
- Strona główna
- Forum
- inne, psychoterapia, związki i relacje
- Dlaczego terapeuci...
Dlaczego terapeuci szukaja przyczyn braku relacji po stronie pacjenta, a nie realnego odrzucenia przez innych?
Anonimowo
Grzegorz Gustaw
Nadmierne skupianie się w psychoterapii na wewnętrznych blokadach i ukrytych wzorcach w sytuacjach, gdy brakuje relacji, bywa pułapką, która w dużej mierze pomija twardą rzeczywistość społecznego rynku i ludzkiej selektywności. Przenoszenie całej odpowiedzialności na osobę odrzucaną nosi znamiona pewnej redukcji, gdyż zakłada, że każde niepowodzenie musi wynikać z nieświadomego unikania lub błędnej interpretacji, całkowicie ignorując fakt, że inni ludzie dokonują wyborów na podstawie konkretnych kryteriów, a dynamika relacji bywa pragmatyczna. Patologizacja normalnej selektywności sprawia, że odrzucenie traktowane jest jako błąd pacjenta, podczas gdy jest ono naturalną konsekwencją tego, że relacje nie są losowe. Taka internalizacja prowadzi do zjawiska bliskiego obciążaniu ofiary, w którym pacjent czuje podwójny ciężar: nie dość, że mierzy się z samotnością, to jeszcze wmawia mu się, że to jego wina. Zamiast tego Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach proponuje zupełnie inne spojrzenie, w którym rezygnuje się z szukania winnych i analizowania przeszłych mechanizmów na rzecz zasobów i przyszłości. W tym podejściu to pacjent jest ekspertem od własnego życia, a uwaga skupia się na jego mocnych stronach oraz preferowanej przyszłości, zamiast na drążeniu braków. Jeśli chcesz spojrzeć na relacje bez poczucia, że jesteś poddawana nieustannej ocenie, i poszukać rozwiązań opartych na swoich realnych celach.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Myślę, że ma Pani rację w jednej bardzo istotnej kwestii: brak relacji nie zawsze jest problemem, który ktoś sam w sobie „produkuje”. Czasami ludzie po prostu nie są nami zainteresowani, nie odpowiadamy ich preferencjom, a czasem mamy mniej okazji do poznawania osób, z którymi moglibyśmy się wzajemnie wybrać.
Rolą terapeuty nie powinno być więc automatyczne szukanie winy po stronie pacjenta. Warto raczej rozdzielić dwie rzeczy: na co mam wpływ, a na co wpływu nie mam. Można przyjrzeć się własnym zachowaniom, sposobowi nawiązywania kontaktu czy lękowi przed odrzuceniem, ale jednocześnie uznać, że druga osoba ma prawo nas nie wybrać: bez doszukiwania się w tym zawsze ukrytego mechanizmu.
Dobrym pytaniem diagnostycznym jest choćby: czy podejmuję próby nawiązywania relacji i jestem gotowa na kontakt, czy raczej wycofuję się zanim w ogóle pojawi się możliwość? To pozwala odróżnić brak okazji i zainteresowania innych od unikania.I rzeczywiście: warto aby terapia pomagała odzyskać wpływ tam, gdzie on istnieje, a nie obarczać człowieka odpowiedzialnością za cudze wybory.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Aleksandra Pompała-Świerczyńska
Myślę, że jedną z odpowiedzi na to pytanie może być wpływ na sytuacje, gdy terapeuta pracuje z Panią nie ma żadnego wplywu na innych oraz nie ma obiektywnych informacji na temat otoczenia. Pewnie, że sytuacje mogą być różne, ale szukanie jakichś podświadomych schematów i to jak odbierane jest przez nas otoczenie to szansa na to by coś zmienić. Nie mamy wplywu na to co pomyślą o nas inni jednak mamy wpływ na to jak my zareaguje więc może po części dlatego ta praca tak wyglądała.
Trzymam kciuki za dalsze poszukiwanie odpowiedzi!
Wiktoria Woldan
Dzień dobry,
W terapii CBT terapeuci często skupiają się na myślach i zachowaniach pacjenta, ponieważ są to obszary, na które ma on wpływ. Nie oznacza to jednak, że każda trudność w relacjach wynika z jego błędów czy schematów. Czasami przyczyną są również okoliczności zewnętrzne, preferencje innych osób lub zwyczajny brak dopasowania. Dlatego warto uwzględniać zarówno czynniki zależne od pacjenta, jak i te, na które nie ma on wpływu.
Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria – psycholog.
Suela Wójcikiewicz
Dzień dobry
Odpowiem na to pytanie ze swojej perspektywy jako psychoterapeutka Gestalt. Nie mogę wziąć odpowiedzialności za pracę terapeutów innych nurtów ani za to, jak inni prowadzili z Tobą terapię.
Na wstępie chcę powiedzieć, że masz rację. To, o czym piszesz, naprawdę się zdarza i nie jest wymysłem ani nadinterpretacją. Ludzie dobierają się selektywnie, kierując się bardzo różnymi kryteriami, a fakt, że ktoś Cię nie wybiera, nie musi oznaczać, że coś sabotujesz albo że to Ty jesteś problemem. Czasami ktoś po prostu nie jest zainteresowany. To część rzeczywistości relacji międzyludzkich i nie chciałabym tego pomniejszać ani od razu tłumaczyć teorią psychologiczną.
Myślę też, że dotykasz ważnej pułapki psychoterapii. Terapeuci często szukają wzorców i mechanizmów psychologicznych. Bywa to bardzo pomocne, ale czasem może prowadzić do sytuacji, w której powtarzające się doświadczenie odrzucenia automatycznie tłumaczy się czymś po stronie pacjenta. A to nie zawsze jest uzasadnione.
Jednocześnie jako terapeutka mam w gabinecie dostęp przede wszystkim do pacjenta: do jego słów, emocji, sposobu przeżywania i bycia w kontakcie ze mną tu i teraz. Nie mam dostępu do osób, które Cię nie wybierały, do ich motywacji, preferencji czy historii. Dlatego moja uwaga naturalnie kieruje się ku Tobie. Nie dlatego, że zakładam, iż jesteś źródłem problemu, ale dlatego, że jest to obszar, który możemy wspólnie badać. To ważne rozróżnienie.
Kiedy zwracam uwagę na pacjenta, nie oznacza to, że szukam wad albo tego, co robi źle. Staram się zrozumieć, co dzieje się w spotkaniu między ludźmi. Relacje powstają na granicy kontaktu dwóch osób i są współtworzone przez obie strony. Nie oznacza to jednak, że za każde niepowodzenie obie strony odpowiadają w równym stopniu. Czasem czyjś brak zainteresowania wynika głównie z jego preferencji, potrzeb, etapu życia albo zwyczajnego braku dopasowania. Nie zakładam z góry, że skoro relacja nie powstała, to po Twojej stronie musi istnieć jakiś ukryty mechanizm wyjaśniający tę sytuację.
Ważne jest również to, jak żyjesz z powtarzającym się doświadczeniem bycia niewybieraną lub niewybieranym i jak możesz o siebie zadbać w obliczu tego bólu.
I jeszcze jedna rzecz, bardzo istotna. Nie chodzi o to, żebyś zmieniała lub zmieniał siebie wyłącznie po to, by zwiększyć swoje szanse na bycie wybraną czy wybranym. Autentyczność ma większą wartość niż dostosowywanie się do cudzych oczekiwań za cenę utraty siebie. Wspierałabym Cię w tym, żebyś mogła lub mógł być sobą i być widziana czy widziany takim, jakim jesteś, zamiast pomagać Ci budować relacje oparte na udawaniu kogoś innego.
Jagoda Jek
Myślę, że warto tutaj rozdzielić dwie kwestie: odpowiedzialność za brak relacji oraz obszar, na który pacjent ma wpływ. To nie są tożsame rzeczy.
Terapeuta może pytać o zachowania, przekonania czy wzorce nie dlatego, że zakłada, że pacjent „jest winny” odrzuceniu, ale dlatego, że są to elementy, z którymi można pracować. Preferencji innych ludzi nie da się przecież zmienić ani kontrolować. Jednocześnie rzeczywiście byłoby błędem zakładać, że każde odrzucenie musi wynikać z nieświadomego unikania, lęku czy nieprawidłowego wzorca.
Ludzie mają różne preferencje i czasami ktoś po prostu nie zostaje wybrany. Wygląd, sposób komunikowania się, styl życia czy nawet częste narzekanie mogą wpływać na atrakcyjność społeczną i romantyczną. Nie oznacza to jednak, że osoba odrzucona jest „winna” albo że powinna zmienić siebie tak, aby odpowiadać większej liczbie osób.
Z drugiej strony warto uważać na drugą skrajność: przekonanie „ludzie mnie nie wybierają, bo obiektywnie nie jestem atrakcyjna” również może być interpretacją, a nie pewnym faktem. Bez informacji zwrotnej od wszystkich tych osób właściwie nie możemy wiedzieć, dlaczego nie były zainteresowane.
Jeżeli ktoś podejmuje próby nawiązywania relacji, ale spotyka się głównie z brakiem zainteresowania, terapeuta powinien być w stanie uznać również tę możliwość. Dopiero potem można wspólnie sprawdzać, czy istnieją jakieś zachowania, które dodatkowo zmniejszają szanse na relację i które pacjent sam chciałby zmienić.
I chyba właśnie tutaj przebiega ważna granica: praca terapeutyczna nie powinna polegać na udowodnieniu pacjentowi, że to on jest przyczyną każdego odrzucenia. Powinna raczej pomóc mu realistycznie zobaczyć zarówno własny wpływ, jak i ograniczenia tego wpływu.
~ Jagoda Jek, psycholożka
Sylwia Skibińska
Dzień dobry.
Tak, takie ryzyko istnieje. Dobra psychoterapia nie powinna z góry zakładać, że brak relacji wynika z problemu czy nieświadomego wzorca pacjenta. Odrzucenie jest częścią relacji międzyludzkich i czasami rzeczywiście oznacza po prostu brak zainteresowania ze strony drugiej osoby.
Rolą terapii jest raczej wspólne sprawdzenie różnych możliwości. Warto przyjrzeć się temu, na co pacjent ma wpływ ale również uznać to, na co wpływu nie ma. Jeżeli ktoś podejmuje próby nawiązywania relacji, komunikuje zainteresowanie i daje innym możliwość zbliżenia się, a mimo tego spotyka się z odmową, nie każda taka sytuacja wymaga szukania ukrytego problemu po jego stronie.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Wiktoria Miller
Ponieważ w procesie psychoterapii uczymy się zauważać jak duży wpływ na sytuację mamy my i nasze postępowanie. Tylko w tych obszarach mamy możliwość wpływu toteż na tym często koncentrujemy się bo może to się przełożyć na realną zmianę.
Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska
Dzień dobry. Myślę, że terapeuci kierują uwagę przede wszystkim na pacjenta z dość prostego powodu:
psychoterapia zajmuje się tym, co dana osoba może w swoim życiu rozpoznać, zrozumieć i ewentualnie zmienić. Nie mamy wpływu na to, czy ktoś będzie nami zainteresowany, czy nas polubi, wybierze albo pokocha.
To jednak nie oznacza, że brak relacji zawsze wynika z jakiegoś problemu po stronie pacjenta. Ludzie rzeczywiście wybierają partnerów bardzo selektywnie i można podejmować próby nawiązania relacji, a mimo to wielokrotnie spotykać się z brakiem zainteresowania. Wygląd, sposób bycia, styl komunikacji, środowisko, w którym poznajemy ludzi, oraz zwykłe preferencje innych osób naprawdę mają znaczenie.
Sens terapii polega więc nie na szukaniu za wszelką cenę odpowiedzi na pytanie „co ze mną jest nie tak?”, ale na sprawdzeniu, czy w tej części sytuacji, na którą mam wpływ, rzeczywiście istnieje coś, co podtrzymuje problem.
Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska
psycholożka, psychoterapeutka w szkoleniu integracyjnym, interwentka kryzysowa
Agnieszka Rek
Zadaje Pani bardzo trafne pytania o granice tego, na co w relacjach mamy realny wpływ. Skupienie terapeutów na pacjencie nie wynika ze złej woli, lecz z samej specyfiki pracy w gabinecie – psycholog/terapeuta może pracować wyłącznie z osobą, która przed nim siedzi, i wspierać ją w tym, co leży w jej strefie kontroli.
Warto jednak jasno powiedzieć: nie każde doświadczenie odrzucenia oznacza, że człowiek ma w sobie ukryty lęk przed bliskością czy sabotuje swoje relacje. Ludzie dobierają się bardzo selektywnie. Na to, czy ktoś uzna nas za atrakcyjnych, wpływa cała mozaika czynników – od wyglądu i temperamentu, przez styl bycia i poczucie humoru, aż po zwykły przypadek.
Własne blokady: pojawiają się wtedy, gdy sami wycofujemy się w momencie, gdy druga strona okazuje nam autentyczne zainteresowanie, stawiamy poprzeczkę nierealistycznie wysoko albo świadomie wybieramy osoby zajęte lub niedostępne.Brak dopasowania i zainteresowania ze strony otoczenia: ma miejsce wtedy, gdy jesteśmy otwarci, podejmujemy próby, ale po prostu nie trafiamy w gust, potrzeby czy styl życia spotykanych osób.
Uznanie faktu, że inni ludzie mają prawo do własnych preferencji i mogą nas po prostu nie wybrać, nie jest porażką – to element rzeczywistości.
Można być w pełni gotowym na relację, nie popełniać żadnych „błędów”, a i tak nie spotkać wzajemności, ponieważ decyzje drugiego człowieka leżą całkowicie poza naszą kontrolą.
Pozdrawiam serdecznie,mgr Agnieszka Rek
Artur Szal
Dzien dobry
Masz absolutną rację w tym, że ludzie dobierają się selektywnie i nie każdy pasuje do każdego. Skumulowanie cech trudnych w odbiorze obiektywnie obniża szanse na rynku matrymonialnym czy towarzyskim.
Fakt, że konkretne środowisko lub napotkani dotąd ludzie nie wykazali zainteresowania, może być po prostu zbiegiem okoliczności, brakiem tzw. "chemii", niedopasowaniem kulturowym lub realnym odzwierciedleniem trudności w interakcji, które nie wynikają z głębokiej patologii, lecz ze zwykłej specyfiki danej osoby.
Natomiast Terapeuta robi wywiad i zbiera informacje od pacjenta i tylko w tej relacji pacjent terapeuta może uzyskać subiektywną ocenę rzeczywistość nie mam wpływu na inne osoby, to złożone zjawisko. w takim, nurcie jak psychodynamiczny (np. teoria relacji z obiektem) czy poznawczo-behawioralny jest analizowane m.in. w kontekście stylów przywiązania, mechanizmów obronnych (takich jak unikanie czy lęk przed bliskością) oraz tzw. przymierza terapeutycznego.

Zobacz podobne
Witam serdecznie wszystkich.
Czy nerwica natręctw jest uleczalna, czy jest to schorzenie na całe życie?
Mam córkę chorą i bardzo mi zależy, żeby ją z tego wyciągnąć. Ona nie chce żyć, jest tym wyczerpana. Bierze jakiś Asertin, dużą dawkę. Do tej pory jej partner trochę ją wspierał, ale też jest wymagający. Ona miała okresy, że nie brała leku, dopiero teraz o tym wiem. Zaniedbywała obowiązki domowe, spóźniała się notorycznie do pracy i w efekcie nigdzie nie może się dłużej utrzymać. Teraz też straciła pracę. Nie mam pojęcia, z jakim cierpieniem ona się mierzy. Nie znam tej choroby.
Czy są gdzieś ludzie, którzy mogą jej pomóc? Do tej pory musiała płacić za tą terapię. Pomóżcie, proszę.
Od kilku miesięcy uczestniczę w terapii psychodynamicznej, która ma mi pomóc w radzeniu sobie z emocjami. Jednak zaczynam czuć duże zwątpienie w ten proces, mam wrażenie, że go nie rozumiem. Na każdej wizycie płaczę, często nie wiem dlaczego. Po prostu zaczynają płynąć mi łzy. Przez to po każdym spotkaniu z terapeutką czuję się strasznie zmęczona i jeszcze bardziej zdezorientowana, nie umiem zebrać myśli w trakcie wizyty, a po wizycie zaczynam czuć straszny wstyd i zażenowanie i czuję się ze sobą jeszcze gorzej. Mam poczucie beznadziei, że tych moich reakcji po prostu nie da się zmienić. Zaczynam myśleć, że to strata pieniędzy i czasu mojej i psychoterapeutki.
Co powinnam w tej sytuacji zrobić?

