Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak wspierać męża w depresji nie tracąc siebie: Pracoholizm i małżeństwo

Dzień dobry, Mój mąż jest pracoholikiem i myślę, że od pewnego czasu zmaga się z depresją. Nic go już nie cieszy, nic mu się nie chce, wszystkie jego życiowe decyzje były błędem (m.in. małżeństwo ze mną i założenie rodziny-mamy 4 córki). Jak to mówi: jest już stracony i czeka na śmierć. Nie jestem w stanie namówić go na leczenie, nawet nie wiem czy zmuszenie go na siłę by coś dało. Gdy proponuje jakieś zmiany, że np. zacznę pracę, by go odciążyć, to twierdzi, że będzie tylko gorzej - bo przybędą mu obowiązki typu zawożenie dzieci do szkoły. Pytanie moje brzmi, na ile powinnam być wspierającą go żoną, a na ile powinnam się zbuntować, bo nie ukrywam, że ciągłe słuchanie jakim jesteśmy błędem, wszystko robimy źle itp. jest niszczące dla mnie. Nie ma już miejsca na jakąś czułość, miłe słowo. Gdzie jest ta granica, że troska o niego nie może zniszczyć mnie. Nie wiem jak on odnalazł by się po rozstaniu, myślę że nie będzie o nas walczył tylko po prostu zniknie. Jak dbać o osobę w depresji nie niszcząc siebie? Pozdrawiam
Emilia Wojewódzka

Emilia Wojewódzka

Bycie żoną osoby, która prawdopodobnie zmaga się z depresją i jednocześnie nie chce pomocy, to ogromne emocjonalne obciążenie. Depresja jest bardzo wciągającą chorobą, która silnie wpływa na relacje nierzadko potrafiąc je niszczyć... Domyślam się, że trudne i przykre jest słuchanie, że jest się błędem oraz że wszystko robicie Państwo źle, a w dodatku może to być dystansujące emocjonalnie. To zupełnie naturalne, że w takiej sytuacji człowiek czuje się rozdarty - między troską o drugą osobę a potrzebą ochrony siebie. Zarówno negatywistyczne postrzeganie rodziny i to, że mąż nie chce pomocy, może wynikać z tak zwanej triady depresyjnej dotyczącej świata i przyszłości, że „i tak nic się nie zmieni”, a może także z lęku czy wstydu. Wiele osób długo nie zauważa, że intensywna praca, ciągłe przeciążenie i poczucie obowiązku mogą stać się mechanizmem ucieczki - przed trudnymi emocjami, bliskością, przed bezradnością, a czasem przed własnym cierpieniem. Troska o innych zawsze powinna opierać się jednocześnie z poszanowaniem Pani granic. Może warto porozmawiać z mężem o tym, jak Pani czuje się będąc w tej sytuacji jednocześnie również wyrażając zrozumienie dla jego samopoczucia i zachęcając do zadbania o siebie w procesie psychoterapii? 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Olga Żuk

Olga Żuk

Bycie obok kogoś, kto od dawna nie czuje radości, odrzuca pomoc i kwestionuje sens swoich życiowych wyborów, to ogromne obciążenie. Szczególnie gdy słyszysz, że i Ty, i Wasza rodzina jesteście błędem.

Masz prawo czuć się zraniona i zagubiona. Bycie wspierającą nie oznacza rezygnacji z własnych uczuć, potrzeb i granic.

Ta granica przebiega tam, gdzie troska o drugą osobę zaczyna niszczyć Ciebie. Masz prawo zadbać o siebie – to nie oznaka egoizmu, ale siły i odpowiedzialności. Bez tego trudno zadbać o kogokolwiek innego.

 

Pozdrawiam,

Olga Żuk 

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

To bardzo obciążająca sytuacja. Mieszka Pani z osobą, która prawdopodobnie zmaga się z depresją, ale nie chce szukać pomocy, a jednocześnie obarcza Panią swoją frustracją i poczuciem porażki. To niszczy Panią emocjonalnie i trudno się w tym nie pogubić.

Nie da się pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce. Wspieranie nie może oznaczać poświęcania siebie. Ma Pani prawo postawić granice, powiedzieć „dość” wtedy, gdy ciągłe narzekanie i brak ciepła stają się nie do zniesienia. Pani też ma potrzeby.

Zachęcanie męża do leczenia może być dobrym krokiem, ale nie może się Pani za niego leczyć, żyć ani decydować. To nie Pani odpowiedzialność.

Warto, by Pani sama miała przestrzeń, np. w terapii, by odzyskać siłę i nie zatracić siebie. Nawet jeśli Pani mąż się nie zmieni, Pani ma prawo zadbać o siebie.

 

Pozdrawiam ciepło,

Justyna Bejmert

Psycholog

Maciej Woropaj

Maciej Woropaj

Dzień dobry. To, co przeżywasz, jest bardzo trudne. Ciężko też bez głębszej diagnozy wskazać na kluczowy problem twojego mężą. Opis jego stanu może sugerować możliwą depresję o cechach rezygnacji, poczucia winy i egzystencjalnej beznadziei, a pracoholizm może być mechanizmem radzenia sobie z zaniżoną samooceną, lękiem, poczuciem braku sprawczości. Podobnie jak wycofanie z relacji rodzinnych, tendencja do obwiniania i dewaluowania siebie i Ciebie. Twoja troska o męża i Waszą relację jest bardzo ważna, jednak nie powinna prowadzić Ciebie do samozniszczenia. Taka "złota zasada" w relacjach z osobą w depresji brzmi pomoc nie może polegać na rezygnacji z siebie i szkodzeniu sobie. 

Można by też powiedzieć po strażacku: dobry ratownik, to żywy ratownik. Nie masz obowiązku ratować kogoś, jeśli to uderza w twoje życie i dobrostan - tu akurat chodzi o twój stan psychiczny. Warto wspierać męża jednak nie trzeba godzić się na dewaluację siebie, związku i dzieci. W takich sytuacjach masz prawo wyznaczać granice: chcę ci pomóc, jeśli ty też chcesz sobie pomóc – inaczej zniszczy to nas oboje

Ważne też żeby rozgraniczać i rozpoznawać kiedy kończy się współczucie a zaczyna utrata siebie. W tej sytuacji masz prawo rozważyć poszukanie wsparcia przede wszystkim dla siebie, a nie tylko dla męża. Myślę bowiem, że na równi z mężem, także twój psychiczny dobrostan wymaga wsparcia oraz objęcia troskliwą, mądrą i czuła opieką. Pozdrawiam serdecznie

Aleksandra Wincz- Gajda

Aleksandra Wincz- Gajda

Dzień dobry,

 

Rozumiem, że to rzeczywiście trudne- chcieć pomóc i spotkać się z odrzuceniem, oferować rozwiązania, wychodzić z inicjatywą, spalać się i stawać wobec dylematu- czy i ile mogę jeszcze dać, by nie zniszczyć siebie. Dodatkowo do skomplikowania sytuacji dochodzą kwestie dobrostanu dzieci.

Rekomendowałabym, by Pani sięgnęła dla siebie po wsparcie psychologiczne/ psychoterapeutyczne. Nikt nie może za Panią rozstrzygnąć tych dylematów. Decyzje są Pani. Jednak łatwiej je podjąć, gdy uzyskujemy wspierającą relację, możliwość wypowiedzenia na głos wszystkich wątpliwości i uczuć, gdy możemy usłyszeć parafrazę i interpretację naszych słów. 

Myślę też, że wsparcie psychologa może trochę odciążyć wobec ciężaru słów męża- szczególnie tych o śmierci. Byłabym tutaj także ostrożna- nigdy nie wiemy dokładnie, jak poważne są to słowa. Zachęcam, by zapoznać się z materiałami serwisu #życie warte jest rozmowy, a także  przygotować sobie listę telefonów, z których może Pani skorzystać w awaryjnej sytuacji:

116 123 - Telefon Zaufania dla Osób Dorosłych, dostępny 24/7,

800 70 22 22 - Linia Wsparcia, oferująca pomoc w kryzysie psychicznym,

22 484 88 01 - Antydepresyjny Telefon Zaufania Fundacji Itaka, dostępny w określonych godzinach.

116 123 - Kryzysowy Telefon Zaufania.

Może Pani też pogłębiać swoją wiedzę o zaburzeniach afektywnych- depresji- np. Depresja. Jak pomóc sobie i bliskim.  Dorota Gromnicka Edgard; Jak pomóc osobie z depresją. Porady psychiatry i opiekuna.  Anna Bondyra, Daria Dubiel.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog, psychoterapeuta

Maria Sobol

Maria Sobol

Dzień dobry,

Bardzo Pani współczuję – życie u boku osoby w depresji, szczególnie gdy nie chce przyjąć pomocy, jest ogromnym obciążeniem. Widać, że zależy Pani na mężu, ale też słusznie zauważa Pani, że troska o niego nie może odbywać się kosztem Pani zdrowia psychicznego.

Depresja często sprawia, że osoba chora widzi wszystko w ciemnych barwach – także siebie, bliskich i swoje decyzje. Słowa męża o tym, że wszystko było błędem, to nie ocena Pani, ale jego wewnętrzny ból. To jednak nie znaczy, że musi Pani to znosić bez końca.

Granica przebiega tam, gdzie zaczyna Pani tracić siebie – swoją siłę, poczucie wartości, nadzieję. Wspieranie nie oznacza rezygnowania z siebie, a bunt nie musi oznaczać odejścia – może być wyrazem troski o całą rodzinę, w tym o dzieci i o Panią samą.

Może warto, żeby to Pani skorzystała z pomocy psychoterapeuty, który pomoże Pani zadbać o siebie, postawić granice i poszukać rozwiązań. Czasem dopiero wtedy, gdy bliscy przestają „ratować”, osoba chora zaczyna szukać pomocy.

Jest Pani ważna. Ma Pani prawo do wsparcia, miłości i odpoczynku.

Z serdecznością,
Maria Sobol 
psychoterapeutka integracyjna

Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Dzień dobry, 
Wspieranie bliskiej osoby w depresji, szczególnie gdy ta nie wykazuje chęci leczenia, jest obciążające, tym bardziej gdy cierpienie tej osoby zaczyna przenikać granice Pani własnego dobrostanu. 

Zacznijmy od tego, że depresja często powoduje wypaczone postrzeganie siebie, relacji i własnych decyzji. Pani mąż może obecnie przeżywać głębokie poczucie beznadziei, które zniekształca obraz rzeczywistości i podsuwa destrukcyjne przekonania jak to, że wszystko w jego życiu było błędem. Te słowa, choć bolesne, są raczej objawem choroby niż świadomą oceną. 

Jednocześnie ich ciągłe słuchanie rani i podważa poczucie wartości osoby najbliższej, czyli Pani. Pani granice emocjonalne są równie ważne jak troska o męża, a opieka nad kimś w depresji nie może odbywać się kosztem własnego zdrowia psychicznego. Miłość i wsparcie nie polegają na zatraceniu siebie. W relacji, nawet w kryzysie, nadal powinno być miejsce na wzajemność, czułość i szacunek. 

Warto rozważyć własne wsparcie terapeutyczne: rozmowa z psychologiem pomoże lepiej określić granice troski, nauczyć się komunikować swoje potrzeby, a także zadbać o emocjonalne bezpieczeństwo swoje i dzieci. Nie da się zmusić nikogo do leczenia, ale można stworzyć warunki do tego, by poczuł się wysłuchany przy równoczesnym wyznaczeniu granic, które będą chroniły Panią. Sygnałem alarmowym jest moment, w którym troska zaczyna Panią niszczyć i ten moment, jak widać, już nadszedł. Dbanie o siebie w tej sytuacji nie jest egoizmem. Jest odpowiedzialnością.

 Nie jest Pani sama, a to, że szuka Pani pomocy, już świadczy o ogromnej sile. 

Z wyrazami wsparcia
Martyna Jarosz

Barbara Wróbel

Barbara Wróbel

Dzień dobry.

Wspierając i towarzysząc osobie doświadczającej depresji, warto pamiętać również o sobie. Taka sytuacja może wiązać się z dużym obciążeniem emocjonalnym i zmęczeniem. Sięganie po wsparcie, w rozmowie, w relacjach, w formie pomocy psychologicznej lub psychoterapeutycznej, może stanowić ważny element dbania o własny dobrostan i zasoby.

 

Pozdrawiam serdecznie

Barbara Wróbel, psychoterapeutka Gestalt w trakcie szkolenia

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z trudnymi relacjami rodzinnymi po kradzieży karty przez siostrę chłopaka

Problem z siostrą mojego chłopaka. Siostra mojego chłopaka (25 lat) wyjeździła 3,5 tys zł na Uber z karty mojego chłopaka. Udało jej się zalogować, ponieważ on kiedyś logował się na jej numer i była przypięta jego karta. Ona wiedząc, ze to nie jej karta zaczęła to wykorzystywać i wszędzie jeździć Uberem. Przez cały czas mówiła, że nie ma pieniędzy, aby mu oddać, jednak w tym czasie kupiła mnóstwo drogich sprzętów i zrobiła sobie operację plastyczną nosa. Po około trzech latach od tej sytuacji, kiedy mój chłopak nie potrafił wyegzekwować od niej tych pieniędzy, a mieliśmy kupić razem dom i my oszczędzaliśmy każdą złotówkę. Powiedziałam, że ma załatwić tę sprawę tak, żeby te pieniądze zostały oddane, bo nie pozwolę na to, żeby jako siostra okradała go, ona obraziła się o to, od tego czasu traktuje nas jak powietrze. Podczas spotkań nawet nie wita się z nami. Jest zła o to, ze musiała te pieniądze nam oddać. Rodzice, z którymi mieszka również nie widza problemu i trzymają jej stronę. Podejście „młoda i głupia była”. Jak powinnam się zachowywać? Nie mam w ogóle ochoty ich odwiedzać, spędzać z nimi Świąt. 

Co zrobilibyście w tej sytuacji ? Rodzice twierdzą, że nie powinni być oceniani za to, co ona zrobiła, jednak mam do nich żal, bo wiedząc o tej kradzieży, zawieźli ja na operacje plastyczna nosa za granice. Nie odpowiadają mi wartości tych ludzi i Chciałabym się od nich odciąć. Z drugiej strony to rodzice chłopaka i czuje się winna, że złe wpływem na ich relacje. Teraz na święta on powiedział, ze nie chce do nich jechać, bo był na Boże Narodzenie i siostra udawała , ze go nie zna, a on nic złego nie zrobił. Jednak ja jestem wychowana w przekonaniu, ze powinno się na święta odwiedzić rodziców, a z drugiej strony zawsze jak mam kontakt z jego rodzicami, dochodzę do wniosku, ze od niektórych ludzi lepiej się odciąć.

Jak pogodzić się z brakiem ślubu w długoletnim związku?

Witam, jestem w związku nieformalnym od 8 lat. 

Zarówno ja, jak i partner jesteśmy po 30, mamy stabilną, dobrze płatną pracę, poczynione inwestycje i możemy sobie pozwolić na kilkukrotne wyjazdy w ciągu roku. Taka sytuacja ma miejsce praktycznie od początku związku. Niby wszystko wydaje się idealne, ale co jakiś czas nachodzą mnie pewne wątpliwości i przemyślenia. Rozpoczynając ten związek, liczyłam na to, że w przyszłości będziemy małżeństwem, stworzymy rodzinę. 

Przy rozpoczynaniu znajomości mój partner powtarzał, jak bardzo cieszy go, że mamy wspólne wartości (oboje jesteśmy z tradycyjnych konserwatywnych rodzin). 

Po jakimś czasie trwania związku zaczęłam liczyć na oświadczyny. Przy każdym wyjeździe miałam na to cichą nadzieję. 

Moje oczekiwania bardzo delikatnie sugerowałam partnerowi. Próbowałam też rozpoczynać rozmowy o dzieciach, gdyż zbliżałam się do 30 urodzin, a nasza sytuacja materialna była bardzo dobra. Byłam zbywana, często te rozmowy kończyły się wymianą zdań, a potem temat zanikał. W efekcie nie wiedziałam co na ten temat tak właściwie myśli partner i jakie ma plany na wspólną przyszłość. Podejmowałam próby wiele razy, ale bezskutecznie. W międzyczasie w naszym otoczeniu pojawiały się śluby i dzieci, a ja czułam, że tkwię w miejscu. 

W końcu podczas jednej z rozmów usłyszałam od partnera, że nie obiecywał mi ślubu przed wejściem w związek, że nie zamierza go brać, bo małżeństwa, jakie zna, nie zachęcają go do tego. 

W trakcie naszego związku dowiedziałam się, że w przeszłości był zaręczony, miał brać ślub, lecz na krótko przed dowiedział się o zdradzie narzeczonej. Od tego czasu bardzo zmienił swoje życie i z tego, co słyszałam, zmienił mu się także charakter, stał się dużo bardziej zasadniczy, nieustępliwy. Wiem też, że po tym rozstaniu miał jakieś nieporozumienia finansowe z narzeczoną. 

Jego podejście do wspólnych finansów zmieniło się tak, że po tylu latach nie mogę namówić go do wspólnego konta, a co miesiąc zbieram rachunki i wyliczam, ile kosztowały nas poszczególne zakupy i opłaty (mieszkamy wspólnie). Pomimo tego, że on nigdy nie przegląda tych zapisków, czuję się z tym okropnie i co miesiąc wszystko szczegółowo rozpisuję. Od momentu jak dowiedziałam się o tym narzeczeństwie i planach ślubu nie mogę pozbyć się uczucia, że nie jestem dostatecznie dobra. 

Co jakiś czas nachodzą mnie wątpliwości, że poprzednia narzeczona była w czymś lepsza i dlatego miała zostać żoną. Mam wrażenie, że podświadomie będąc partnerką, staram się być żoną idealną. Żadna z koleżanek tak bardzo nie nadskakuje swojemu mężczyźnie. Z jednej strony pogodziłam się z brakiem małżeństwa, bo nie wyobrażam sobie być z kimś innych, bo nigdy wcześniej nie doznałam takiego porozumienia, jedności zainteresowań. Żaden partner też nie satysfakcjonował mnie także w innych sferach życia. Partner zaraził mnie swoją aktywnością i pasjami i ciągle mało mi czasu spędzanego razem. 

Kilka miesięcy temu stwierdził też, że czas już na dzieci więc jesteśmy na etapie zmiany trybu życia badania swojego zdrowia itp. Pomimo tego wszystkiego w mojej głowie co jakiś czas pojawia się myśl o niespełnionych marzeniach dotyczących ślubu i żal o decyzjach, dotyczących dzieci, których nie podjęliśmy wcześniej. Wszyscy nasi znajomi posiadają już co najmniej jedno dziecko, są w zbliżonym do siebie wieku. A my będziemy tak odstawać, będąc najstarszymi z najmłodszymi dziećmi. 

Czasem nie potrafię sobie poradzić z wrażeniem, że poprzednia partnerka była miłością jego życia, a ja jestem jej kolejnym egzemplarzem. Gdy się poznaliśmy, byłam do niej lekko podobna w tym samym typie urody, mamy bardzo podobną sytuację rodzinną, a nawet urodziny w tym samym dniu. 

Raz, gdy miałam odwagę, powiedziałam partnerowi, że mnie nie kocha tak, jak kochał ją, zaprzeczył i ten temat nigdy już pomiędzy nami się nie pojawił. Poruszany też ostatnio po raz kolejny temat ślubu skończył się stwierdzeniem, że nie mamy środków na ślub, bo niczego nie dostaliśmy od rodziców i musimy sami się dorabiać, że nie ma pieniędzy na ślub, że jakby był sponsor tego ślubu albo ktoś z nas dostał mieszkanie lub pieniądze od rodziców z choć jednej strony to on by dawno ślub wziął i miał dzieci. Na co dzień jestem szczęśliwa, ale bywają momenty, że mam wątpliwości. 

Czy jest możliwe do przepracowania, aby pogodzić się z rezygnacją ze swoich marzeń?

Agresywne zachowanie pracownika lokalu - obawy i poczucie zagrożenia
Agresywny obsługujący w lokalu w moim bloku najpierw był miły, potem natrętny, potem kontrolujący, a na koniec wykrzyczał "ma Pani zakaz wstępu".Przez prawie rok chodziłam tam po obiady na wynos, gdzie on zawsze odbierał telefon i wydawał jedzenie. Po pół roku zaczął się uśmiechać do mnie, zaczął używać perfum, gapił się i zadawał osobiste pytania, natrętne. Ja nie byłam zainteresowana nim i odpowiadałam krótko, służbowo, nie odpowiadałam na niektóre pytania. Byliśmy sobie zupełnie obcy, co to ma być? Podrywał mnie i powiedział, że ma nadzieję, że będę coraz częściej u nich i że lubi jak tam przychodzę itp. Potem były pytania, a dlaczego mnie tak długo nie było? Czy wyjechałam/wyprowadziłam się? I to zdenerwowanym tonem ze zmarszczonym pyskiem. Był oburzony, że nie chcę mu się tłumaczyć z osobistych spraw. Obcy, powtarzam, człowiek dla mnie. Któregoś dnia zdenerwowany zapytał "a pani idzie prosto do domu czy gdzieś jeszcze?" Zaczęłam się go bać. Któregoś dnia dzwonię jak zwykle zamowic jedzenie a on zaczyna mnie przedrzeźniać i pyta z kim on w ogóle rozmawia, kim ja niby jestem, że mam się do niego inaczej odzywać. Powiedziałam też, że źle mi ostatnio naliczył za jedzenie, a wtedy krzyczał, że to on decyduje ile płacę. Chory psychicznie. Gdy po czasie znowu zadzwoniłam żeby zamówić, wykrzyczał" ma Pani zakaz wstępu" powiedziałam mu, że ma zaburzenia psychiczne, a on, że to ja mam coś z głową. Ten psychol jest nie tylko aroganckim bucem, on jest straszny. Odmowa obsługa klienta to wykroczenie - jest to wprost w kodeksie wykroczeń. Mogłabym to zgłosić na policję. Niestety on korzysta z naszego korytarza i windy i wchodzi tym samym wejściem co mieszkańcy. Widuję go nieraz i wali mi serce, czuję ścisk w gardle, czuję zagrożenie. Dodatkowo powiem, że w lokalu pracuje kobieta, która jest jego narzeczoną, nie wiem, czy ona o czymś wie. Chcę się czuć bezpiecznie we własnym bloku. Czuję wściekłość z tą sytuacją.
Gdy ktoś zaczyna się przywiązywać, zaczyna mnie to odpychać. Po przemocowej relacji.

Po 3 letnim związku z żołnierzem, który się nade mną znęcał nie potrafię stworzyć żadnej relacji ani się do nikogo zbliżyć. Kiedy kogoś poznam i zauważę, że ta osoba się do mnie przywiązuje, zaczyna mnie to odpychać mimo, że się dobrze czuje przy tej osobie. Chciałabym wejść z kimś w związek, ale bardzo się tego boję. Co mogę z tym zrobić?

Jak radzić sobie z mobbingiem i toksycznym współpracownikiem w nowej pracy?
Rozpoczęłam miesiąc temu nową pracę i mam problem z toksycznym współpracownikiem, który stosuje mobbing - najpierw izolował mnie od grupy, rozmawiał z każdym, tylko nie ze mną, gdy jedliśmy wspólnie obiad rozmawiał z każdym, tylko nie ze mną, poczęstował czymś kazdego z osobna, tylko nie mnie. Niestety to on mnie wdrażał więc musiałam się od niego uczyć, a szefa nie było. Nasz szef jest w porządku jednak często go nie ma albo jest zajęty. Kilka tygodni temu ten toksyk warknął na mnie, że tylko on ma prawo kontaktować się z klientem, do którego ja napisałam (bo sam mi to zlecił). Paranoja. Innym razem warknął na mnie, jak zapytałam gdzie jest ktoś tam. Gdy poszłam do innego działu bo musieli podpisać pełnomocnictwa ale pracownica odmówiła, inny pracownik poinformował tego toksyka że mi odmówiono a tamten "nie ma co się dziwić". Widać od niego ogromną falę wrogości. Gdy rozmawiał z naszą koleżanką i ona się skarżyła na jakąś inną pracownicę jemu, akurat ja koło nich przechodziłam a ten odpowiedział " a ch*j z nią" i ten dobór słów to nie przypadek, na pewno pomyślał o mnie, nieistotne, że rozmowa była o kimś innnym - to się dało wyczuć że wykorzystał ten moment, żeby nie obrazić. Dzisiaj dowiedzialam sie, że jutro to on będzie musiał nadać mi dostęp do czegoś tam, ja nie mam zamiaru z nim zamienić ani słowa. To jest patologia. W dodatku dzisiaj gdy się przesiadłam dalej inny pracownik powiedział kąśliwym tonem"uważaj bo ci co siedzą na tym miejscu tracą pracę". Nie wiem jak zgłosić mobbing bo przecież wtedy wezwą na rozmowę tego toksyka i atmosfera stanie się nie do zniesienia. Dzień w naszym biurze wygląda tak, że nasz dział gada prawie non stop i ten toksyk bardzo silnie szuka uwagi i ciągle z kimś żartuje i lubi dominować i często żartują sobie, że "ja zaraz to zgłoszę, to jest mobbing" i wiele innych, obleśnych głupot. Tego się słuchać nie da.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.