
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, zaburzenia lękowe, związki i relacje
- Czy w psychoterapii...
Czy w psychoterapii zbyt mocno podkresla sie relacje? Granica miedzy problemem klinicznym a modelem dobrego zycia
Anonimowo
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Uważam, że sama liczba relacji nie powinna być wyznacznikiem zdrowia psychicznego. Nie każdy potrzebuje dużej sieci społecznej, częstych spotkań czy wielu przyjaciół: introwersja, potrzeba samotności czy niechęć do small talku nie są same w sobie problemem.Kluczowe wydaje mi się pytanie: czy człowiek cierpi z powodu swojego sposobu funkcjonowania albo czy ogranicza on jego życie wbrew jego potrzebom? Jeśli ktoś ma niewiele relacji, ale jest z tego zadowolony, realizuje swoje cele i czuje się dobrze: nie widzę powodu, żeby terapię prowadzić w kierunku „musisz mieć więcej znajomych”.Inaczej wygląda sytuacja, gdy ktoś bardzo chce bliskości, ale unika jej z powodu lęku, doświadczeń czy poczucia bycia gorszym. Wtedy warto pracować nie nad „zwiększeniem liczby znajomych”, ale nad tym, co stoi na drodze do życia, którego ta osoba sama chce.Moim zdaniem właśnie tutaj przebiega granica: terapia powinna pomagać człowiekowi budować jego własną definicję dobrego życia, a nie wtłaczać go w jeden społeczny model.Warto zapytać siebie: czy brak relacji jest moim wyborem, czy raczej czymś, czego chciałbym, ale boję się lub nie potrafię zmienić?I drugie: jak wyglądałoby moje dobre życie, gdybym nie porównywał go z tym, jak „powinno” wyglądać życie innych?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Filip Świderski
Dzień dobry,
Charakter, czy liczebność relacji, to obszar, który nie powinien podlegać ocenie. Warto jest jednak odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
- czy jestem usatysfakcjonowana/-y z tych relacji?
- dlaczego decyduję się na taki, czy inny sposób funkcjonowania w grupie ludzi?
- jak postrzegam siebie w różnych rolach społecznych (rodzic, dziecko, przyjaciel, partner/partnerka itp.)
- czy moja obecna sytuacja jest powodem cierpienia dla mnie lub dla bliskich? dlaczego?
Jeśli interakcja z daną osobą/grupą ludzi może być potencjalnym źródłem lęku, to z pewnością stanowi to ważną informację, której nie należy ignorować. Należy to zgłębić i przyjrzeć się, czy lęk ten wynika z charakteru relacji, czy też z moich własnych przekonań, czy uczuć wobec siebie, czy danej osoby.
Tak więc narzucanie jakiegokolwiek modelu właściwego funkcjonowania nie jest zgodne z etyką zawodu psychoterapeuty. Podany przez Pana/Panią model interwencji jest bardziej narzucaniem własnego zdania, a nie próbą zrozumienia. Tak psychoterapia wyglądać NIE POWINNA.
Pozdrawiam
Magdalena Zgraja
Dzień dobry. Moim zdaniem nie każda mała sieć kontaktów oznacza problem. Dla jednej osoby ważne będzie częste bycie z ludźmi, dla innej kilka bliskich relacji albo dużo czasu spędzanego samemu. Sama introwersja, niechęć do small talku czy mniejsza potrzeba kontaktów społecznych nie są czymś, co trzeba „naprawiać”.
Dla mnie ważniejsze pytanie brzmi: czy ten sposób funkcjonowania jest zgodny z potrzebami danej osoby, czy wynika z lęku, cierpienia albo unikania? Jeśli ktoś ma mało relacji i dobrze się z tym czuje, funkcjonuje zawodowo, ma zainteresowania i nie doświadcza z tego powodu cierpienia, trudno uznać samą liczbę znajomych za problem kliniczny.
Problem zaczyna się raczej wtedy, gdy ktoś chciałby mieć relacje, ale lęk, przekonania czy wcześniejsze doświadczenia mu to utrudniają. Wtedy warto nad tym pracować. Terapia nie powinna jednak narzucać jednego modelu „dobrego życia”. Relacje są ważne, ale nie dla każdego muszą zajmować tyle samo miejsca.
Pozdrawiam
psycholog Magdalena Zgraja
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Nacisk na relacje bierze się z tego, że jako ludzie jesteśmy biologicznie zaprogramowani na kontakt – bliskość po prostu chroni nasz układ nerwowy przed skutkami stresu.
Jednak zdrowie psychiczne nie polega na zbieraniu tłumu znajomych ani na zmuszaniu się do udawania kogoś, kim się nie jest. Jeśli ktoś jest introwertykiem, kocha spokój, ma swoje pasje i czuje się ze sobą dobrze, to nie ma tu czego leczyć – to po prostu jego naturalny styl życia.
Czerwoną flagą w terapii jest dopiero moment, gdy za brakiem relacji stoi wstyd, strach przed odrzuceniem albo głębokie poczucie samotności. Różnica jest więc prosta: jeśli samotność jest świadomym wyborem i daje spokój, to jest w punkt, a jeśli wynika z lęku i przynosi ból, wtedy staje się tematem do pracy.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
Dzień dobry
każda osoba jest inna i inaczej podchodzi do relacji. Jedni są otwarci nad wyraz, inni są aspołeczni. jedni i drudzy maja prawo do tego, aby egzekwowano ich granice. Ale co się dzieje kiedy unikamy kontaktu? Osoby introwertyczne nie potrzebują takich interakcji. Nie do końca rozumiem o relacje w psychoterapii. Bez nich nie zbuduje się więzi, która jest podstawą wspólnej pracy. Gdzie przebiega granica między zwyczajnym funkcjonowanie, a kiedy należy zacząć się niepokoić? Proszę odpowiedzieć sobie na pytania czy relacje z innymi mnie męczą? Co jest tego powodem? Kiedy ostatnio czułam się komfortowo w relacjach z innymi? Zawsze warto być blisko ludzi, przy których czujemy się bezpieczni i którzy mają realny wpływ na nas. Psychoterapeuta nie ma prawa nacisku na relacje, gdyż jest to proces, który kształtuje się w swoim tempie. Warto to wnieść na sesję i powiedzieć, że nie czuje się Pani komfortowo, kiedy ktoś tak postępuje. Całkiem możliwe, że terapeuta nie jest tego świadomy.
Wiktoria Woldan
Dzień dobry,
Poruszasz bardzo ważną kwestię. Psychoterapia nie powinna zakładać, że każdy człowiek potrzebuje wielu relacji, szerokiego grona znajomych czy wysokiej aktywności społecznej. Introwersja, potrzeba samotności czy preferowanie kilku bliskich relacji zamiast wielu powierzchownych kontaktów mieszczą się w normie i same w sobie nie stanowią problemu. Kluczowe pytanie brzmi nie „ile relacji ktoś ma?”, ale „czy sposób funkcjonowania jest zgodny z jego potrzebami i czy nie powoduje cierpienia?”. Jeśli ktoś świadomie wybiera bardziej samotny styl życia, czuje się z nim dobrze i realizuje się w innych obszarach, nie ma powodu, by uznawać to za coś wymagającego zmiany.
Obszarem pracy terapeutycznej staje się natomiast sytuacja, gdy ograniczanie relacji wynika głównie z lęku, unikania, poczucia odrzucenia lub prowadzi do cierpienia i utrudnia realizację ważnych dla danej osoby celów. Rolą terapeuty nie jest narzucanie wizji „dobrego życia”, lecz pomoc w zrozumieniu własnych potrzeb, wartości i mechanizmów funkcjonowania.
Serdecznie pozdrawiam,
Wiktoria, psycholog
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Sama mała liczba relacji nie jest problemem, jeśli odpowiada potrzebom danej osoby i nie powoduje cierpienia. W terapii nie chodzi o dopasowanie pacjenta do jednego modelu „dobrego życia”. Istotne jest raczej to czy ograniczenie kontaktów jest świadomym wyborem czy wynika np. z lęku, unikania lub wcześniejszych trudnych doświadczeń. Celem terapii powinno być lepsze funkcjonowanie zgodne z potrzebami i wartościami pacjenta, a nie uczynienie z introwertyka osoby towarzyskiej.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Jagoda Jek
To bardzo trafne pytanie, bo „mało relacji” samo w sobie nie jest przecież objawem zaburzenia.
W psychologii warto rozróżnić dwie rzeczy: liczbę relacji i sposób funkcjonowania w tym obszarze. Ktoś może mieć jednego bliskiego przyjaciela, być introwertyczny, nie lubić imprez i small talku, a jednocześnie być z tego zadowolony i dobrze funkcjonować. W takim przypadku trudno mówić o problemie tylko dlatego, że jego życie społeczne wygląda inaczej niż życie większości.
Większe znaczenie ma pytanie: „Czy ten sposób funkcjonowania jest zgodny z tym, czego ta osoba chce i potrzebuje?”. Jeśli ktoś mówi: „Mam niewiele relacji i tak mi dobrze”, nie ma powodu, żeby automatycznie robić z tego cel terapii. Jeśli natomiast mówi: „Bardzo chciałbym mieć bliskich ludzi, ale unikam ich, bo boję się oceny i cierpię z powodu samotności”, wtedy mamy zupełnie inną sytuację.
Dlatego w terapii istotne powinno być nie tyle zwiększanie liczby znajomych, ile praca nad cierpieniem, ograniczeniami i rozbieżnością między potrzebami człowieka a jego możliwościami działania.
Masz też rację, że psychoterapia może nieświadomie przemycać pewne normy kulturowe. „Więcej relacji = lepiej”, „trzeba być bardziej otwartym”, „trzeba wychodzić do ludzi” nie są uniwersalnymi prawami psychologicznymi. Dla jednej osoby satysfakcjonujące będzie szerokie grono znajomych, dla innej kilka bliskich osób, a jeszcze innej relacje będą mniej istotnym elementem życia.
Granica pojawia się przede wszystkim wtedy, gdy istnieje cierpienie, istotne ograniczenie funkcjonowania albo zachowania wynikające z lęku czy innych objawów uniemożliwiających realizowanie własnych potrzeb. Wtedy celem nie powinno być „dopasowanie pacjenta do normy”, tylko zwiększenie jego możliwości wyboru.
Czyli nie: „Musisz mieć więcej znajomych”, ale raczej: „Chcesz mieć więcej bliskości, ale coś Ci to uniemożliwia – zobaczmy, co to jest”.
~ Jagoda Jek, psycholożka


