny w sensie, że dużo spał, nie chciał jeść. Myślałam, że jest zmęczony, bo pracuje na delegacje. A i wspomnę, że w piątki zaczął wracać po alkoholu.
Na kursie bardzo często wracałam tylko na jeden dzień i większość czasu się kłóciliśmy, bo nie rozumiałam, co się z nim dzieje. Zresztą ja byłam zmęczona i nie potrafiłam powiedzieć, o co mi chodziło. Na kursie w kwietniu robił mi sceny zazdrości i mówił, że mnie kocha i chce mnie mieć, i że nie wie, co to miłość, ale tak po prostu czuje.
6 czerwca skończyłam kurs – to był piątek. W niedzielę pojechaliśmy na obiad do restauracji. Chciałam go złapać za rękę, ale nie chciał, stwierdził, że nie czuje potrzeby. 19 czerwca pojechaliśmy na wakacje, gdzie było widać, że coś jest nie tak. Zaczął pisać z dziewczyną o swoim stanie, cały czas w telefonie, i nagle na wakacjach ze mną zerwał.
Do mojej mamy napisał, że ma depresję albo coś innego i chce sam sobie poradzić, że nie ma chęci i radości do życia, i po co ma niszczyć komuś życie. Teraz ciągle powtarza, że chce być sam i że nie patrzy na przyszłość, jest dla mnie zdystansowany i że to koniec na zawsze. Mówi, żebym zajęła się sobą i że jemu jest dobrze samemu. Powiedział też, że mnie szczerze kochał, a teraz nie kocha niczego. I że jak jest sam, to wreszcie może żyć normalnie i stara się to robić. Nie chce przerwy, nie chce niczego – chce być sam.
Co to za stan i czy będzie szansa na powrót do siebie?
TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa.
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń.
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał.
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej.
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności.
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego.
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.
Jestem w rozsypce i mój świat się zawalił. Jestem po ślubie 8 lat i miesiąc temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Zdradzał mnie od pół roku z koleżanką z pracy, która sama ma rodzinę i dzieci. Gdy dałam mężowi ultimatum, z dnia na dzień zostawił ją i zaczął się starać o nasze małżeństwo.
Widzę, że się zmienił, chce pójść ze mną na terapię i zachowuje się całkiem inaczej. Ale ból, który mam w sobie, mnie przerasta i boli mnie to, że przez pół roku prowadził dwa życia.
Kłamał mnie, a ja nawet się nie zorientowałam. Cały czas zadaję sobie pytanie, czemu mi to zrobił i czemu to tyle trwało? Dlaczego? Widzę, że się stara, ale nie wierzę mu, gdy mówi, że już nigdy tego nie zrobi, że był to błąd, że kocha mnie.
Tłumaczy się, że nie wie, dlaczego tak zrobił, że miał mętlik w głowie, że nie myślał, że tak bardzo mnie zrani. Nie wiem, co mam myśleć, bo to nie było jednorazowe spanie z kimś. Proszę, o odpowiedź, co ja mam zrobić? Zostać z nim i dać szansę? Czy romans, który trwa pół roku, jest za długi i powinnam go zostawić?

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
